piątek, 4 marca 2022

Skarby słowackich Tatr.

 

Ostatnim elementem doskonałego muzycznie stycznia jest debiut słowackiego Stangarigel. Pisząc o „Na Severe Srdca” trudno nie wspomnieć o Malokarpatan, bo oba zespoły łączy osoba Lesodiva, ale to nie jedyny punkt wspólny. Drugim jest muzyka, która sytuuje oba projekty bardzo blisko siebie. Dla mnie jednak, właściwie już od pierwszego spotkania z debiutanckim krążkiem Stangarigel, to właśnie ten młodszy zespół jest ciekawszy, bardziej zajmujący, jego twórczość trafia do mnie po prostu bardziej. Nie mam zamiaru ujmować Malokarpatan, ale Stangarigel tę charakterystyczną narrację i sposób grania metalu, wzniósł w moim odczuciu poziom wyżej.

Są oczywiście aspekty, które różnią oba twory. Choćby teksty i oprawa. Lirycznie Stangarigel także obraca się w słowackim folklorze, przyrodzie, legendach i mitach, ale jednak nie tak dosłownie jak Malokarpatan. Tu wszystko jest bardziej nieoczywiste, niedoprecyzowane, metafizyczne i wzniosłe. Są Tatry, jest głęboki las, są mgły i duchy przeszłości. Są też piękne grafiki we wkładce (nie można też zapominać o samej – doskonałej – okładce!), które aż proszą się o większy format. Szkoda, że nikt nie pomyślał by wkładkę uczynić obszerniejszą, co pozwoliłoby na większe obrazki. Tytuł albumu jak i tytuły utworów są po słowacku, w tym też języku możemy je usłyszeć. Ciekawym zabiegiem jest jednak zamieszczenie ich w książeczce tylko i wyłącznie w języku angielskim. Dzięki temu można na jakiś czas oddać się lekturze, by jeszcze bardziej wsiąknąć w atmosferę albumu. A ta jest oczywiście mistyczna. Uduchowiona, wzniosła, ale i pełna mroku. Lekko średniowieczna, lekko ludowa, bardzo magiczna i urzekająca. Jest w niej pierwiastek zła, diabła i ciemności, ale to jest diabeł z mitów i podań, to jest diabeł ludowy, uosabiany przez najróżniejsze kreatury zamieszkujące karpackie lasy. A wszystko to otoczone jest, spowite wręcz, mgłą prastarych opowieści, opowiadanych przy wieczornym ogniu. I naprawdę robi to robotę, szczególnie, że muzyka perfekcyjnie z tą atmosferą współgra. Jest tu praktycznie wszystko co znamy z Malokarpatan, podane po prostu w formie jeszcze ciekawszej, jeszcze bardziej porywającej. Piękne melodie, charakterystyczne wokale, lekko przybrudzone, lekko zabarwione ciężarem riffy. Są klawisze i gitary akustyczne, jednak powiedziałbym, że „Na Severe Srdca” to album stricte metalowy. Dominują tu gitary łączące w sobie – tak jak w przypadku starszych braci – lata osiemdziesiąte z dekadami późniejszymi. Jest trochę agresji, ale i sporo zwolnień. Żaden z patentów nie jest nowatorski, ale sposób w jaki zostały podane jest zajmujący i dzięki temu album, który trwa prawie czterdzieści minut, ani przez sekundę się nie dłuży. Bardzo ciekawa, magiczna podróż do podnóży Tatr, a może nawet wyżej i głębiej, tam gdzie mgły i koniec lasów. To jeden z tych krążków, którego wartością nie jest tylko i wyłącznie muzyka. On niesie ze sobą więcej i naprawdę warto dać się zaprosić na tę wycieczkę. Będę z niecierpliwością wypatrywał kolejnych wydawnictw słowackiego duetu, tymczasem wracam do skarbów słowackich Tatr.


Stangarigel – „Na Severe Srdca”. Hexencave Productions, styczeń 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz