wtorek, 18 stycznia 2022

Cmentarz w piwnicy.

 

Nazwa Martwi pewnie niewiele wam mówi. Mnie do pewnego momentu nie mówiła nic, ale po zapoznaniu się z debiutanckim materiałem, postanowiłem przybliżyć Wam ten projekt, bo jest interesujący. Niech nie zwiedzie was polska nazwa – a nawet dwie kompozycje zatytułowane w naszym języku – Martwi to inicjatywa międzynarodowa. Za debiut „Dangoswch Eich Darnau Gwyn i Mi”, który ukazał się w lipcu 2021 roku, odpowiedzialni są panowie z Wysp Brytyjskich i oczywiście Polski.

Skład zespołu tworzą ludzie zaangażowani także w inne projekty. Znajdziemy tu muzyków Vermisst, Capel Beulah czy Revenant Marquis. Są to więc ludzie, którzy wiedzą czym jest black metal i potrafią go tworzyć. Ze swoimi macierzystymi zespołami siedzą głęboko w podziemiu i nie inaczej jest w przypadku Martwych. Jeśli podzielimy black metal na ten podziemny i podziemny jeszcze bardziej, to Martwi bez wątpienia zaliczają się do drugiej kategorii. Nie jest to materiał, który zdobędzie rzesze fanów na całym świecie, nie jest to też album, który wszyscy pokochają. Jest to krążek dla tych, którzy uwielbiają zanurzyć się w atmosferze czarnej otchłani, zejść do najgłębszych lochów muzycznych i spotkać tam rogatego oferującego szaleństwo. „Dangoswch Eich Darnau Gwyn i Mi” to prawie pięćdziesiąt minut takiej podróży. To mroczny rytuał wypełniony zimnym światłem księżyca. Duża w tym zasługa doskonałych klawiszy budujących atmosferę i tło, a czasami będących podstawowym instrumentem. W tym budowaniu klimatu świetnie wspiera je wokal, który na kilka sposobów sprowadza na słuchacza opętanie i szaleństwo. Gitary są tu użyte klasycznie, bez większych – a właściwie żadnych – eksperymentów, czasami tylko sprowadzone są do roli akompaniamentu dla klawiszowo – wokalnych rytuałów. Generalnie jednak Martwi to pierwszorzędny piwniczny, podziemny black metal, bazujący na tempach szybkich i średnich. Pomimo tego jest w tej muzyce, w tej atmosferze, masa smutku, mizantropii i pewnego rodzaju tęsknoty. Są to wręcz uczucia dominujące, choć jestem jak najdalszy od określenia muzyki zespołu jako depressive black metal. Co to, to nie. Znajdziemy tu masę agresji i zła, gniewu i opętania. Panowie po prostu potrafią wprowadzić mizantropijny nastrój nawet grając szybko. Poszczególne odczucia i emocje mogą być oczywiście odbierane różnie, natomiast całościowo jest to album o wydźwięku i klimacie niesłychanie sugestywnym. Nie jest to tylko i wyłącznie muzyka. To tak naprawdę dźwiękowy rytuał, opowieść tocząca się w najgłębszych ciemnościach. I to jest największa siła „Dangoswch Eich Darnau Gwyn i Mi”. Nie wiem co prawda czy łatwo będzie ją wam docenić, bo nie jest to muzyka prosta i otwarta na każdego słuchacza, ale zachęcam do sprawdzenia. O ile wiem, zespół pracuje nad kolejnym wydawnictwem, pozostaje mi więc tylko czekać, bo debiut narobił apetytu na więcej.

Krążek ukazał się nakładem Inferna Profundus Records. Dostępne formaty to CD (limit 200 sztuk), winyl (w dwóch wersjach kolorystycznych) oraz digital (znajdziecie ich na Bandcampie).


Martwi – „Dangoswch Eich Darnau Gwyn i Mi”. Inferna Profundus Records, lipiec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz