piątek, 15 kwietnia 2022

Cmentarna rozpusta.

 

Mortuus Cadaver teoretycznie istnieje od 2016 roku, ale jakakolwiek aktywność wydawnicza pojawia się dopiero dwa lata później. 2018 i 2019 rok to dwie demówki zarejestrowane na próbach. Ukazały się na kasetach w bardzo skromnych limitach, podejrzewam więc, że nie ma wielu, którzy je słyszeli. Inaczej rzecz się ma z debiutanckim pełniakiem, który – już w całkowicie profesjonalnej formie – ujrzał światło dnia w lutym tego roku. Srebrny krążek wypuściła Prior Satanae Production, wytwórnia mała, aczkolwiek kierowana przez prawdziwego fanatyka, co może gwarantować zespołowi dużo większą rozpoznawalność w niedalekiej przyszłości.

Mortuus Cadaver to twór, który tworzą muzycy znani z Impure Declaration. Niedawno dołączył do nich były gitarzysta Cancerfaust, ale on jeszcze w „Cemetery Debauchery” swych palców nie maczał. Debiut jest więc zasługą dwójki panów, i pani – bo podkreślić należy, że perkusję molestuje tu Shitala. I co można o tym debiucie napisać? Nic odkrywczego. Bo odkrywczy on na pewno nie jest. Jest natomiast pełen serca, pasji, prostoty i ognia. Death metal w wykonaniu Mortuus Cadaver to muzyka prosta, szczera i naturalna. Zero kombinowania. Wśród inspiracji przywołać można wczesny Death, Cianide, Autopsy, Bolt Thrower… Wymieniać można długo, bo i trochę klasycznej szwedzizny tu słychać, wokalnie jest trochę a la Asphyx. Lista nazw, które można przytoczyć w odniesieniu do „Cemetery Debauchery” byłaby długa niczym kolejka do kibelka podczas koncertu, nie ma to więc większego sensu. Nie jest to też żadna ujma, bo Mortuus Cadaver wcale nie chce być oryginalny. Radość sprawia im granie proste, brudne, spontaniczne wręcz – i to słychać. Ta pasja i serducho są tu bardzo wyraźne. Riffy są proste, mocne, dosadne i – choć pewnie słyszeliście je setki razy – nadal potrafią nieść i porywać. Perkusja także nie aspiruje do miana technicznego objawienia tego roku, ale jest to jak najbardziej zabieg celowy, bo wszyscy wiemy, że Shitala potrafi grać naprawdę dobrze. Tu jednak ogranicza się do grania sercem, nie głową. I bardzo dobrze. Bas – fajnie słyszalny – daje odpowiedni dół, który wspomagany jest solidnym wokalem. Nie ma tu niczego, co byłoby przekombinowane, sztuczne, czy nienaturalne. Tak proste środki wyrazu dały w efekcie album bardzo uczciwy, a zarazem porywający. Noga sama tupie, głowa się buja. To jest piwniczny death metal z czasów, gdy gatunek się rodził. Dobrze, że są zespoły, które chcą przypomnieć tamten okres, bo niektórym już od tych wszystkich technicznych wywijasów się w głowach poprzewracało, i zapomnieli chyba, co leżało u podstaw gatunku. Energia, dzikość, naturalność, pasja. Moc, siła i ciężar. I to wszystko tu jest, dlatego z czystym sumieniem polecam każdemu, kto potrafi docenić dobry death metal. Death metal, nie tabliczkę mnożenia zagraną na sześćdziesięciu progach ośmioma palcami. Poza tym, nie ma na naszej scenie zbyt wielu tak grających zespołów, o ile jakieś są. Przychodzi mi na myśl tylko Old Skull, ale oni jednak trochę innych mają idoli. Tak czy siak, Mortuus Cadaver – mimo iż kompletnie nie nowatorski – jest na swój sposób oryginalny. Polecam.

No i oprawa graficzna krążka jest wyśmienita! 


Mortuus Cadaver – „Cemetery Debauchery”. Prior Satanae Production, luty 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz