środa, 13 kwietnia 2022

Zamknięcie etapu.

 

Belgijski Moluchtas poznałem gdzieś w okolicach grudnia 2021 roku, gdy z Godz Ov War Productions przyszło promo nadchodzącego wydawnictwa „Telos Terminus”. Był to okres, w którym materiały do recenzji piętrzyły się na wysokość co najmniej Giewontu, musiałem więc pewne rzeczy odłożyć na później. Jedną z nich był właśnie Moluchtas. Wiedziałem jednak, że do niego wrócę, bo już pierwszy odsłuch powiedział mi, że jest to muzyka ciekawa. Samo wydawnictwo – już po lutowej premierze - zebrało wiele pozytywnych opinii i komentarzy, co mnie nie dziwi. Czas wreszcie nadszedł, bym i ja wyraził swoją opinię.

„Telos Terminus” to kompilacja. Zawiera dwie – wydane w 2021 roku na kasetach – epki. Pierwsza to pochodząca z maja „Into Nothingness”, druga, wydana w listopadzie, także na kasecie to „The Inexorable Imprecation of Being”. Oba materiały wydane zostały pod logiem wytwórni Haunted by Ill Angels. Jest więc to ich debiut na srebrnym krążku. Każda zawiera cztery kompozycje, łącznie więc „Telos Terminus” to osiem numerów dających nieco ponad pięćdziesiąt minut muzyki. Sam Moluchtas to jednoosobowy twór, który poza wspomnianymi epkami nic więcej nie wypuścił. Mam jednak nadzieję, że to ulegnie zmianie, bo te osiem kompozycji narobiło mi apetytu na więcej. Pomiędzy sami epkami nie ma wielkiej różnicy, i w zasadzie można je spokojnie traktować jako jeden materiał, dzięki czemu „Telos Terminus” słucha się płynnie. Jeśli już doszukiwać się pewnych zmian, pomiędzy tymi materiałami, to można zwrócić uwagę na brzmienie, które na „The Inexorable Imprecation of Being” wydaje się być potężniejsze i bardziej wyraziste. Drugi materiał – w moim odczuciu – jest też bardziej agresywny. Nie tylko ze względu na samo brzmienie, bo ono bez wątpienia w takowym odbiorze pomaga, ale już na poziomie budowy kompozycji i aranżacji. Generalnie jednak jest to kompilacja bardzo jednorodna, tworząca zwartą całość. Moluchtas proponuje nam bardzo ciekawy black/death metal. Więcej tu tego drugiego, ale bez wpływów black metalowych, nie miałby ten materiał takiego smaku i nie byłby tak przesycony rytualnym klimatem. A to jest dla mnie jego najmocniejsza strona, szczególnie jeśli idzie o pierwsze cztery kompozycje, czyli „Into Nothingness”. Jest mrocznie, jest gęsto – choć nadal sporo tu momentami przestrzeni – ale przede wszystkim jest bardzo gitarowo. Instrument ten dominuje zresztą obie epki. Jest wysunięty, co niestety lekko chowa perkusję, a ten fakt odbieram jako jedyną wadę obu epek. To jednak jest drobiazg, bo gitary są na tyle ciekawe, na tyle zajmujące i absorbujące uwagę, że po chwili już nawet nie zwraca się uwagi na schowane gary. Na przestrzeni tych pięćdziesięciu minut znajdziemy całą masę doskonałych riffów, zagrywek i krótkich, oszczędnych, acz świetnych melodii. To jednak wcale nie oznacza, że „Telos Terminus” to granie stricte melodyjne. Nie. To w swej podstawie i meritum jest rasowy black/death metal, z odpowiednio dobraną ilością momentów melodyjnych, które sprawiają, iż słucha się tych kompozycji bardzo dobrze. Na ten fakt ma oczywiście wpływ większa liczba elementów składowych, bo to i brzmienie, i dobre wokale (ok, tu drugi kamyczek do ogródka Moluchtas – wokale są dobre, ale większa różnorodność w takim graniu sprawdza się naprawdę dobrze), i ciekawie zaaranżowane kompozycje, ale nie da się ukryć – gitarami ta kompilacja stoi. A stoi bardzo pewnie i bardzo ciekawie, warto więc postać obok niej, a najlepiej z nią. Polecam. Fajnie, że zostały te materiały zebrane w całość i wrzucone na srebrny krążek, bo pozostając jedynie na kasetach, mogłyby przepaść bez należytej uwagi. Doceniam takie inicjatywy. 


Moluchtas – „Telos Terminus”. Godz Ov War Productions / Haunted by Ill Angels, luty 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz