piątek, 25 lutego 2022

Białoruś warta uwagi.

 

Białoruska scena black metalowa, czy też po prostu metalowa, to dla mnie wciąż w dużej mierze terra incognita. Raz na jakiś czas pojawia się warty uwagi projekt, w większości przypadków rolę odkrywcy pełni dla mnie Werewolf Promotion. Tym sposobem poznałem Zaklon (tu) i Piarevaracień (tu). Jest jeszcze oczywiście doskonały zespół Ljosazabojstwa (tu), wydawany przez Hellthrasher i Godz Ov War. Dziś będzie o Imšar, którego nowy album ukazał się niedawno pod sztandarem wrocławskiej wytwórni, czyli wracamy na znane sobie szlaki. Jak wschodnia scena, to niezawodny Werewolf Promotion. I po raz kolejny jest to strzał celny, bo jednoosobowy projekt z Białorusi to naprawdę solidna rzecz.

Mam tu na myśli przede wszystkim najnowszy krążek, bo jak się okazuje, Imšar to żaden debiutant. Projekt wypuścił wcześniej kilka splitów i dwa pełniaki, ale ich nie znam. Dla mnie to pierwsze spotkanie z twórczością Darkusa, człowieka stojącego za Imšar. „Ciemra Pierad Zołkam” to już więc trzeci album istniejącego od 2012 roku projektu. Pierwsze co rzuca się w oczy, to oprawa graficzna, która jest bardzo ciekawa. Buduje klimat tego materiału. We wkładce znajdziemy sporo obrazów białoruskich artystów, nawiązujących do historii, legend, mitów i podań. Podkreślają one miłość Darkusa do rodzinnych ziem. Robią to też teksty, które zostały tu zamieszczone w dwóch wersjach językowych. I choć białoruskiemu blisko do polskiego, to jestem wdzięczny za angielskie tłumaczenia. Jak dotąd więc wszystko idzie świetnie, jest naprawdę ciekawie i na wysokim poziomie. Co na to sama muzyka? Nie odstaje. Imšar – choć mogłaby to sugerować oprawa – nie jest kolejnym black / folkowym projektem, tutaj nawet jeśli ta ludowość jest obecna, to jedynie w postaci dalekiego echa, jakichś fragmentów melodii, czy też jako składowa klimatu. Generalnie jednak jest to po prostu black metal. Melodyjny, ale agresywny. Z dużą dawką atmosfery i klimatu, ale daleki od bycia „atmosferycznym” w dzisiejszym rozumieniu tego określenia. Album trwa czterdzieści minut i jest rozbudowany, zróżnicowany aranżacyjnie, ciekawy. Znajdziemy tu czyste wokale w przebojowej trzeciej kompozycji, fragmenty ambientowe (intro i piąta kompozycja stanowiąca granicę pomiędzy dwoma częściami krążka, które różnią się od siebie przede wszystkim tekstami), zmiany tempa, melodie zapadające w pamięć i ogniste riffy. Brzmienie nie jest wypolerowane, ale dalekie też od totalnie brudnego. Jest mocne, gęste i dodające materiałowi sporo ciężaru. Nie tyle, by wyskoczył z ram black metalu, ale tyle, by nie był to klasyczny efekt mroźnej północy. Imšar ma w sobie dużo południowego ducha, który doprawiony lekko ludowością, agresją i szybkością, daje finalnie bardzo udany efekt końcowy. Trudno tu się nudzić, wręcz przeciwnie – album absorbuje słuchacza, oferuje sporo smaczków i momentów wręcz wybornych. Nie jest oczywiście odkrywczy, ale nie o to chodzi. Fajnie jest wiedzieć, że i za naszą wschodnią granicą pojawiają się ciekawe twory. Imšar to kolejny dowód na to, że warto eksplorować tamtejsze ziemie w poszukiwaniu dobrych dźwięków. Polecam, nie zawiedzie Was.


Imšar – „Ciemra Pierad Zołkam”. Werewolf Promotion, styczeń 2022.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz