środa, 24 marca 2021

Krigeist śmierci zaprzysiężony.

 

Krigeist powraca z nowym materiałem Belliciste. Nowozelandczyk, zwiedzający Europę, aktualnie (wedle mej najlepszej wiedzy) mieszka w Serbii, gdzie zdążył już zakotwiczyć w kilku projektach, nie zapomina jednak o jednym ze swych podstawowych. „Deathsworn” to teoretycznie demo, ale biorąc pod uwagę czas jego trwania (trzydzieści siedem minut!) oraz jakość, bez problemu mógłby to być pełniak. Nie zdziwię się, jeśli tak się niedługo stanie, przede wszystkim jednak, chciałbym by ktoś ten materiał wydał na CD (w tej chwili jedynie w wersji cyfrowej), bo bez żadnych wątpliwości na to zasługuje.

O samym projekcie miałem już okazję pisać dwa razy: pierwsza to długograj z 2018 roku (tu), druga to split z Pale Mist, wydany w roku następnym (o nim tutaj). Oba materiały były wyśmienite, w szczególności „Bàrdachd Cogaidh”, okazało się jednak, że Krigeist potrafi jeszcze lepiej, bo w moim odczuciu „Deathsworn” to jego najlepsze dzieło pod tym szyldem. Teoretycznie podąża wciąż tą samą ścieżką, jednak od czasu wspomnianego pełniaka, skręcił lekko w stronę większej surowości i pierwotności black metalu. Na najnowszym demie nie znajdziemy tylu melodii i zachwycających, podniosłych aranży, dostajemy za to więcej czystego, nienawistnego, pierwotnego black metalu. Nie jest oczywiście tak, że kompozytor postanowił całkowicie odrzeć swoją muzykę ze wszystkich przyjemnych dla ucha elementów, bo melodyki nadal tu sporo – jest po prostu bardziej oszczędna, lekko ukryta, nie rzucająca się tak w uszy. Jedno pozostaje niezmienne – jadowite riffy i potężna energia. Krigeist potrafi to doskonale połączyć, nadać tym dźwiękom odpowiednie brzmienie i ogromną moc. A przy okazji spowić wszystko klimatem czystego zła. Wiecie, takiego, że rośnie gęsia skórka. To pierwotna siła black metalu, to właśnie to, o co w tym chodzi. Tak należy grać. Tak tworzy się muzyczne zło. Pomagają w tym wyśmienite wokale, chyba najlepsze jakie dla Belliciste zrobił. Niby oszczędne, ale tak pełne zła i grozy, że nikomu nie jest potrzebna większa ekspresja. I słucha się tego doskonale. Wszyscy wiemy, że Krigeist to utalentowany osobnik, który pod słabymi rzeczami się nie podpisuje. Wcześniej wspomniałem, że to najlepszy jego materiał pod szyldem Belliciste. Chyba jednak pójdę dalej i stwierdzę, że to najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek skomponował, biorąc pod uwagę wszystkie jego muzyczne aktywności.

Nie zdziwię się, jeśli ten materiał za jakiś czas ukaże się jako pełniak i to pod skrzydłami jakiejś uznanej wytwórni. Tak, wiem, powtarzam się, ale to jest naprawdę rzecz godna wydania na wszystkich możliwych nośnikach. I ja bardzo chcę, bardzo. Jeśli będzie trzeba, założę wytwórnię. Bo to w tej chwili najlepszy materiał z zagranicy jaki w tym roku słyszałem. I bardzo wkurza mnie fakt, że muszę go słuchać w wersji cyfrowej. Choć lepiej tak, niż nie słuchać.


Belliciste - „Deathsworn”. Wydanie digital, styczeń 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz