poniedziałek, 21 lutego 2022

Śmierć w śniegu.

 

Stronghold Clothes and Music , zgodnie z ostatnim członem swej nazwy, weszło w świat muzyki. Ok, to wytwórnia prowadzona przez muzyka, w dodatku dystrybuowała już wcześniej black metalowe albumy, przyszedł jednak czas na wydanie pierwszego krążka (całkiem samodzielnie, bo kooperacje Stronghold już ma na koncie). Jest nim debiut enigmatycznego projektu z Mazowsza, Frosty Torment. Zrobiło się chłodno? To jeszcze nic, album zatytułowany jest „Death in Icy White” i przynosi dźwięki zimne, choć pełne serca i gorącej pasji.

Nie powiem wam wiele o samym zespole, bo niewiele wiem. Są z Mazowsza, „Death in Icy White” to ich pierwszy materiał. Grają black metal. Tyle. Próbowałem zasięgnąć języka, ale wszystko jest tu bardzo tajemnicze i w rezultacie nie wiem nawet czy panowie serio tak bardzo kochają zimę. Bo tu – wierzcie mi – wszystko jest jej podporządkowane. Nazwa, tytuł, oprawa graficzna oraz teksty. Wszystkie te elementy stanowią całość i się dopełniają. I to robi fajne wrażenie, choć samo wykonanie grafik pozostawia pole do poprawy (nie jest źle, ale mogłoby być ciekawiej). To jednak szczegół, bardziej po prostu chciałem się do czegokolwiek przyczepić, żeby nie było, że tylko słodzę. A nic innego już bym nie znalazł, bo sama muzyka – choć w żadnym stopniu oryginalna czy odkrywcza – jest bardzo solidna. Nie chodzi tu jednak przecież o odkrywanie czy eksperymentowanie, to ostatnie zostawimy cyrkowcom i klaunom z kilku bardziej znanych zespolików, nam wystarczy klasyczny, solidny, bluźnierczy i kompletnie niepoprawny black metal. I taki jest pierwszy album Frosty Torment. Niczym nie zaskoczy, ale w żadnym wypadku nie zawiedzie. Zespół lubi lata dziewięćdziesiąte, i wcale nie tylko polską scenę z tamtego czasu, bo inspiracji, wpływów i odniesień znajdziemy tu dużo więcej. Fakt, do klasyków znad Wisły (mam tu na myśli zespoły z prawej strony sceny) jest tu najbliżej, ale nie są oni obecni na zasadzie bezpośrednich odwołań. To, co polska scena wytworzyła w tamtej dekadzie pobrzmiewa tu sobie bardziej w tle, przejawia się w niektórych aranżacjach czy też budowie kompozycji. Nic jednak nie jest dosłowne (poza informacją, że to właśnie tamtym zespołom dedykowany jest album). Frosty Torment gra black metal raczej gęsty, zwarty i – w większej części – agresywny. Trafiają się zwolnienia, sporo temp średnich, ale tak jak już pisałem – w kwestii budowy kompozycji nie odstaje debiut Mazowszan od klasyków. Nie znajdziemy tu jakichś wielkich wariacji aranżacyjnych, ale nie oznacza to, że album nas wynudzi. Jest to wszystko zagrane z sercem, polotem i pasją. Słychać też, że panowie nie są nowicjuszami, bo poruszają się w swoim obszarze bardzo sprawnie. Brzmienie nie należy do najczystszych, ale daleko mu też do najgłębszych czeluści podziemia. Jest tak akurat – nie za czysto, ale wszystko słychać. Kompozycje, których jest osiem, tchną zimnem, nienawiścią i gniewem. Krótko mówiąc- wszystko tu się zgadza. „Death in Icy White” to jeden z tych albumów, który mógłby ukazać się w latach dziewięćdziesiątych i zostałby przyjęty bardzo dobrze. A to tylko działa na jego korzyść. Polecam, bo to czterdzieści minut black metalu, a nie awangardowej papki na siłę podpiętej pod ten gatunek. Kolejny krążek, który dowodzi, że polska scena wciąż potrafi siać autentyczne zło. 


Frosty Torment – „Death in Icy White”. Stronghold Music, styczeń 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz