niedziela, 23 maja 2021

Dokądś.

 

Trochę sam się z siebie śmieję, bo 21 listopada 2018 roku, przy okazji recenzji debiutu toruńskiego Angrrsth, pisałem tak: „Znikąd? Nie, z Torunia. Donikąd? Oby nie, bo debiut wróży dobrze i bardzo chciałbym się przekonać co panowie zaprezentują na swoim kolejnym materiale. I koniecznie muszę ich kiedyś zobaczyć na scenie...”. Dziś piszę o „Donikąd” właśnie, więc sam sobie wykrakałem, ale tylko tytuł, bo nie jest to krążek wiodący w pustkę. Od tamtego czasu zdążyłem poznać panów osobiście (pozdrowienia!), zobaczyć na żywo i po prostu polubić jako ludzi. Tym bardziej niecierpliwie czekałem na pełnowymiarowy debiut, który nie tylko spełnił moje oczekiwania, on je przerósł.


Wszystko zaczyna się oczywiście od okładki, bo nie sposób przejść obok niej obojętnie. Po raz kolejny muszę pochwalić i pogratulować Igorowi, bo wykonał kawał roboty. Ten pan ciągle się rozwija, ale już w tej chwili jest dla mnie w czołówce krajowych twórców. Drugim rozpoczęciem tego albumu jest wiersz Bolesława Leśmiana (doskonały a go nie znałem!), oprawiony oczywiście w dźwięki. „Ciało me wklęte” otwiera album energetycznie, szybko, rytmicznie i jest to otwarcie w stylu wpadającej do pubu Chelsea ekipy Millwall. Każdy spojrzy, zwróci uwagę, zainteresuje się. Nikt nie pozostanie obojętny. W każdym razie ja nie byłem. Ale taki jest ten album do końca, bo on przykuwa uwagę słuchacza, absorbuje i ani na moment nie przynudza. Dużo się tu dzieje, ale generalnie jest szybko i tanecznie, co nie wyklucza sporej dawki klimatu. I bardzo przestrzennie, choć trafiają się i momenty gęste. Mam jednak wrażenie, że rozpatrywany całościowo, jest to album bardzo lotny, bardzo uskrzydlony i wolny jak ptak – pędzi gdzie chce i nic go nie zatrzymuje. Dużo się zmieniło od 2018 roku i epki „Znikąd”. Przede wszystkim „Donikąd” to krążek dużo bardziej black metalowy, choć nadal nie jest to czarna sztuka w swej klasycznej formie. Możemy tu znaleźć szerokie spektrum inspiracji i wpływów, bo przecież choćby brzmienie jest dużo cięższe, bliższe temu z kręgów death metalowych. Zmieniły się też wokale, na które trochę narzekałem przy okazji poprzedniego wydawnictwa. Teraz nie mam nawet jednego słowa zastrzeżeń. No i teksty. Poza wspomnianym Bolesławem, reszta liryk jest autorstwa zespołu. Nadal wszystkie w ojczystym języku, ale tym razem dużo bardziej uduchowione, metafizyczne, filozoficzne. „Znikąd” to była dawka nienawiści i złości, tutaj poruszane są tematy bytu, religii, wiary, śmierci i ludzkich uczuć i odczuć. I pod tym względem jest to krążek naprawdę dużo bardziej głęboki, bo te teksty są po prostu świetne. Wszystko to razem daje album bardzo dojrzały, będący przykładem rozwoju zespołu oraz jego potencjału. W moich oczach Angrrsth wyrasta na jednego z najciekawszych przedstawicieli polskiego metalu. Tak, metalu a nie konkretnie black czy death metalu, bo ja ich w żadnych takich ramach nie mam zamiaru zamykać. To, że jest to bardzo ciekawy zespół, było jasne już niecałe trzy lata temu. Teraz wiem jednak też i to, że to zespół z ogromnym potencjałem i mocą twórczą, masą pomysłów i nieoczywistym podejściem do muzyki, która często bywa oczywista. „Donikąd” bez wątpienia znajdzie się w moim rocznym podsumowaniu, bo to jeden z najlepszych krążków jakie zrodziła krajowa scena w tym roku. Tak, wiem, że jest maj. To niczego nie zmienia.


Angrrsth - „Donikąd”. Godz Ov War Productions, kwiecień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz