środa, 27 kwietnia 2022

Sadopunk Finland Perkele!

 

Wömit Angel są z Finlandii. Wydali do tej pory cztery krążki. A ja dowiaduję się o ich istnieniu dopiero teraz, gdy ma premierę ich piąty pełniak. Potrzeba było do tego Godz Ov War Productions, czyli polskiej wytwórni, pod szyldem której „Sadopunk Finland” został wypuszczony. Nie wiem, czasami mam naprawdę dojmujące wrażenie, że moja misja dogłębnego poznania fińskiej sceny jest z góry skazana na porażkę. Bo zawsze pojawi się coś, czego nie słyszałem. Wömit Angel mogę już odhaczyć, choć nie do końca, bo „Sadopunk Finland” tak bardzo przypadł mi do gustu, że muszę jeszcze nadrobić wszystko, co wydali wcześniej. Metal to naprawdę jest ciężka robota. Szkoda, że mi za to nie płacą.

Żarty na bok, jeśli idzie o Wömit Angel, to chętnie posłucham ich za darmo. Mogę nawet dopłacić, co pewnie zrobię, kompletując ich dyskografię na srebrnych krążkach. Nie jest to co prawda żadna fińska ekstraklasa, choć w swojej bańce bez wątpienia są w czołówce. Tylko weterani z Impaled Nazarene będą wyżej, choć nie dotyczy to wszystkich ich wydawnictw. Nawet oni mieli okres gorszy, a ten właśnie okres bez problemu „Sadopunk Finland” zjada. Piąty album antychrystów z Tampere daje mi mniej więcej tyle radości, co ostatni krążek Impaled Nazarene – a ten był przecież naprawdę bardzo udany (o nim tutaj). Nie spodziewałem się, że w takim graniu, można jeszcze zrobić coś naprawdę świeżego i uderzającego energicznie po mordzie. Ale to samo mówiłem przed odsłuchem „Eight Headed Serpent”. Wszyscy wiemy jak się skończyło. Można, Bartek, można. Można też już skończyć przywoływanie Impaled Nazarene, w końcu to tekst o Wömit Angel. Trudno jednak uciec od takowych porównań, wybaczcie. Bo tak naprawdę mógłbym tę recenzję ograniczyć do jednego zdania: „Sadopunk Finland” to zaginiony materiał weteranów z Oulu, który ze względu na niesnaski w zespole, nigdy nie doczekał się wydania. I tyle, bo wszystko się tu zgadza. Nawet tytuł, oprawa graficzna, image zespołu (maska gazowa to mus!). A dlaczego nawiązałem do niesnasek w zespole? Bo piąty krążek Wömit Angel wrzuciłbym Impaled zaraz po „Suomi Finland Perkele”. Jakoś tak mi tu pasuje, bo jest z jednej strony bardzo agresywny, dziki, szalony i bezkompromisowy, z drugiej strony ma momenty bliższe muzycznej cywilizacji, uporządkowane, chwytliwe i porywające. Jest więc doskonałym kandydatem na następcę najbardziej chyba znanego albumu Luttinena i spółki. Abstrahując już jednak od nich, bo miałem to już kilkanaście linijek wcześniej zrobić, należy oddać Wömit Angel co im należne. Pomimo wszelkich podobieństw, nie są w żadnym wypadku kalką czy kopią. Grają w takim samym stylu, ale dają od siebie bardzo dużo. Więcej tu – wręcz bardzo dużo – momentów naprawdę porywających, tanecznych i typowych dla klasowego black/thrashu. Nie znaczy to, że brakuje tu punkowego brudu, czy speedowego szaleństwa. Ani trochę. Co jednak ciekawe, jest tu też sporo fajnych melodii. Wömit Angel to wybuchowa mieszanka tych wszystkich stylów, ale nie tylko ich. Doszukać tu można się wielu wpływów i inspiracji, najlepiej to wszystko oddaje chyba tytuł albumu. Dodajcie do niego fotki zespołu, i wszystko jest jasne. Trudno o jakiekolwiek niedopowiedzenia, czy niezrozumienie. Obleśny fiński kozioł alkoholik, obwieszony amunicją, ma już nie jeden łeb, a dwa. Bo jak dla mnie, tym albumem Wömit Angel staje w jednym szeregu z bluźniercami z Impaled Nazarene. No, może jeden krok za nimi, ale to już jest niezauważalna różnica.

Słuchać, kupować, nie zastanawiać się. Sadopunk Finland Perkele! 


Wömit Angel – „Sadopunk Finland”. Godz Ov War Productions, kwiecień 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz