poniedziałek, 31 stycznia 2022

Dawno temu w Gdyni.

 

Lord of Evil to polski zespół pochodzący z Gdyni, który istniał w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. W jakimś sensie nadal istnieje, bo w 1995 nastąpiła zmiana nazwy i teraz możecie go znać jako War 88, który podobno nadal jest aktywny. Sam Lord of Evil pozostawił po sobie cztery demówki, dwie z 1993 i dwie z 1994 roku. Po latach ktoś postanowił z tych czterech krótkich materiałów zrobić kilka kompilacji. Dostaliśmy takowe trzy, a jakby tego było mało, w ubiegłym roku ukazała się składanka zawierająca materiały z prób. I to o niej dziś skreślę kilka słów.

Jeśli nie znacie twórczości Lord of Evil, to w skrócie powiem, iż to ni mniej ni więcej, jak klasyczny, piwniczny, surowy black metal. Zero kombinowania, zero niepotrzebnych nikomu eksperymentów, po prostu diabeł i podziemie. I bardzo dobrze. Trochę gorzej, kiedy weźmiemy pod uwagę czasy, w których ten surowy black metal był nagrywany i możliwości tego nagrania wtedy dostępne. Szczególnie, gdy mówimy o próbach. Odpalając kompilację „Reh – 1992/1994” bałem się czy cokolwiek usłyszę, na szczęście jednak nie jest tragicznie. W każdym razie nie całościowo. Znajdziemy tu zapisy pięciu prób. I tak: zabawę rozpoczyna Reh. VII z 1993 roku, zatytułowany „In Nomine Rex Infernus”, czyli tak jak pierwsze demo zespołu. Bo to po prostu jest pierwsze demo, tyle, że w wykonaniu z próby. Cztery kawałki, pełne instrumentarium plus wokal. Tu jakość jest zdecydowanie najgorsza. Naprawdę niewiele słychać, trzeba mocno podkręcić głośność. Kolejne dwa utwory to Reh. X z 1992 roku. Tu wokali nie ma, jest jednak dużo lepsza jakość nagrania. Następnie dostajemy cztery kompozycje (w tym cover Hellhammer), opisane jako Reh. III z 1993 roku. Także bez wokali. Jakość troszkę gorsza niż poprzedniego materiału, ale zdecydowanie lepsza niż pierwszego. Czwarta próba to Reh. III z 1994 roku, będący zapisem próby z materiałem z trzeciego demo czyli „Satanic War Master (Der Fuhrer)”. Tu wokale są, generalnie brzmi to naprawdę fajnie i jest chyba najlepszym fragmentem całej kompilacji. Klasyczny podziemny i piwniczny black metal, brzmiący tak, że można to byłoby spokojnie wydać. Ostatnie trzy kompozycje to Reh. V z 1994 roku. Jakość bardzo średnia, brak wokali, ale da się słuchać. Łącznie daje to osiemnaście utworów (kompozycje, siłą rzeczy, powtarzają się), które trwają niewiele ponad godzinę. Podejrzewam, że do końca dobrną tylko prawdziwi maniacy i goście tacy jak ja – nie dość, że maniacy, to jeszcze maniacy chcący coś o tym wydawnictwie napisać. Ja nieskromnie się przyznam, że do końca dobrnąłem kilka razy. Nie wiem co to o mnie mówi, ale mam to w nosie. Nie wiem też do końca po co powstają takie kompilacje i są wydawane, bo nie widzę szerokiego (oczywiście zachowując wszelkie ograniczenia gatunkowe i proporcje) grona odbiorców, poza właśnie kilkoma wariatami. Z drugiej strony nie ma wielkiego sensu się nad tym zastanawiać. Kompilacja wydana, jest dostępna, polecam tym, którzy chcą posłuchać jak to kiedyś było. I tym lubiącym pogrzebać w muzycznej przeszłości i zakamarkach rodzimego podziemia. Bo walory sentymentalne, historyczne i edukacyjne to wydawnictwo posiada.


Lord of Evil – „Reh – 1992/1994”. Grey Wolf Records, 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz