wtorek, 14 grudnia 2021

Ekwadorska stal.

 

Kolejnym podesłanym przez portugalską Signal Rex materiałem jest debiut ekwadorskiego Dungeon Steel. Gdy przeczytałem, że zespół gra black / speed metal, poczułem zaniepokojenie (nie są to moje ulubione obszary), ale też i pewną ciekawość. Po chwili, gdy dowiedziałem się, że jest to projekt muzyków Wampyric Rites, pozostało już tylko zaciekawienie. Ten drugi projekt to surowy, piwniczny black metal, a przecież w to mi graj. Projekt istniejący krótko (od 2019 roku), ale posiadający imponującą jak na taki okres działalności dyskografię. I projekt, który lubię. Może więc i Dungeon Steel okaże się rzeczą ciekawą?

Okazał się. W każdym możliwym wymiarze, bo i logo, i okładka przypadły mi do gustu. Szczególnie logo. Ma w sobie to coś. „Bloodlust” trwa dwadzieścia minut i zawiera sześć kompozycji. Epkę otwiera klimatyczne, klawiszowe intro, które mogłoby z powodzeniem znaleźć się na wydawnictwach Wampyric Rites. Potem jednak wszystko się zmienia, zostawiamy piwniczne przyzwyczajenia i lądujemy w świecie prędkości, szaleństwa, diabła i dużej ilości porywających riffów doskonale nadających się jako podkład do spożycia napojów wyskokowych. Nie chcę tego materiału sprowadzać do poziomu „metal i piwko”, bo byłby to dla niego policzek w twarz, ale nie oszukujmy się – skojarzenia są proste i nasuwają się szybko. Tym, co różni „Bloodlust” od wszelkich tego typu materiałów będących mniejszą lub większą mieszanką black i thrash metalu, jest dużo większa obecność wspomnianego już speed metalu. I jest to różnica znacząca i działająca na korzyść Dungeon Steel. A określenie speed nie jest tu na wyrost, choć pamiętam czasy, gdy prowadziło się zawzięte dyskusje, gdzie kończy się speed, a zaczyna thrash i na odwrót. Znałem i znam takich, co nigdy nie legitymowali speed jako jakiegoś osobnego podgatunku. Są to jednak dyskusje akademickie, które zostawimy na inny raz, bo w przypadku ekwadorskiego projektu, jest to określenie doskonałe. Tu nawet trudno o ten black metal, no, może poza wokalami, które są bez wątpienia bliższe czarnej sztuce, gdyż do czystości im daleko. Poza tym jednak jest to materiał, którego domeną jest szybkość. Szybkość taneczna, nikt tu ziemniaków nie przesypuje. W sferze kompozycyjnej, gdyby zdjąć trochę ciężaru, byłby to rasowy heavy metal, ale tym właśnie wedle wielu charakteryzował się klasyczny speed – był to ni mniej ni więcej jak wzmocniony heavy. Dungeon Steel zanurza to wszystko w smole, dorzuca sporo siarki i efekt jest naprawdę ciekawy. Dopełniają to wszystko fajne solówki, doskonała perkusja (dawno nie słyszałem tak fajnej pracy bębnów w muzyce, która nie wymaga bardzo wiele). Brzmienie jest dość czyste, ostre i wyraźne (znowu: perkusja!), dzięki czemu cały materiał zyskuje na zadziorności i agresji. Trafia się tu sporo momentów hitowych, bo to generalnie jedno z tych wydawnictw, które po pierwsze: porywa motoryką, szybkością i chwytliwymi aranżacjami, po drugie: doskonale sprawdziłoby się na koncertach. Z piwkiem czy bez, rozrusza każdą publikę. A trzeci numer, którego tytuł mówi wszystko (i jest chyba najlepszym podsumowaniem tego, co gra Dungeon Steel) – „Heavy Metal Tyrant” – to materiał na hicior w stylu klasyków. Bo trudno uciec tu od odniesień do lat osiemdziesiątych. Mam jednak wrażenie, że muzycy wcale od nich uciekać nie chcą. I bardzo dobrze, bo Dungeon Steel udał im się wyśmienicie, mam nadzieję, że na tym nie poprzestaną.

Materiał ukazał się już w lipcu tego roku, była to jednak tylko kaseta i digital. W październiku ukazała się wersja CD. Polecam wszystkim, którzy odczuwają już lekkie znużenie zjadającymi swój ogon kapelami black / thrash. Dungeon Steel gwarantuje ten sam poziom emocji, a muzycznie jest po prostu czymś ciekawszym.


Dungeon Steel – „Bloodlust”. Signal Rex, lipiec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz