czwartek, 4 marca 2021

Rzeź wznowiona.

 

Dziś nie będzie za dużo o muzyce, bo od wielu lat, nie słucham już dźwięków z kręgu death/grind, jednak nie jestem ignorantem i wiem, jak ważnym materiałem w latach dziewięćdziesiątych był pierwszy album Damnable. Wydany w 1996 roku „Inperdition”, był, w swoim gatunku, albumem bardzo dobrym i sam go wtedy docenić potrafiłem, choć już głęboko siedziałem w black metalu. Niedawno ukazało się wznowienie, co uważam za bardzo dobry krok, bo takie krążki nie mogą zniknąć w pomroce dziejów.

Skoro nie mam zamiaru pisać za wiele o samej muzyce zawartej na pełnowymiarowym debiucie rzeźników z Mazowsza, skupię się na przypomnieniu wam samego zespołu, bo pewnie są tu tacy, dla których nazwa Damnable jest tak egzotyczna, jak amazońska dżungla. Panowie byli pod tą nazwą aktywni w latach 1992 – 2004, wydali dwa pełniaki i kilka innych wydawnictw. Niby niewiele, ale nie można ich nie docenić, bo w latach dziewięćdziesiątych to była naprawdę ważna nazwa na metalowej scenie. Ich death/grind charakteryzował się wszystkim tym, co w tym gatunku może być najlepsze, jednak jakby tego było mało, potrafili zaskoczyć niebanalnymi pomysłami, kompletnie od standardów takiego grania, odstającymi. Dla mnie, obok Dead Infection, byli najlepsi w tym, co robili. I dlatego jest to tak ważne wznowienie, pozwoli ono młodszej generacji fanów takich dźwięków, poznać rodzimy klasyk gatunku. Oczywiście, kiedy przyszła przesyłka od Grega, odpaliłem „Inperdition”, po części z sentymentu, po części z obowiązku recenzenta. Dziś to kompletnie nie jest moja bajka, ale pamiętam doskonale, że wtedy, w latach gdy każdy materiał chłonęło się bez zastanowienia, zrobił na mnie duże wrażenie. Tu nawet produkcja – co w tamtych czasach nie było normą – jest tak dobra, że słuchacz nie mający pojęcia, iż to wznowienie, mógłby pomyśleć, że to świeże bułeczki. Bardzo dobry album, który powinien poznać każdy, kto lubi konkretny wpierdol muzyczny. I jeden z tych, który bez wątpienia zasługiwał na wznowienie. Tym razem odpowiada za nie Greg, prowadzący Godz Ov War Productions i aż dziw bierze, że stało się to dopiero teraz. Nic to jednak, ważne, że się stało. Otrzymałem tę najbardziej wypasioną wersję, slipcase z naszywką, ale każda jaką zakupicie będzie tego warta. Książeczka pełna jest archiwalnych zdjęć, które zawsze mnie rozczulają, bo jestem stary. Można też przeczytać historię zespołu. Wydawniczo jest to najwyższy poziom, ale tylko na taki zasługiwał ten krążek. Polecam, w szczególności młodzieży zakochanej w takim graniu. Nie zawiedziecie się, bo Damnable to była moc i siła.


Damnable - „Inperdition”. Godz Ov War Productions, styczeń 2021.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza