środa, 9 marca 2022

Rytualna melancholia.

 

Finlandia zwykła powracać tutaj jak przyjaciel, którego obecność i towarzystwo jest zawsze mile widziane. Nie inaczej jest dzisiaj. Jakiś czas temu przypadkiem trafiłem na nazwę Ritus de Cruor, która kompletnie nic mi nie mówiła. Wystarczyła jednak informacja, skąd pochodzi projekt, bym nabrał ochoty na sprawdzenie zawartości „Die Melancholie der Zauberer”. I był to ze wszech miar dobry krok, bo drugi materiał tego jednoosobowego projektu to bardzo przyjemne dwadzieścia minut.

Drugi, bo w 2020 roku ukazało się demo zatytułowane po prostu „Demo MMXX”. Nie słyszałem, nie miałem jeszcze chwili, by je ocenić, także się nie odniosę. Ukazało się ono na kasecie, jest też dostępne na Bandcampie. Nową epkę „Die Melancholie…” znajdziecie także na Bandcampie projektu, nic mi w tej chwili nie wiadomo o fizycznym wydaniu. Nie zmartwię się jednak, jeśli kiedyś te trzy utwory zagoszczą na srebrnym dysku. Za projektem stoi człowiek o pseudonimie Sepulchre, udzielający się także w tworach takich jak Grave Revelations i Iära. Ten pierwszy wydał split z Profane Congregation w 2019 roku, więc może jest wam znany. To jednak nie jest w tej chwili najistotniejsze, nie ma sensu zagłębiać się w powiązania fińskiej sceny, bo utoniemy na długie miesiące. Wróćmy do najnowszego materiału Ritus de Cruor. Jak już wspomniałem, są to trzy kompozycje. Dwie długie, środkowa ma trzy minuty i jest bardziej instrumentalnym przerywnikiem, bazującym na wyrazistej gitarze i perkusji. Ma lekkie zacięcie rytualne i bardzo ciekawy motyw przewodni. Bardzo prosta, dość surowa, ale bardzo ciekawa kompozycja. Materiał otwiera utwór tytułowy i z miejsca atakuje swoją intensywnością. Trochę kojarzy mi się to z islandzką nawałnicą, jednak nie jest tak gęsto. Trochę więcej tu powietrza, a po chwili w tle słyszymy charakterystyczne, fińskie melodie. I to połączenie daje bardzo ciekawy efekt. Wszystko dopełnia opętany, szalony wokal, który tworzy bardzo niepokojącą atmosferę. I tak przez dziesięć minut, jednak zmiany tempa i intensywności powodują, że numer kompletnie się nie dłuży. Znajdziemy tu nawet popularne fińskie galopady, ale – są one, tak jak melodie – jakby ukryte w tle. Trochę za sprawą wysuniętych blach, trochę za sprawą tej islandzkiej gęstości, i trochę za sprawą brudnego brzmienia. Ostatnia kompozycja jest trochę krótsza od pierwszej, ale w swym charakterze się od niej nie różni. Spotkamy tu po prostu inne melodie, trochę bardziej przypominające wzniosłą melodykę francuskiego black metalu. Nie są to jednak odniesienia bezpośrednie, to tylko daleki drogowskaz, bo brzmienie ich nadal jest zimne i ostre jak lód północy. Jako całość jest to materiał pełen agresji, pasji, fajnych pomysłów aranżacyjnych i ciekawych mariaży. Zagrany trochę jakby na próbie, spontanicznie, bez większej dbałości o ozdobniki i czytelność. Pomimo tego wszystko tu słychać. Dla mnie bomba. „Die Melancholie…” to rzecz, która przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi dobrego black metalu. A dla mnie to informacja, że jak najbardziej powinienem zapoznać się z pozostałymi dokonaniami pana Sepulchre, zaczynając od „Demo MMXX”. Co i wam polecam.


Ritus de Cruor – „Die Melancholie der Zauberer”. Wydanie własne (Bandcamp), styczeń 2022.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz