wtorek, 16 listopada 2021

Tyski death metal wskrzeszony.

 

Nie jest łatwo napisać coś obiektywnego o albumie zespołu, na którego próby się za gówniarza chodziło, z którego muzykami piło się piwko, bo po prostu byli kolegami (tutaj tekst o zespole, opublikowany w maju 2016 roku). Na szczęście ja tu nie muszę silić się na obiektywizm, bo jestem u siebie, poza tym: ten krążek tyskiego Isolated zasługuje na dobre słowa. Mowa o „The Enemy of Reason”, drugim pełnym wydawnictwie zespołu. Album został wskrzeszony przez Godz Ov War Productions i za to wielkie słowa uznania dla wytwórni, czyli dla Grega, bo to jeden z tych death metalowych krążków, który nie zasługuje na trwanie w zapomnieniu.

„The Enemy of Reason” nagrany został w 2012 roku, szersza publiczność mogła się z nim zapoznać jednak dopiero trzy lata później. Pojawił się w sieci, miał tez ukazać się na CD za sprawą samego zespołu, ale nie wiem, czy finalnie do tego doszło. W tym roku doczekał się wreszcie profesjonalnego wznowienia i jak już wspomniałem – całkowicie na to zasługuje. Jeśli już jesteśmy przy tym kto i na co zasługuje, to należy powiedzieć jasno: zespół bez wątpienia zasługiwał na większą rozpoznawalność i „karierę”, bo ich death metal to solidny kawał muzyki, utrzymanej w starym stylu. Losy Isolated potoczyły się tak a nie inaczej, nie mam zamiaru się tutaj rozpisywać w tej kwestii, po prostu ubolewam nad tym. Tym bardziej się cieszę, że dziś możemy wszyscy wziąć do ręki pięknie wydany ich najlepszy album. Przy okazji ostatni, jaki nagrali. Sam krążek to nieco ponad pół godziny bezkompromisowego death metalu, utrzymanego w klimacie starej szkoły, podpartego sporą dawką techniki, jednak to nie ona jest tutaj na pierwszym planie. Fakt, Isolated lubi połamać rytmikę, zwolnić, zastosować momentami nieoczywiste aranżacje, ale generalnie nie wychodzi poza granice brutalnego, bezlitosnego death metalu lat dziewięćdziesiątych. Panowie czują się w tym obszarze doskonale, wiem zresztą jakie zespoły były dla nich najważniejsze, więc nic dziwnego, że odnajdują się tu jak wieloryb w oceanie. I nie jest to przypadkowe porównanie, bo ciężar „The Enemy of Reason” jest naprawdę spory. Nie jest to krążek powalający prędkością, dominują raczej tempa średnie, ale dzięki temu miażdży bez litości. Wszystko to oblane jest gęstym i nie całkiem czystym brzmieniem, co tylko zwiększa moc rażenia i siłę oddziaływania. Nie wiem, czy tak właśnie miał ten album brzmieć, ale wyszło bardzo dobrze, bo nie jest to death metal zaangażowany społecznie, tylko mocno antychrześcijański, podlany diabelskim przesłaniem. I dzięki takiemu, a nie innemu brzmieniu, tylko nabiera smaku i autentyczności.

Jak wiecie, nie jestem wielkim fanatykiem śmierć metalu (dawno, dawno temu byłem), choć czasami trafi się jakaś perełka. Nie wiem czy dla was taką perełką będzie ostatni album Isolated, prawdopodobnie nie do końca – jest przecież spóźniony o kilka lat. Zaręczam jednak, że na mocy nie stracił i każdy, kto lubi klasyczny death metal powinien po tę płytę sięgnąć. Po pierwsze primo dlatego, że to po prostu solidny, dobry krążek. Po drugie primo, ultimo: bo to kawałek historii tego gatunku na naszym podwórku. I to kawałek wcale nie ustępujący dużo bardziej znanym nazwom.

Pozdrowienia chłopaki!

Isolated – „The Enemy of Reason”. Godz Ov War Productions, wrzesień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz