czwartek, 30 grudnia 2021

Nad Loarą.

 

Antiq Records nie jest szeroko znaną u nas wytwórnią, a szkoda, bo co pewien czas spod ich skrzydeł wychodzą prawdziwe perełki francuskiego black metalu. Wystarczy, że wspomnę o wspaniałym „Par le sang versé” Véhémence (pisałem o nim tutaj). Ta niewielka wytwórnia specjalizuje się w black metalu mocno przesiąkniętym średniowiecznym klimatem i mającym pewne ciągotki w kierunku folku, choć nie jest to oczywiście składnik dominujący. Podstawę stanowi black metal. Nie inaczej jest w przypadku drugiego albumu Hanternoz, o którym dzisiaj będę pisał.

Francuski duet (jeden z muzyków tworzy także wspomniane już Véhémence) pod tą nazwą istnieje już od 2006 roku. Dwa lata później debiutowali pełnowymiarowym krążkiem, potem były dwie epki, dwa splity i wreszcie drugi album „Au fleuve de Loire”. Widać jak na dłoni, że Hanternoz nie jest projektem niesamowicie płodnym. Jest natomiast zespołem rozwijającym się, wystarczy porównać debiut i najnowsze wydawnictwo, by stało się to oczywiste. Inna sprawa, że materiały te dzieli trzynaście lat, trudno więc by było inaczej. Dość powiedzieć, że pierwszy album mnie nie przekonuje, drugi natomiast jak najbardziej. To długi krążek, bo trwa trochę ponad godzinę i zawiera dziewięć kompozycji (pierwszą i ostatnią można uznać za intro i outro). Charakteryzują go trzy elementy. Pierwszy to bardzo dobry, klasyczny black metal. Drugi to wstawki folkowe, użycie kilku tradycyjnych instrumentów (nie są to sample), a trzecim są wokale. I od nich warto zacząć, bo panowie (obaj udzielają się za mikrofonem) umiejętnie podzielili się obowiązkami. Jeden odpowiada za chóry, czyste wokale i wspierające, drugi prowadzi. Dzięki temu skala jest szeroka, co niesamowicie wzbogaca album. Do tego dołożyć trzeba doskonale sprawdzający się język francuski (tak w partiach czystych jak i klasycznie pełnych złości, nienawiści i jadu) i recepta na sukces gotowa. Drugi element, czyli wstawki folkowe i tradycyjne instrumenty, nadają krążkowi Hanternoz klimatu i atmosfery średniowiecznej. Nie są to elementy dominujące ten album, użyte z wyczuciem i udanie wkomponowane w klasyczne riffy i black metalowe aranżacje. No i wreszcie to, co misie lubią najbardziej, czyli black metal. Francuzi nie oszczędzają słuchacza, bardzo często grają szybko, brutalnie, agresywnie. To, że album ma posmak średniowiecza, nie znaczy, że jest delikatny (tak jakby średniowiecze było delikatne) i wypełniają go tylko melodie na fletach. Nie, tu momentami jest prawdziwa burza i nawałnica perkusyjna. Jasne, jest też sporo gitarowych melodii, trochę akustycznych wstawek, ale fundamentem wszystkiego jest pełen agresji black metal. Bez północnych chłodów, dominuje tu francuska epickość i melancholia w melodii, znana choćby z twórczości Necropole czy Caverne. Francuzi chyba jako jedyni potrafią tak doskonale połączyć podniosłość ze smutkiem. Hanternoz jest tego kolejnym przykładem.

Pisałem już, że to długi album, ale nie bójcie się – nie ma możliwości by was znudził. Dzieje się tu tak wiele, tak często zmienia się nastrój i atmosfera, że uwaga słuchacza pozostaje przy muzyce. A co najważniejsze, jest to krążek bardzo ciekawy i przyjemny w odbiorze. Po prostu słucha się go wyśmienicie. Bez wątpienia jeden z oryginalniejszych w ostatnim czasie. Polecam z czystym sumieniem, o ile je mam.


Hanternoz – „Au fleuve de Loire”. Antiq Records, maj 2021.




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz