wtorek, 22 marca 2022

I znowu pustka.

 

Kolejnym - po podwójnym Moontower (tu) - wznowieniem, które ukazało się pod koniec 2021 roku pod sztandarem Werewolf Promotion, jest jedyny jak dotąd krążek Bezmir. Album, wydany w 2017 roku, był do tej pory dostępny na CD i winylu, ale ponieważ „Void” to rzecz szanowana i pożądana, dostał drugie życie na srebrnym krążku. Cieszy fakt zastąpienia digipacka standardowym jewel case. Dostajemy też jeden bonusowy utwór. W świetle obecnych wydarzeń w Ukrainie, nie można wykluczyć, iż Bezmir już nigdy niczego nie wypuści, choć oczywiście nie życzę mu tego. Warto więc mieć choć ten krążek, szczególnie, że jest naprawdę bardzo dobry.

Cieszy także to, iż doskonała okładka pozostała bez zmian. Wiemy, że czasami zespoły (bądź wydawcy) potrafią wpadać na głupie pomysły i zmieniać oryginalne grafiki. Tu nic takiego się nie stało, oprawa albumu jest w takim samym klimacie jak pierwsze wydanie. Nie wiem czy jest większy sens pisania o samej zawartości muzycznej „Void”, bo pewnie wszyscy znacie go bardzo dobrze. Na wszelki jednak wypadek skreślę kilka słów, bo po prostu warto – a nóż ktoś jeszcze nie słyszał. Przede wszystkim Bezmir to jednoosobowy projekt Severotha, znanego wszystkim dobrze z tworów takich jak Severoth czy Морок. To załatwia kwestię jakości, bo wiemy doskonale, jak ciekawe rzeczy wychodziły pod tymi dwoma nazwami. Nie inaczej jest w przypadku Bezmir. Inna jest natomiast muzyka, co też możemy dodać do listy plusów, bo Severoth się nie powtarza. „Void” to prawie czterdzieści minut zimnego, kosmicznego, lekko odhumanizowanego black metalu. Wystarczy jeden odsłuch by zrozumieć, jak dobrze dobrana została okładka i cała oprawa krążka. Ukrainiec znany jest ze swego zamiłowania do klawiszy, i tutaj też daje mu upust, tyle że tym razem są to dźwięki z innych wymiarów, dalekie tła kładące podwaliny pod album, jak bezkresne przestrzenie gwieździstych dróg. Bo w dużej mierze ten album jest jak podróż. Podróż poprzez inne wymiary, pomiędzy światami, pomiędzy snem a jawą. Odosobnienie, samotność, rozpacz i tułaczka, ale i agresja, mrok i ciemność. Bo Bezmir to nie jakiś płaczliwy atmospheric black metal, tylko zimna agresja wrzucona w bezkresne przestrzenie. To black metal momentami odjechany, pełen zakręconych aranżacji, ale jednak w swoim DNA klasyczny. Dużo robi brzmienie, które jest lekko mechaniczne, pozbawione ciepła, pełne natomiast mroźnej mocy. Wszystko to powoduje, że te czterdzieści minut to jeden z lepszych materiałów, które Ukraina wypuściła od czasu trzeciego krążka Nokturnal Mortum. A na pewno jeden z ciekawszych. Wspominałem już, że wznowienie oferuje nam dodatkowy, bonusowy numer. Generalnie nie jestem zwolennikiem takich zabiegów, bo często psują odbiór krążka i zaburzają jego budowę, tu jednak nic takiego nie ma miejsca. Nie znam historii „Lifeless, Timeless, Dead”, ale z tego co słyszę, mogę wnioskować, że to jakiś odrzut z sesji nagraniowej, ewentualnie kompozycja stworzona celowo na potrzeby wznowienia. Tak czy inaczej, utwór pasuje do albumu i w najmniejszym nawet stopniu go nie zakłóca.

Bardzo udane wznowienie. Nic nie zostało tu spaprane, wręcz przeciwnie. W moim odczuciu dostajemy wydawnictwo lepsze od oryginalnego. Biorąc pod uwagę jak dobry to album, każdy kto go nie ma, powinien zainteresować się tą edycją. Jest to sytuacja z gruntu tych wygranych jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Brawa dla Werewolf Promotion i Severotha. 


Bezmir – „Void”. Werewolf Promotion, czerwiec 2017 (CD digipack), grudzień 2021 (CD jewel case).




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz