niedziela, 12 września 2021

[ARCHIWUM90] #0: Intro

 

Pewnie nie musiałbym tłumaczyć o co chodzi z nowym cyklem, który zagości na blogu, ale lubię jasne sytuacje. Poza tym, należy się kilka słów wyjaśnienia, bo sam już chyba zapomniałem po co ta cała pisanina powstała. Na szczęście (albo i nie), przypomniałem sobie i postanowiłem choć w jakimś stopniu nawiązać i powrócić do pierwotnej idei, która stała za powstaniem Przyszłość Przeszłości. Liczę, że wytrwam w tym postanowieniu i że będzie to cykl przydatny dla choć kilku osób, które mogą nie znać wszystkich perełek z przeszłości, bo zwyczajnie nie są tak stare jak ja.

Dlaczego Przyszłość Przeszłości? Bo pierwotnym celem tego bloga, było właśnie przywrócenie pamięci o wydawnictwach pochodzących z lat dziewięćdziesiątych, takich, które dla mnie były ważne, które mnie muzycznie ukształtowały i często wiązały się z jakimiś historiami z mojej młodości. Na początku to się udawało. Znajdziecie wśród pierwszych postów wiele takich, które te kryteria spełniają. Potem jednak poszedłem w stronę recenzji nowości i zwyczajnie na przeszłość nie starczało czasu. Sami wiecie ile tego wychodzi. Chcę do tego wrócić, do tych wszystkich krążków, które wtedy były jak objawienie. Stąd też nazwa cyklu: Archiwum90. Mógłbym cofnąć się jeszcze dalej, do lat osiemdziesiątych – i kto wie – może kiedyś to zrobię, ale to jednak dziewięćdziesiąte wychowały mnie i ukształtowały muzycznie. To wtedy poznałem death metal, black metal i miałem to szczęście, że w momencie ukazywania się wielu, klasycznych już dziś albumów, byłem świadomym słuchaczem i ich premiery były dla mnie tak wyczekiwane, jak dziś czeka się na nową Mgłę, czy Satanic Warmaster (tu trzeba być wyjątkowo cierpliwym). I dlatego lata dziewięćdziesiąte, dlatego Archiwum90.

Teksty będą pojawiały się co niedzielę, o ile tylko czas, wytrwałość i możliwości pozwolą. Mam nadzieję, że tak. Nie mam zamiaru skupiać się tylko na tych najbardziej znanych albumach, choć ich też nie zabraknie. Chcę jednak przedstawiać wam też te mniej wielbione, nadal jednak ważne. Nie twierdzę, że wszystkie przypadną wam do gustu, ale jeśli choć jedna osoba wyciągnie z tego coś dla siebie, będę zadowolony. W najbliższym czasie pojawią się teksty traktujące o takich dziełach jak „Wicher”, „Salve Satanas”, „Christian Masquerade”, „Frost”, „Diabolic Serenades” czy „Hammerheart”. Nie ma sensu wymieniać tu więcej tytułów, bo w planach są ich dziesiątki. Tych kilka ma tylko nakreślić kierunek. Znane i kochane, plus znane mniej, często niesłusznie.

Z niedzielnym błogosławieństwem,

B.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz