poniedziałek, 13 września 2021

Dwadzieścia lat szaleństwa.

 

Fiński Korgonthurus celebruje dwudziestolecie swej artystycznej działalności wydawnictwem zatytułowanym po prostu „XX”. W 2001 roku światło księżyca ujrzało ich pierwsze demo „Root of Evil”. Od tamtej pory wydali sporo dobrej muzyki, ze szczególnym naciskiem na ostatni pełnowymiarowy krążek o wdzięcznym tytule „Kuolleestasyntynyt” (o nim tutaj). Jubileuszową epkę bez trudu określić można mianem kontynuacji tamtego, bardzo udanego albumu. I choć trwa tylko niecałe siedemnaście minut (16:46), to energii w niej więcej niż w niejednym czterdziestominutowym albumie.

„XX” zawiera cztery kompozycje, z czego pierwsza pełni rolę intro. Jest ono dość ciekawe, sporo w nim śmiechu ale i grozy, ludzkiego szaleństwa. Fajnie wprowadza w kolejne trzy zwariowane numery. Powinienem tu zacytować kawałek recenzji wspomnianego już „Kuolleestasyntynyt”: „Trzeci album w historii zespołu to huragan i niszczycielska fala. Nie wiem, może podczas miksów ktoś wstrzyknął w taśmę matkę, kilka litrów niedozwolonych substancji dopingujących, bo to co się dzieje podczas tych prawie czterdziestu minut, określić można tylko w jeden sposób – szaleństwo”. Z tą oczywiście różnicą, że tutaj mamy do czynienia z materiałem krótszym. Ale czy cios bardziej skondensowany jest ciosem mniej wartościowym? Raczej nie. Kompozycje druga, trzecia i czwarta (pochodzi z drugiej epki, wydanej w 2007 roku „Ristillä mädäntyen”; ale to kompletnie zmieniona wersja), bez żadnego problemu mogłyby znaleźć się na poprzednim albumie, bo znowu jest szybko, jest nienawistnie, jest brutalnie, jest szaleńczo i jest w tym wszystkim pierwiastek obłąkania. Wokalista znowu robi wszystko, byśmy zastanowili się nad jego zdrowiem psychicznym, i to on w największej mierze nadaje utworom tego sznytu szaleństwa, dzikości i zwariowania, momentami histerii. Facet jest po prostu doskonały. Wspaniale wpisuje swoje partie w te mięsiste, potężne riffy, które nie do końca licują z fińskimi standardami zimna. Tu jest jednak trochę cieplej, atmosfera jest potężniejsza, gęstsza. Brzmienie jest potężniejsze, mocniejsze, skondensowane, ale wyraziste i momentami wręcz ostre. Szesnaście minut, ale dawka energii niesamowita, bo panowie nawet jak trochę zwalniają, to nie tracą ani mocy, ani szaleństwa i dzikości. Szesnaście minut, których chce się słuchać raz po raz i aż żal serce ściska, że ten materiał nie jest dłuższy.

Z niecierpliwością czekam na coś nowego, większego, dłuższego, ale równie szalonego i obłąkanego. A wam polecam sam zespół, jeśli nie znacie, bo nie jest to przecież ekipa z pierwszych szeregów fińskiego podziemia. A jeśli znacie to koniecznie posłuchajcie „XX”. Trudno o drugie takie szesnaście minut w black metalu (tak, pamiętam o Moontower i bardzo cenię, jednak to inna bajka).

Korgonthurus – „XX”. Woodcut Records, czerwiec 2021.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz