poniedziałek, 18 kwietnia 2022

Upiór po raz piąty.

 

Są muzycy, którzy skupiają się na jednym zespole, są też tacy, których twórcza energia rozpiera tak mocno, że duszą się w ramach macierzystego tworu, i muszą dać upust swym kreatywnym mocom na więcej sposobów. Do tych drugich bez cienia wątpliwości zalicza się Upiór, znany z Dagorath. Tak było na początku, bo teraz możemy też dorzucić Nurt Ognia, Xarzebaal, Deathevn i Daetven, o którym dziś będę pisał. Nie trudno zwrócić uwagę na podobieństwo dwóch ostatnich nazw. Podobne są też logówki obu tworów, oraz fakt, że oba są projektami jednoosobowymi, w których za wszystko odpowiada Upiór.

Nie wiem jak potoczą się losy Deathevn, bo jak dotąd projekt ten ma na koncie demo zatytułowane po prostu „Deathevn” (pisałem o nim tu). Ukazało się ono w 2020 roku i od tamtej pory cisza. Może więc Daetven to kontynuacja tamtego tworu? A może rzecz całkowicie odrębna? Nie wiem, skłaniałbym się jednak ku tej pierwszej teorii, szczególnie, że muzycznie podobieństwa też są bardzo duże. Nie widzę sensu w prowadzeniu dwóch tak podobnych do siebie projektów. W każdym razie: dziś skupimy się na debiucie Daetven, wydanym w listopadzie 2021 roku przez Under the Sign of Garazel Productions, i zatytułowanym po prostu „Daetven”. Osiem kompozycji, troszkę ponad czterdzieści minut muzyki. Jeśli słyszeliście demo Deathevn, to tu jest podobnie, choć może trochę mniej gęsto. Jeśli nie słyszeliście, to muzyka zawarta na debiucie Daetven jest lekko wzmocnioną, lekko zagęszczoną wersją klasyki proponowanej przez szkołę północną. Trudno tu co prawda doszukiwać się bezpośrednich odniesień, ale fundamenty są tamtejsze. Inna jest trochę ich obudowa, bo Daetven to muzyka dużo bardziej zbita, dość jednorodna, gęsta i mniej przejrzysta. Nie ma tu wiele czasu na oddech, zwarty atak gitarowo – perkusyjny trwa od pierwszych sekund. Nad wszystkim unosi się lekko przesterowany wokal, dodający sporo uroku samemu materiałowi. Bardzo podoba mi się typowo podziemne brzmienie perkusji, które czasami określam jako „wiadro”. Tu co prawda nie jest to wiadro w tej skali, co w Xarzeball na przykład, ale nadal brzmi dość luźno. W całościowym ujęciu brzmienie „Daetven” to stuprocentowa piwnica i podziemie, ale trudno było oczekiwać czegoś innego, od muzyka Dagorath i twórcy albumów Nurt Ognia. Daleko jest co prawda do tego ostatniego, czy też wspomnianego już Xarzebaal, tak więc nie bójcie się – usłyszycie instrumenty. Daetven jest w moim odczuciu tworem dość oryginalnym, u nas chyba nikt tak nie gra. Nikt tak udanie nie potrafi wymieszać ze sobą chłodu północy, z gęstością południa. Chyba, bo nie chce mi się teraz nad tym dłużej zastanawiać. Nie zmienia to faktu, że jest to rzecz rzadko spotykana. Nie liczcie jednak na materiał odkrywczy, bo w sferze budowy kompozycji, czy też aranżacji, nie ma tu niczego nowatorskiego. I choć jest to krążek bardzo jednorodny, to słucha się go dobrze, bo Upiór potrafi patenty dobrze znane, zaprezentować w swoim ciekawym ujęciu. Żadnego szału tu nie ma, jest po prostu solidny, tchnący złem i nienawiścią black metal, bez żadnych niepotrzebnych nikomu eksperymentów. I to – w dzisiejszych czasach – jest największą siłą debiutu Daetven. Sporym atutem są też teksty, które – choć trochę bajkowe, czasami ocierające się o komiksowy kicz – robią pozytywne wrażenie i dobrze się je czyta, bo są bardzo plastyczne. Polecam. A jeśli serio nie słyszeliście Deathevn, to też posłuchajcie. Dobra rzecz. 


Daetven – „Daetven”. Under the Sign of Garazel Productions, listopad 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz