piątek, 2 kwietnia 2021

Niemiecki split roku.

 

Dziś wreszcie zamykamy podsumowanie poprzedniego roku. Ostatnią pozycją, która znalazła się na liście a nie była jeszcze przeze mnie zrecenzowana, jest split dwóch niemieckich, podziemnych zawodników wagi ciężkiej: Mavorim i Ad Mortem. „Iudicium Ultimum” ukazał się ostatniego dnia października 2020 roku, płyta jednak dotarła do mnie dopiero kilka dni temu, stąd delikatne opóźnienie. Nic się jednak nie zmieniło w mojej ocenie tego wydawnictwa – wciąż uważam, że to najlepszy split poprzedniego roku.

Mavorim, który w podziemiu aktywny jest od 2015 roku i ma na koncie dwa pełniaki, kilka splitów i ep, nie trzeba chyba nikomu bliżej przedstawiać. A jeśli trzeba, to tu możecie poczytać, co napisałem o ich ostatnim krążku, doskonałym „Axis Mundi”. Dorobek Ad Mortem nie jest tak bogaty, bo zespół z Saksonii dorobił się do tej pory dwóch splitów i dema, ale jakościowo to jak najbardziej pierwsza liga podziemia. Oba zespoły prezentują klasyczną szkołę black metalu, choć nie jest to ani mroźna północ, ani gorące południe. To trochę wypadkowa tych wpływów, doprawiona ciekawą melodyką. Oba też teksty a co za tym idzie – wokale - mają niemieckie. Co, biorąc pod uwagę, skąd pochodzą, nie zaskakuje. „Iudicium Ultimum” rozpoczyna Mavorim. Ich cztery kompozycje (w tym intro) dają około dwudziestu pięciu minut muzyki. Tak, są to utwory długie, ale do tego panowie już przyzwyczaili. Są zresztą bardzo dobrzy w aranżacjach, trudno przy ich muzyce się nudzić, bo numery są rozbudowane, utrzymane przeważnie w średnich tempach, przy których noga sama tupie. Znam doskonale ich twórczość, nie mogli mnie więc specjalnie zaskoczyć a jednak w jakimś stopniu to się udało – to bardzo klimatyczny materiał, dość chwytliwy a kiedy wchodzą czyste wokale, to już jest bajka. Oczywiście Niemcy nie zapominają o agresji i sporej dawce muzycznej nienawiści, u nich jednak to już norma, że to wszystko się bardzo udanie miesza. Dwadzieścia pięć minut mija szybko, po czym dostajemy pięć kompozycji Ad Mortem, w tym outro (co również daje około dwudziestu pięciu minut muzyki). Tu następuje zmiana klimatu, aczkolwiek niewielka. Jest po prostu trochę bardziej agresywnie, trochę szybciej, trochę bardziej ku północy, choć nadal to obszar bardzo podobny do tego, w którym obraca się Mavorim. Ad Mortem nie zajmuje się tylko i wyłącznie szaloną galopadą, potrafi klimatycznie zwolnić, zaskoczyć melodią, wprowadzić odpowiednią dawkę atmosfery. Słychać, że panowie sroce spod ogona nie wypadli, doskonale wiedzą jak zbudować ciekawe kompozycje, momentami podniosłe, momentami porywające, momentami pełne agresji i nienawiści. Czekam mocno na jakiś ich większy materiał, mam tylko nadzieję, że nie prowadzą polityki unikania pełniaków, bo i takie przypadki znamy.

Podsumowując – obie części bardzo udane a jako całość – wszystko się tu zgadza. Bardzo spójny split, bardzo ciekawy a przy okazji obszerny, czyli dostajemy dużo dobrej muzyki. Kolejne doskonałe, zeszłoroczne wydawnictwo Purity Through Fire, wytwórni, która wygrała 2020 rok.


Mavorim / Ad Mortem - „Iudicium Ultimum”. Purity Through Fire, październik 2020.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz