piątek, 24 grudnia 2021

Pogrzeb sakramentu.

 

Finlandia to nie tylko black metal, o czym dobitnie przypomnieli mi panowie z Fallen Temple, przysyłając swoje ostatnie wydawnictwa. Dwa z nich pochodzą z kraju Muminków, i choć oba nie są reprezentantami najczarniejszej ze sztuk, daleko im do klimatów sympatycznych rysunkowych postaci. No chyba, że do Buki. Barbarzyńcy z Huoripukki i przedsiębiorstwo pogrzebowe Burial Choir. Dziś o tych drugich, bo zespół ten jest dla mnie nowością totalną, nazwę widzę pierwszy raz na oczy, ale może wynika to z faktu, iż funeral doom metal nie jest moim chlebem powszednim.



Może są tu tacy, co znają nazwę Burial Choir, zakładam jednak, że lepiej będzie poświęcić kilka słów samemu zespołowi. Jak już pisałem, są z Finlandii. Jest to duet, a jeden z panów ma także dwa black metalowe projekty. Pod szyldem Burial Choir wydali dwa albumy. Debiut pochodzi z 2016 roku, a jego następca – nasz dzisiejszy bohater, zatytułowany „The Eucharist of Martyrs” – ukazał się we wrześniu tego roku. Przerwa spora, co pokazuje, że chłopakom się nigdzie nie spieszy. Dokładnie tak, jak w samej muzyce, która jest wolna, ciężka i niezbyt wesoła. Ale to przecież funeral doom metal. Z drugiej strony, jeśli idzie o ten gatunek, słyszałem rzeczy dużo bardziej dołujące i smutniejsze. Nie znaczy to wcale, że zamiast stypy jest wesele, po prostu Burial Choir lubi wysuniętą gitarę prowadzącą, a ta serwuje nam wyraziste melodie. I choć nie są to melodie radosne, to jednak nadają muzyce życia, jakiejś energii – nawet jeśli jest to energia negatywna. Ta sama gitara bardzo często kojarzy mi się z angielskimi przedstawicielami doom metalu lat dziewięćdziesiątych. Słyszę tu sporo starego My Dying Bride czy bardzo starej Anathemy. Dla mnie to plus, bo tamte nagrania swego czasu katowałem mocno. Oczywiście nie jest to główny wyznacznik drugiego krążka Finów, to tylko delikatny odnośnik, bo poza tym jest jednak ciężej, mroczniej i zdecydowanie mniej melodyjnie. Riffy nie są w żadnym stopniu odkrywcze, bo też mają tu inny cel – chodzi o ciężar, nie o zachwyt czy chwytliwość. Wokal bardzo udanie komponuje się z dźwiękami, niosąc ze sobą ponurą grozę i – kiedy sytuacja jest odpowiednia – sporą dawkę melancholii i smutku. Perkusja jest oszczędna, ale udanie dokłada cegiełkę do finalnego ciężaru. Na uwagę zasługują blachy. No i ta wysunięta, towarzysząca nam przez całe czterdzieści minut gitara. Robi to robotę. Cztery kompozycje, każda trwa około dziesięciu minut. Dzięki tym melodiom, będącym na pierwszym planie, można przez ten krążek przejść bez większych myśli samobójczych. Ba, są momenty, gdy pojawia się uśmiech, bo te melodie potrafią urzekać. Nie za często, ale jednak. To oczywiście nie zmienia faktu, że w dalszym ciągu fiński duet daleki jest od grania imprezowego czy – nie daj borze – skocznego. Nie, to jednak jest melancholia, smutek i przytłaczający ciężar. Ale przecież nawet w najgłębszym skutku można dostrzec coś pięknego. Choćby przez sekundę.

Solidny to album, i w mojej opinii, miłośnicy gatunku powinni po niego sięgnąć. Ja takowym nie jestem, tym bardziej weźcie pod uwagę moją opinię. Bo wszystko tu zostało zrobione jak należy, włączając w to bardzo ładne wydanie. Irytują tylko kompletnie nieczytelne teksty, ale jestem pewien, że to zabieg celowy.


Burial Choir – „The Eucharist of Martyrs”. Fallen Temple, wrzesień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz