środa, 6 października 2021

Zagłada ludzkości.

 

Phlegein nie jest zapewne pierwszą nazwą, jaka przychodzi nam do głowy, gdy ktoś pyta o fiński black metal. Częściowo wynika to z faktu, iż duet ten pojawia się w zespołach bardziej znanych, częściowo z faktu, iż panowie nie pchają się na pierwszy plan i spokojnie wydają kolejne krążki w zasłużonej, aczkolwiek także nie pchającej się świecznik Northern Heritage. Trzecim powodem jest zapewne dość skromna, jak na ponad dziesięć lat istnienia, dyskografia. Trzy pełnowymiarowe albumy i trzy epki to, przy niektórych fińskich stachanowcach, praktycznie nic. Jakościowo jednak ten zespół ani trochę nie odstaje od bardziej znanych projektów, co udowadnia najnowsza epka, zatytułowana „Labyrinth of Wonder”.

Jak już zostało powiedziane, panowie wchodzący w skład Phlegein udzielają się także w innych projektach. VnoM, który odpowiada za gitary i bas, znany jest także z działalności w Horna, True Black Dawn czy Chamber of Unlight (o nich też będzie niedługo). Blk, zasiadający za perkusją i mikrofonem, bębni też w Förgjord. Tak duża liczba zobowiązań na pewno nie pomaga Phlegein, pomimo tego Finowie starają się regularnie coś wypuszczać. Zresztą ja zawsze byłem zdania, że lepiej mniej, a konkretniej. Jakość, nie ilość. A tej pierwszej nie można im odmówić. Jadowity black metal, który prezentują od lat, znalazł się także na „Labyrinth of Wonder” w postaci czterech kompozycji (plus intro), które punktują słuchacza jak fińscy snajperzy radzieckich żołnierzy. Materiał nie jest długi, bo trwa prawie dwadzieścia minut, ale przynosi ze sobą potężną dawkę mocy i energii. Rozpoczyna go intro, które jest jedynym utworem zatytułowanym po fińsku. Reszta ma tytuły i teksty angielskie. Samo intro robi wrażenie, jest mocno niepokojące i złowieszcze, a gdy już wejdą pierwsze uderzenia drugiego numeru, zabawa rozkręca się na całego i w zasadzie nie zwalnia do końca. Black metal wykonywany przez Phlegein nie jest typowym dla tamtejszej sceny. Dużo więcej tu jadu, wściekłości połączonej z mocą. Wszystko jest dużo bardziej duszne i intensywne, trochę jakby cięższe i bardziej zwarte. Nie ma tu miejsca na piękne, wysokie melodie, nie ma miejsca na skoczne, średnie tempa zalatujące piwnicą z kilometra. Fakt, kilka razy panowie wpadają w taką motorykę, ale odbiór jej jest zupełnie inny, bo i brzmienie, i riffy są inne. Cięższe, bardziej mroczne, przytłaczające i pozbawione nadziei. Atmosfera jest gęsta i trudno znaleźć tu choćby promyk nadziei, pomimo tego, że aranżacje są wyśmienite, a gitara kilka razy czyni cuda. Ale, tak jak w tekstach, które obracają się wokół ludzkości, człowieka jako jednostki skazanej na zagładę, ciemności duszy i wszystkiego, co może jedynie przyprawić o wątpliwości egzystencjalne, nie ma w tych dźwiękach odrobiny radości. Jest tylko ponure przeznaczenie. I gniew, bo Finowie nie smęcą, nie płaczą, oni ten ponury nastrój osiągają grając szybko i bezkompromisowo. Wokal doskonale wpisuje się w tę estetykę jadowitego, przesiąkniętego mrokiem i grozą bytu, black metalu. Perkusja, brzmiąca jak nieodwracalny wyrok, jak akompaniament idącego na szafot, nadaje jakiejś metafizycznej mocy tym czterem kompozycjom. A najlepsze jest to, że pomimo całego tego mroku, tej gęstości, tej metafizycznej porażki ludzkości, którą przesiąknięty jest „Labyrinth of Wonder”, są to utwory porywające i zachwycające wręcz momentami. Bo to po prostu doskonały black metal.


Phlegein – „Labyrinth of Wonder”. Northern Heritage, kwiecień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz