poniedziałek, 14 marca 2022

O siłach, które tworzą i niszczą.

 

Wędrujący Wiatr zdążył już wyrobić sobie renomę i mocną pozycję w podziemiu, stał się zespołem, na którego wydawnictwa się czeka. Nie wzięło się to znikąd, muzycy uczciwie na ten status zapracowali dwoma pierwszymi krążkami. Debiut, wydany w 2013 roku „Tam, gdzie miesiąc opłakuje świt”, i jego trzy lata młodszy następca „O turniach, jeziorach i nocnych szlakach”, to albumy, które narobiły sporo szumu w krajowym podziemiu. Ich popularność rosła z czasem, zdążyły więc doczekać się już wznowień i edycji winylowych. Minęło sześć lat i wreszcie doczekaliśmy się trzeciego pełnowymiarowego materiału (innych zresztą zespół nie wypuszcza), który już samym tytułem – „Zorzysta staje oćma” - kontynuuje romantyczną ścieżkę zespołu, i nie ułatwia życia swoim słuchaczom (już kilkanaście razy słyszałem – „ale co to znaczy?”).

Wielokrotnie powtarzałem już, że dla mnie album to nie tylko muzyka. To także jego oprawa, sposób wydania, teksty… wszystko to składa się na efekt końcowy jakim jest nowe wydawnictwo. Najnowszy krążek Wędrującego Wiatru jest tego najdobitniejszym w ostatnich latach przykładem. I bardzo często są to dwie nierozerwalne płaszczyzny, dwa wymiary jednego dzieła, które się uzupełniają i dopełniają. Trzeci album polskiego duetu został wydany tak, że zbrodnią byłoby nie zauważenie tego, ale do tej kwestii jeszcze wrócimy, bo na potrzeby tej recenzji trochę tę końcową całość rozbiję. Zacznę od samej otoczki, oprawy, warstwy lirycznej i tego, co jest sercem istnienia zespołu. Nigdy nie uważałem się za szalikowca Wędrującego Wiatru, co nie znaczy, że nie doceniałem wcześniejszych wydawnictw. Oba poprzednie albumy zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, ale to chyba jednak debiut bardziej mną wstrząsnął. Może dlatego, że była to rzecz w dużym stopniu – a przynajmniej w kilku aspektach – nowatorska. Nikt wcześniej w Polsce nie połączył tak udanie black metalu z narodowym romantyzmem (tu oczywiście należy też bardzo mocno spojrzeć w stronę Młodej Polski, ale znaczeniowo bardziej pasuje mi po prostu to pierwsze określenie). Świetnie robią to Norwegowie, u nich to popularny kierunek, nie tylko muzycznie. U nas jednak tak dobitnie i zarazem celnie, nie udało się to wcześniej nikomu. I to urzekło mnie naprawdę mocno. Zespół z powodzeniem kontynuował tę drogę na następcy, pojawiły się tropy tatrzańskie, co tylko dodało wszystkiemu autentyzmu i pierwiastka historycznej magii. To był ten wiatr wędrujący od warmińskich jezior, po najwyższe szczyty południa. Nie są to oczywiście miejsca przypadkowe, choćby ze względu na samych muzyków, ale także biorąc pod uwagę romantyczne i młodopolskie tradycje w sztuce. Wszystko było oczywiście skąpane we mgle legend i tajemnic, ocierające się o mity, ale stojące twardo na ziemi. Ten sam szlak prowadzi nas na trzecim albumie, z tą jednak różnicą, że spotykamy tu dużo więcej legend, a w zasadzie jedną legendę, która jest tak naprawdę tym wydawnictwem. Bo „Zorzysta staje oćma” to opowieść o początkach wszystkiego, o siłach, które tworzą, ale i niszczą. Jest to więc tak zwany album koncepcyjny, ale tego typu techniczne określenia trochę nie dorastają do wnętrza trzeciego krążka zespołu. Opowieść ta podzielona jest na rozdziały, z których każdy – poza tekstem utworu – posiada także pisany prozą wstęp, a właściwie kolejny etap opowiadanej historii. Polecam lekturę, odbiór albumu staje się dużo pełniejszy. Zespół odszedł więc trochę od tej swojej charakterystycznej narracji, zatopionej i wywodzącej się poniekąd z poetyckich i malarskich tradycji polskich twórców, na rzecz stworzenia czegoś całkowicie swojego, ale nadal posiadającego łączniki z tym co kiedyś było. Muzycznie jest podobnie. Wędrujący Wiatr nadal gra black metal, w ten swój niepowtarzalny, lekko wzniosły, gęsty i wyrazisty sposób, zdaje się jednak lekko łagodnieć. Nie wiem, czy to na potrzeby tejże opowieści, czy po prostu tak teraz muzykom w duszy gra, w każdym razie jest to album momentami delikatniejszy, jeszcze bardziej klimatyczny, jeszcze bardziej atmosferyczny. Jest w nim trochę muzycznej ludowości, jest sporo dźwiękowych pejzaży i momentów ku zadumie. Są piękne melodie, ciekawe aranżacje, ale wszystko to jest poniekąd trzymane w ryzach, bo celem nadrzędnym jest tu atmosfera i klimat. To im jest wszystko podporządkowane, dlatego zespół nie wychodzi za bardzo poza swoje DNA, poza to, co słyszeliśmy wcześniej. W charakterystyczny dla siebie sposób, skromnymi środkami osiąga swoje cele, a efekt końcowy jest jak zwykle bardzo dobry. Nie ma tu także brzmieniowej rewolucji, jest więc nadal dość gęsto, lekko podziemnie, ale zarazem – co wciąż uważam za fenomen Wędrującego Wiatru – przestrzennie, selektywnie i z miejscem na oddech. Jest to zarazem chyba najlepiej brzmiący dla mnie krążek zespołu, co w połączeniu z najbardziej jak dotąd dojrzałą muzyką, daje dzieło ciekawe i – choć bardzo długie (godzina i jedenaście minut!) – nie nudzące. Nie jest to oczywiście album na każdą chwilę, dobrze jest bowiem do niego zasiąść jak do lektury, poświęcając mu swą całą uwagę, by czytać i słuchać ze zrozumieniem. A czytać – jak już pisałem – jest co. Przejdźmy zatem do trzeciego i ostatniego wymiaru tego wydawnictwa, czyli jego wydania. Jest to digibook oprawny w sztuczną skórę. To na niej złotym kolorem wytłoczona jest okładka i tytuły utworów. Książeczka ma kilkadziesiąt stron, opatrzona jest wspaniałymi grafikami autorstwa Igora z WS Artworks. Znajdziemy tam też angielskie tłumaczenia tekstów jak i samej opowieści. Wszystko imitować ma starą książkę, i w dużym stopniu to się udało. Efekt jest powalający. Mogę tu oczywiście pisać jeszcze o tym sporo, ale ponieważ moje słowa nie oddadzą tego w należyty sposób, nagrałem film, który możecie zobaczyć na youtube (tutaj).

„Zorzysta staje oćma” to jeden z tych albumów, które powinny być odbierane każdym zmysłem. Jest to wydawnictwo, które daleko wykracza poza same dźwięki, i obcowanie z nim jedynie poprzez serwisy streamingowe, zubaża mocno odbiór. Jest to także doskonały przykład dzieła, które dorasta do legendy samego zespołu, zarazem ją tworząc. Trzeci album Wędrującego Wiatru to po prostu absolutny mus dla wszystkich tych, którzy cenią sobie unikalną atmosferę, magię klimatu i rodzime tradycje w sztuce, ale i w codziennym życiu. 


Wędrujący Wiatr – „Zorzysta staje oćma”. Werewolf Promotion, luty 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz