czwartek, 17 czerwca 2021

Do labiryntu wejście drugie.

 

Dziś wejdziemy do labiryntu po raz drugi. Wejście pierwsze, które miało miejsce w 2017 roku, było wyprawą do piekła Dantego, a zarazem dość ciekawą wycieczką muzyczną, zwiastującą narodziny interesującego projektu. Zresztą, tu możecie przeczytać, co pisałem o debiucie Labyrinth Entrance. Cztery lata później Hunger oddaje w nasze ręce następcę „Monumental Bitterness” i pierwsze, co rzuca się w uszy, to to, że faktycznie minęły cztery lata (swoją drogą, to niesamowite jak ten czas leci). „Deplore the Vanity” to krążek dużo bardziej złożony, dużo bardziej rozbudowany, dużo ciekawszy i co tu dużo mówić – po prostu dużo, dużo lepszy. W zasadzie mam wrażenie, jakbym słuchał kompletnie nowego projektu Adama, bo szczerze mówiąc, jedyne co łączy ze sobą te dwa wydawnictwa, to osoba twórcy.

Celowo, przed rozpoczęciem tej nieudolnej pisaniny, odświeżyłem sobie debiut, więc wiem co piszę. Ale wiadomo – po pierwsze primo, jak już pisałem, minęły cztery lata, po drugie primo – nikt nie oczekiwał, że drugi album będzie kontynuacją pierwszego. Cztery lata to szmat czasu, który Hunger wykorzystał doskonale, bo już teraz mogę powiedzieć, iż „Deplore the Vanity” to dla mnie ścisła czołówka krajowego, tegorocznego black metalu. Dostałem go w wersji cyfrowej na długo przed premierą i choć, jak wiecie, nie jestem zwolennikiem słuchania muzyki w tym formacie, zapętlałem go często. Gdy z paczki wyciągnąłem CD, sprawa nie uległa zmianie. Szczerze mówiąc, trochę boję się tej recenzji, bo nie wiem co mam napisać, tyle się tu dzieje. Podejmę to wyzwanie, ale absolutnie, pod żadnym pozorem, nie traktujcie tego tekstu jako wyczerpującego w kontekście tego krążka. Przeczytajcie, ale potem posłuchajcie sami, bo nie jestem w stanie wymienić wszystkich smaczków tego albumu, wszystkich doskonałych momentów, które oferuje nam tu twórca. Jedno mogę bez zawahania napisać: „Deplore the Vanity” zawiera jedenaście kompozycji (w tym pięć instrumentalnych) i trwa pięćdziesiąt minut. Długi to album, jednak za każdym razem gdy się kończy, mam wrażenie, że było to góra pół godziny. Decyduje o tym bogactwo muzyczne, aranżacyjne, różnorodność środków ekspresji oraz porywające kompozycje, które mają w sobie niesamowitą pasję i serce. Cztery lata to dużo, ale jak widać, nie ma się gdzie spieszyć, bo lepiej poczekać i stworzyć coś naprawdę wyśmienitego, niż co dwa lata klepać albumy przeciętne. Pewnie myślicie, że trochę przesadzam, że to nie może być aż tak dobre, w końcu – założę się – wielu z was nawet nie zna tej nazwy. Czas to zmienić moi mili, bo „Deplore the Vanity” to cały arsenał uczuć, emocji, dźwięków i aranżacji. Hunger prowadzi nas od agresji, przez wspaniałe, chwytliwe riffy, okraszone doskonałymi melodiami, po fragmenty akustyczne, klawiszowe czy wręcz grane na pianinie. Serio, na tym krążku jest wszystko, trudno nawet po kilkunastu odsłuchach wymienić każdy zaskakujący fragment. Ja na koncie mam odsłuchów kilkadziesiąt i nadal tego nie umiem. To jeden z tych albumów, który uświadamia mi, jak kiepski ze mnie recenzent. Ale, żeby nie było, że jestem całkiem do bani, to kilka rzeczy wam jeszcze powiem. Po pierwsze, trudno ten krążek odnieść do czegokolwiek innego, więc drogowskazu nie dostaniecie. Po drugie, brzmieniowo nie spodziewajcie się północnej fali mrozu, bo tu jest ciężej, goręcej i gęściej – choć też nie wskazywałbym pod żadnym pozorem południowych scen. Brzmienie jest klarowne, aczkolwiek nie krystaliczne, ma odpowiednią moc i lekką dawkę chropowatości, co tylko podkreśla jego siłę. Po trzecie - „Deplore the Vanity” to, w moim odczuciu, album bardzo osobisty, przez co nasycony emocjami po brzegi. Ale osobisty nie tylko ze względu na teksty czy klimat, chyba nawet bardziej ze względu na swą budowę i same kompozycje. Brzmi to może dziwnie, ale serio, trzeba tego posłuchać, by zrozumieć o co mi chodzi. Mam nadzieję, że po niego sięgnięcie, bo w przeciwnym wypadku, może was ominąć jedno z najlepszych, tegorocznych dzieł naszego podziemia. Brawo Adam!


Labyrinth Entrance - „Deplore the Vanity”. Godz Ov War Productions, maj 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz