środa, 3 listopada 2021

Bruderszaft z diabłem.

 

Tegoroczna Noc Walpurgi przyniosła nam dwa nowe wydawnictwa Cultes Des Ghoules. Wyskoczyły jak diabeł z pudełka, kompletnie zaskakując fanów, gdyż żadnych zapowiedzi nie było. Są to dwie epki, krótkie acz treściwe. „Deeds Without A Name” i „Eyes of Satan”. Stylistycznie różnią się od siebie, aczkolwiek nie ma żadnych wątpliwości kto jest ich autorem. Cultes Des Ghoules to tak charakterystyczny zespół, że nawet gdyby grał country, diabeł i tak byłby szczęśliwy. Dla mnie epki te tworzą całość, szczególnie, gdy spojrzymy na fizyczne wydania. Zostały jednak wypuszczone na osobnych nośnikach, dlatego też każdej poświęcę osobny akapit, choć samą recenzję potraktuję trochę tak, jakbym pisał o splicie.

Zaczynamy od „Deeds Without A Name”. Materiał ten jest, w przeciwieństwie do „Eyes of Satan”, klasycznym wydawnictwem, jakiego moglibyśmy spodziewać się po Cultes Des Ghoules. Klasycznym, bo znajdziemy tu ten szalony, opętany i diabelski black metal z którego zespół jest znany. Dwa utwory dające piętnaście minut muzyki. Muzyki, a w jakimś stopniu piekielnego rytuału, bo przecież słuchając twórczości tych opętańców, nie sposób odnieść wrażenia, że o to właśnie chodzi. Każde ich dzieło niesie ze sobą powiew grozy, wizję rogatego z długim ogonem i wiedźm, pochylających się nad parującymi kotłami. Wszystko dzieje się na zapomnianej polanie pośród gęstych borów, albo też w głęboko ukrytej grocie, z której blisko już do podziemnego królestwa pana ciemności. Muzyka Cultes Des Ghoules jest bardzo plastyczna i tym razem nie jest inaczej. Nikogo, kto zna twórczość zespołu, te dwie kompozycje nie zaskoczą, ale też i nie zawiodą. Wszystko tu jest stworzone wedle wielokrotnie wypróbowanego przepisu. Składniki są te same i w tej samej ilości, sposób przygotowania i podania również dobrze znany. Ale za to przecież cenimy i szanujemy ten zespół, bo za każdym razem smakuje ten wywar pierwszorzędnie. Połamane, pokręcone i brudne gitary, opętany wokal i bas, nadający wszystkiemu ciężaru i głębi. Ciekawie zostały tu też użyte klawisze. Nie jest ich dużo, ale tam gdzie są, robi się bardzo mrocznie i klimatycznie. Nic się więc nie zmienia, panowie wiedzą jak odprawić swój muzyczny rytuał i nadal robią to w sobie tylko znany, niepowtarzalny sposób. To tylko piętnaście minut, ale klimatu i zła tu więcej niż w dwugodzinnym horrorze.

I kiedy już myślimy, że jest to najlepsze wyobrażenie wizyty rogatego w naszym domu, pojawia się szesnaście minut „Eyes of Satan”. Trzy kompozycje, które bez wątpienia jeszcze bardziej zasługują na przymiotnik „rytualne”. O ile poprzedni materiał był plastyczny, ten jest plastyczny pięć razy bardziej. Black metalu tu nie ma, są za to kotły wybijające monotonny, hipnotyczny rytm, klawisze, ukryty gdzieś w tle bas i ten niesamowity, szalony i opętany wokal. Kompozycja tytułowa, która jest druga, potrafi, za sprawą powtarzanej frazy i rytmu, wejść do głowy na długie godziny. Jest to bardzo proste, nie zostały tu zastosowane żadne wymyślne środki wyrazu, pomimo tego głębia i atmosfera jest powalająca. To jest prawdziwy obrzęd, sabat, rytuał, nazwijcie to jak chcecie. To już nie jest tylko wizyta rogatego w domu, to podanie mu dłoni i wypicie bruderszaftu. A kompozycja zamykająca „Eyes of Satan” jest jak złożenie mu hołdu i obietnica wierności. Jak inkantacja, wypowiadana w towarzystwie wszelkich demonów i starych czarownic. Jak pakt krwi, dokonany niespiesznie ale z całkowitym oddaniem. We wkładkach obu materiałów możemy przeczytać, że są to dźwięki stworzone w hołdzie władcy ciemności, wszystko się więc zgadza.

Nie było chyba lepszej daty na premierę tych dwóch epek. Panowie zadbali o wszystko. Klimat i atmosfera obu wydawnictw to niesamowita wycieczka w ciemność, dlatego polecam słuchać ich jednego po drugim. Do tego minimalistyczna oprawa (tu po raz kolejny brawa dla Mar.A Artworks), potęgująca atmosferę tajemnicy i czegoś, co od wieków jest zakazane. Bo pamiętajcie: przymierze z diabłem może zaprowadzić was na stos. Zaręczam jednak, że warto!

Cultes Des Ghoules – „Deeds Without A Name”, „Eyes of Satan”. Under the Sign of Garazel Productions, wrzesień 2021 (CD).




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz