poniedziałek, 7 marca 2022

Jak wilki za światłem.

 

Amerykańskiego Elegiac raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Projekt, w którym za wszystko odpowiada Zane Young, ma na koncie osiem pełnych krążków i zatrzęsienie pomniejszych wydawnictw. Tegoroczny styczeń przyniósł nam dziewiąty pełnowymiarowy album zatytułowany „Wolves Chase the Light. Materiał ukazał się na CD dzięki Sacrificial Sounds już w styczniu, natomiast w lutym kasetę wypuściła znana nam wytwórnia Analög Ragnarök. I to właśnie dzięki jej uprzejmości mogłem tego krążka posłuchać i o nim napisać. Kasety co prawda nie posiadam, ale jestem pewien, że została wydana bardzo starannie i ciekawie, więc jeśli ktoś lubi ten nośnik, polecam wytwórnię naszego rodaka.

Dziewiąty krążek nie przynosi rewolucji w twórczości Elegiac, jeśli więc ktoś na to liczył, to się przeliczył. Nie przynosi jednak także stagnacji i wygodnego umoszczenia się na swoim miejscu, bo Zane ciągle poszukuje, ciągle dodaje do swej muzyki coś nowego. I nawet jeśli są to drobiazgi, to najczęściej wnoszą one jedynie wartość dodaną. Tym razem może nie jest to aż taki drobiazg, bo mam wrażenie, że „Wolves Chase the Light” jest najbardziej przystępnym materiałem Elegiac. Nie zrozumcie mnie źle, Zane nie poszedł w rejony melodyjnego plastiku i pewnie na Wacken się nie wybiera, po prostu sporo tu naprawdę chwytliwych melodii i riffów, które wcześniej w takim stopniu wpadające w ucho nie były. Gdy do tego dołożymy trochę czystych wokali, trochę chórów, akustyczne fragmenty i sporą ilość naprawdę ciekawych aranżacji, to otrzymamy krążek bardzo złożony, bardzo zróżnicowany, ale i po prostu bardzo słuchalny. Oczywiście podstawę stanowi bezkompromisowy black metal. Stanowi on przytłaczającą większość wśród tych siedmiu kompozycji dających czterdzieści minut muzyki. Wyjątkiem jest utwór numer sześć, ale o nim za chwilę. Brzmienie całości jest fajnie wyważone, bo z jednej strony na tyle brudne, by dostać pieczątkę „podziemie zatwierdza”, z drugiej na tyle czytelne, że wszystkie te smaczki aranżacyjne są słyszalne i niczego nie tracą. Black metal w wykonaniu Elegiac coraz bardziej zyskuje swój charakterystyczny styl, choć nadal słychać tu całą gamę wpływów europejskiej szkoły. Są one jednak na tyle wymieszane, że trudno pokusić się o wskazanie konkretnego regionu. Poza tym, tak jak już zaznaczyłem, dla mnie ten projekt w coraz większym stopniu odchodzi od korzeni starego kontynentu, zapuszczając i tworząc swoje własne. A skoro już o korzeniach mowa, wracamy do kompozycji numer sześć. Jest to rzecz rytualna, bez wątpienia odnosząca się do przedchrześcijańskich wierzeń, nie jestem jednak do końca pewien jej pochodzenia, bo mogą to być tak Germanie, Celtowie, jak i choćby Saamowie ze swoim joik (który jest tu jak na moje ucho słyszalny). Nie chcę się więc wymądrzać, wiem tylko, że krążek w swej warstwie lirycznej obraca się właśnie wokół europejskich wierzeń przedchrześcijańskich. W każdym razie to bardzo ciekawy utwór, może troszkę za długi, ale to jest szczegół. Za długi natomiast nie jest cały album, bo te czterdzieści minut – przy obecnej formie Elegiac – spokojnie mogłoby wydłużyć się do godziny. Słucha się tego świetnie i powiem szczerze: dla mnie to pierwszy krążek tego projektu, który w całości mi się podoba. Albo inaczej – w którym nie ma niczego, co by mnie choć na chwilę nudziło czy odrzucało. Świetna robota Zane, oby tak dalej.


Elegiac – „Wolves Chase the Light”. Sacrificial Sounds (CD), styczeń 2022. Analög Ragnarök (kaseta), luty 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz