piątek, 8 kwietnia 2022

Chłodna Australia.

 

Mój bliski kolega stwierdził kiedyś, że „w tej cholernej Australii, wszystko jest jadowite i może cię zabić”. Coś w tym zapewne jest. W dodatku bywa tam bardzo ciepło, duszno i generalnie mało komfortowo. Taki też najczęściej jest tamtejszy black czy death metal. Gęsty, duszny, gorący, pełen jadu. Często odpychający i trudny do przetrawienia. Nie zawsze jednak, bo przecież od każdej reguły są wyjątki. Takim jest choćby Spiritu Mors, oczywiście nie jedynym, ale dziś skupimy uwagę na tym właśnie projekcie. W lutym zadebiutował epką „Exsilium”, a wydawcą został nasz Under the Sign of Garazel Productions.

Chciałbym Wam nieco przybliżyć Spiritu Mors, niestety, nie jestem w stanie, bo informacji nie znalazłem żadnych. Wiem tylko tyle, ile już zdradziłem. Pozostaje więc zagłębić się w sam materiał, a ten – choć krótki – jest bardzo ciekawy. I dlatego trochę wkurza mnie, że to tylko dwie kompozycje dające około osiemnastu minut muzyki. Chciałbym więcej, bo „Exsilium” zdradza spory potencjał Spiritu Mors. Pozostaje żyć nadzieją, że już niedługo dostaniemy kolejne materiały. Dlaczego tak mi na tym zależy? To proste. Te osiemnaście minut to jedne z lepiej spędzonych przeze mnie osiemnastu minut w black metalu ostatnich miesięcy. Przede wszystkim jest bardzo europejsko, a konkretnie nordycko. To taka trochę wypadkowa norweskiej klasyki, szwedzkiego gorętszego klimatu, i leśnej Finlandii. Dominuje tu chłód i atmosfera. Agresja jest na dalszym planie, bo Spiritu Mors nie serwuje nam zawrotnych prędkości ani potężnej ściany dźwięku. Tempa są średnie, sporo tu melodii, pojawiają się czyste wokale. Ale nie pomyślcie, że jest to jakieś smutne plumkanie. Co to, to nie. Australijski projekt pomimo nacisku położonego na atmosferę i klimat, ma w sobie trochę ojczystego jadu, gniewu i nienawiści. Są po prostu te rzeczy lekko schowane, jakby przyczajone, ale gotowe w każdej chwili zaatakować. Bardzo mi się ten zabieg podoba, bo nie dość, że pozwala słuchaczowi delektować się przyjemnymi aranżacjami, to nie pozbawia go wrażenia obcowania z rasowym black metalem. Jest w tym wszystkim też trochę podniosłości (szczególnie gdy wchodzą czyste wokale), trochę metafizycznego zamyślenia, ale przede wszystkim jest tu miejsce dla porzucenia wszystkiego innego, i skupienia się na muzyce. „Exsilium” urzeka, ale i porywa, trzeba tylko oddać mu swoją uwagę, bo dużo się tu dzieje, nie tylko na pierwszym planie. Warto więc na te osiemnaście minut porzucić inne zajęcia, i zanurzyć się w dźwięki Spiritu Mors. Bardzo dobry materiał, bardzo udany debiut. Czekam na więcej.


Spiritu Mors – „Exsilium”. Under the Sign of Garazel Productions, luty 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz