środa, 23 marca 2022

Pamięć.

 

Słowackie podziemie, choć niezbyt liczne, prezentuje coraz wyższy poziom. I nie mam tu na myśli zespołów typu Malokarpatan, czy Stangarigel, tylko twory jeszcze głębiej zakopane pod gruntem tego górzystego kraju. W miejsca te jak zwykle prowadzi nas Werewolf Promotion, niestrudzony promotor słowiańskich krain w świecie black metalu. Dziś przyjrzymy się bliżej drugiemu krążkowi Sirin. Jest to jednoosobowy projekt istniejący od 2006 roku. Miałem już okazję kilka słów o nim napisać, bo w grudniu 2019 roku recenzowałem split „Ešte jedle rastú...” (tu), na którym znalazły się dwie kompozycje Sirin. Podobały mi się, i nie inaczej jest z albumem „V Pamäti”, który w dużo bardziej obszernej formie uświadamia nam potencjał projektu.

Sirin to SturmWolf, który odpowiada za wszystkie instrumenty i wokal. W przypadku swego drugiego albumu, zajął się także miksem. Jest więc samowystarczalny. I można to usłyszeć, bo radzi sobie naprawdę dobrze. Sirin na koncie ma jeszcze pełniaka z 2009 roku, trzy splity i demo. Dorobek nie jest więc imponujący, ale zawsze powtarzam: jakość, nie ilość. A jakość tu jest. Nie miałem wielkich oczekiwań co do tego albumu, a zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Bałem się zbyt dużej ilości folkowych wstawek, które najczęściej kończą się na tandetnym flecie i plumkaniu akustycznej gitary. Ale nic z tych rzeczy. To znaczy wspomniany flet tu jest, ale w ilości całkowicie nie raniącej ucha, poza tym, odpowiedni miks spowodował, że nie jest on aż tak wysunięty. Obawy moje nie były bezpodstawne, bo Słowacy lubią takie zabiegi, a i Sirin od nich nie stroni, co można było zauważyć na wspomnianym wyżej splicie. Tu jednak dominuje rasowy, klasyczny black metal o pogańskim zabarwieniu. Nie znajdziecie tu piwnic, lochów, diabła i siarki. Zamiast nich jest lekko folkowa melodyka, sporo podniosłości, a agresja ma posmak walki w imię dawnych bogów. Ale jest to wszystko zrobione z wyczuciem, trzymane w ryzach, dzięki czemu „V Pamäti” to po prostu świetny pagan metalowy materiał, który potrafi porwać. Kilka nazw pojawia się w głowie podczas odsłuchu, ale nie mam zamiaru ich wymieniać, bo tak naprawdę Sirin jest w sporym stopniu projektem suwerennym i oryginalnym. Decydują o tym słowackie wokale (tu jedyna moja uwaga – przydałaby się trochę większa różnorodność), umiejętne wymieszanie partii agresywnych (których jest tu naprawdę dużo) z klimatem folkowym i jego melodyką. Ciekawe aranżacje, interesujące melodie, chwytające za serce i wzywające do boju momenty szybkie i agresywne. Wszystko to powoduje, że słucha się tego materiału bardzo dobrze. Wpływ na to ma też brzmienie, które jest profesjonalne i czyste (takie było też na splicie, więc nie jest to zaskoczenie), może nawet trochę za czyste. Ale to już jest kwestia osobistych upodobań, bo sam album niczego na tym nie traci. W żadnym też stopniu mu to nie urąga, bo do komercyjnych plastików wciąż daleko. Tym bardziej, że sam przekaz, teksty i ideologiczne podejście twórcy są od komercji jeszcze dalsze. Szkoda, że we wkładce nie ma tekstów, album jest zresztą dość skromnie wydany. Pomimo tego można zaczerpnąć trochę wiedzy, bo znajdziemy tam słowa słowackiego bohatera narodowego Milana Štefánika, którego życiorys warto poznać, bo postacią był wybitną.

Polecam. Naprawdę solidna rzecz. 


Sirin – „V Pamäti”. Werewolf Promotion, styczeń 2022.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz