piątek, 26 marca 2021

Jak w starym horrorze.

 

Dead Dog’s Howl, projekt, który można jedynie kochać lub nienawidzić, powrócił. Polsko-amerykański duet tworzy muzykę tak plugawą, złą ale przede wszystkim prymitywną (w tym przypadku, nie jest to pod żadnym pozorem określenie pejoratywne), że nie może ona dać się po prostu lubić. To jedna z tych rzeczy, które wywołują skrajne emocje. I takie też opinie słyszę na temat pierwszego długograja zespołu, niektóre dość zabawne, inne wręcz komiczne, potwierdzające jednak skalę problemu. „Black Circle Transcendency” gości u mnie w odtwarzaczu od jakiegoś czasu i choć to nadal dzieło bardzo surowe, to trochę od czasu „Mausoleum of Confessed Thoughts” (pisałem o nim tutaj, dokładnie rok temu), się w muzyce DDH zmieniło.


Przypomnę, bo może nie pamiętacie a to ważne: Dead Dog’s Howl powstał, by oddać hołd starej greckiej scenie, w szczególności Necromantii. W przypadku poprzedniego materiału, udało się to, w moim odczuciu, naprawdę dobrze, choć pewne zastrzeżenia miałem. Zaznaczam, ja należę do zwolenników twórczości DDH. „Black Circle Transcendency” to jednak trochę inna para kaloszy i choć teksty są tu nadal autorstwa znaczących postaci greckiej sceny, to już samej Grecji muzycznej, tu mniej. Generalnie mniej tu black metalu w porównaniu do demo. Funkcjonowało kiedyś określenie dark metal, teraz praktycznie niespotykane, ale ono trafnie oddaje istotę rzeczy. Ten krążek określiłbym dark/black metalowym, a to określenie możecie też spotkać przy definiowaniu twórczości Taranis, starego Samaela czy Bethlehem. Najbliżej mi tu do tych pierwszych, choć groza Dead Dog’s Howl jest dużo bardziej namacalna, zła, pierwotna i surowa. Gdy słucham „Black Circle Transcendency”, mam wrażenie jakbym oglądał stary horror, czarno-biały, na bardzo zużytej taśmie video, której dźwięk pozostawia wiele do życzenia, ale atmosfera stworzona przez reżysera nadal jest doskonała (oprawa graficzna potęguje takie wrażenie, jest wyśmienita). Ciarki, włosy stają dęba, serce zamiera. Są tu takie momenty, szczególnie, gdy słuchacie krążka nocą. Wokale znowu stoją na niesamowitym poziomie, znowu dużo robi bas, tym razem mniejszy jest udział klawiszy. I znowu wszystko to jest prymitywne. Momentami zastanawiam się, jak celowo, można nagrać taki materiał - naprawdę trzeba się natrudzić, biorąc pod uwagę dzisiejsze możliwości. Ale panom udaje się to po raz kolejny. I znowu skutek jest wyśmienity. Dla mnie to rzecz jeszcze lepsza od pierwszej, może dlatego, że zespół odnalazł swoją niszę i już się w niej rozgościł. Może dlatego, że w graniu mniej black metalowym, po prostu lepiej się ta estetyka sprawdza? Nie wiem, wiem natomiast, że dawno nie słyszałem tak pierwotnego, muzycznego zła. Mam nadzieję, że zespół będzie szedł tą drogą, bo to się po prostu sprawdza. Skoro ta muzyka ma być zła, mroczna, diabelska i pełna grozy, to taką powinniśmy robić. Dead Dog’s Howl teorię zamienia w dźwięki. To wszystko. Zwolenników wygładzonego plastiku spod znaku Nuclear Blast przestrzegam – nie sięgajcie po ten krążek. Na Wacken też ich nie usłyszycie. I dobrze.

Wydaniem zajęła się po raz kolejny Fallen Temple. Brawa dla chłopaków, że wspierają takie projekty, choć wiadomo, że kokosów z tego nie będzie. Krążek wydany został bardzo ładnie i co ważne – bardzo podobnie do demo, tworzą więc schludny komplet. Ze swej strony mogę tylko polecić, bo to coś bez wątpienia oryginalnego i nietuzinkowego.


Dead Dog’s Howl - „Black Circle Transcendency”. Fallen Temple, luty 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz