piątek, 15 października 2021

Grzybobranie w Finlandii nigdy się nie kończy.

 

Moja miłość i uwielbienie dla fińskiej sceny black metalowej nie jest wielką tajemnicą. Jakiś czas temu zapowiadałem, że tej jesieni będzie dużo Finlandii, i jest. Dziś kolejna, bo tam zespoły wyrastają jak grzyby po deszczu, a ja co pewien czas któryś z nich odkrywam. I oczywiście czuję się zobowiązany przedstawić go szerszemu gronu fanów black metalu. Tym razem to Chamber of Unlight. Może słyszeliście, może nie. Szanse nie są duże, bo i dorobek zespołu skromny. W 2017 roku zadebiutowali demem „Chamber of Unlight”. W sierpniu tego roku wypuścili pełnowymiarowy krążek „Realm of the Night”. Pierwszego wydawnictwa nie słyszałem, drugie już tak. I na tyle mi się spodobało, że postanowiłem o nim napisać.

Z tymi Finami to jest tak, że są wiecznie głodni muzyki. Nawet jeśli udzielają się już w dwudziestu zespołach, to i tak założą dwudziesty pierwszy. Muzycy Chamber of Unlight to właśnie panowie tego typu. Lista kapel w których grają jest długa, wymienię więc tylko kilka nazw: Bythos, Horna, Phlegein, Behexen, True Black Dawn… Jeśli interesuje was jak bardzo są zapracowani, polecam Metal Archives. Jest ich pięciu, z czego trzech to gitarzyści, nie stwierdziłem nikogo obsługującego klawisze, a słychać je momentami na płycie. To jednak tylko personalne niuanse, najważniejszy jest sam krążek. Zaskoczenia nie ma gdyż „Realm of the Night” to nieodrodne dziecko Finlandii. Trudno by było inaczej, na szczęście są pewne elementy, którymi wyróżnia się czy też odróżnia od wielu znanych nam tworów. Przede wszystkim, brzmienie jest trochę mocniejsze i gęstsze, ale tylko ciut. Po drugie, nie jest to album w tak dużym stopniu naładowany melodiami czy emocjami, jak to Finowie często mają w zwyczaju. Fakt, w drugim numerze (pierwszym po intro), jest motyw klawiszowy, który może przeczyć tej teorii, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Z drugiej strony nie jest to też album przesadnie agresywny czy naładowany gniewem i nienawiścią. Nie, on w swej kompozycyjnej i aranżacyjnej warstwie jest bardzo fiński, po prostu nie ma tylu ozdobników. Pojawiają się co prawda ciekawe wokale wspomagające, które z klawiszami potrafią stworzyć interesujące tło, jednak ani tych pierwszych, ani tych drugich nie ma bardzo dużo. „Realm of the Night” to krążek momentami wręcz oszczędny, potrafi jednak zaskoczyć i w tych momentach słychać, że nie stworzyli go amatorzy, bo takich aranżacji byle kto nie byłby w stanie wymyślić. Ale to tylko momenty, reszta to po prostu bardzo solidne dzieło i tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Czterdzieści minut rasowego black metalu, który powinien zadowolić każdego zwolennika tamtejszej sceny. Nie jest to jednak nic, co niosłoby ze sobą jakiekolwiek odkrycia, innowacje, czy pierwiastek geniuszu. Ot, kilku uznanych muzyków postanowiło nagrać bardzo solidny, bardzo dobry i ciekawy album, i to im się udało.

Polecam wszystkim rozmiłowanym w scenie fińskiej, nie zawiedziecie się. Pal licho, polecam wszystkim, którzy po prostu lubią dobry black metal.

Chamber of Unlight – „Realm of the Night”. Werewolf Records, sierpień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz