czwartek, 11 marca 2021

Diabeł pośród lasów i jezior.

 

Pisząc te słowa, słucham Fatherland, zespołu, o którym Tero Ikäheimonen, w swej książce - „The Devil’s Cradle: The Story of Finnish Black Metal” - nie wspomniał. Nic dziwnego, gdyby chciał wymienić wszystkich wykonawców, z krainy lasów i jezior, jego dzieło nie miałoby pięciuset a kilka tysięcy stron. Tero musiał o tym wiedzieć, skoro ja o tym wiem a bez wątpienia jego znajomość tamtejszej sceny jest dużo bogatsza. Skupił się więc na tych najważniejszych, na tych, którzy bądź wszystko rozpoczęli, bądź wnieśli coś nowego, w każdym razie wyróżnili się w znaczący sposób. Ta książka to nie tylko ich historia, to także - a może przede wszystkim - złożony im hołd.

Autor podzielił swoje dzieło na cztery części, które definiuje chronologia. W każdej z nich dostajemy obszerne rozdziały, traktujące o najważniejszych wykonawcach z danego okresu. W części pierwszej, poznajemy prekursorów gatunku, czyli zespoły takie jak choćby Beherit, Impaled Nazarene czy Archgoat. Część druga, to druga połowa lat dziewięćdziesiątych, gdy znaczącymi nazwami stały się Horna, Thy Serpent czy Azazel. W części trzeciej, przeżywamy ponowny rozkwit podziemia oraz swoistego powrotu fińskiego black metalu do lasów i piwnic. Tu prym wiodą Satanic Warmaster, Clandestine Blaze czy Goatmoon. Wreszcie w ostatniej, czwartej części, poznajemy najmłodszych przedstawicieli gatunku, takich jak Cosmic Church, Charnel Winds czy Saturnian Mist. Jakby tego było mało, dzięki „szarym stronom” (co kilka rozdziałów, autor, na szarym papierze, prezentuje nam jakiś zespół, najczęściej za pomocą wywiadu bądź zjawisko związane ze sceną), możemy poznać wiele ciekawych historii i postaci związanych ze sceną, niekoniecznie z racji bycia muzykami. Rozmowa z właścicielem legendarnego Tico Tico Studio, braćmi Lahtinen, zajmującymi się tape tradingiem i mającymi, we wczesnych latach dziewięćdziesiątych ogromny wpływ na promocję fińskiej muzyki, czy wreszcie teksty poświęcone NSBM i aktywności przestępczej. Nie będę tu wymieniał wszystkich wykonawców o których szerzej możecie przeczytać w „The Devil’s Cradle”, powiem tylko, że każdy z tych rozdziałów to dużo więcej niż jedynie historia muzyczna danego zespołu. Oczywiście, jest tu omówiona dyskografia każdego z nich, poza tym jednak duży nacisk położony jest na przesłanie, ideologię, teksty, zaangażowanie każdego z muzyków i oddanie samemu black metalowi. Satanizm, okultyzm i pogaństwo, są tu poruszane tak często, jak sama muzyka. Dzięki przytoczonym wypowiedziom samych twórców, jeden wniosek nasuwa się automatycznie – Finowie naprawdę wiedzą o czym mówią, traktują to poważnie i posiadają obszerną wiedzę. Drugi jest taki, że zróżnicowanie postaw czy prezentowanych ideologii jest naprawdę szerokie, co pogłębia bogactwo tamtejszej sceny, bo każdy znajdzie tu swoich reprezentantów, nie tylko w wymiarze dźwięków. I to jest chyba największa siła tej bardzo dobrej książki – autor postanowił pójść głęboko, nie zamykając black metalu w samych dźwiękach (co niestety nie dla wszystkich jest dziś oczywiste). Wyciągnął z twórców dużo więcej, pokazał ich motywacje, przekonania i wszystko to, co nimi kieruje i ich napędza bądź napędzało. A to wszystko pokazało nam, czytelnikom, że w Finlandii pewnych rzeczy nie robi się dla poklasku, pieniędzy czy dobrej imprezy. Pokazało po prostu jak uczciwa, szczera i poważna jest tamtejsza scena. Takie w każdym razie mam wrażenie po lekturze Kołyski Diabła i jestem pewien, że wielu się ze mną zgodzi. Pada zresztą w tej książce kilkukrotnie, określenie „honest black metal” i myślę, że ono oddaje istotę sprawy.

Ci, którzy czytają mnie regularnie, wiedzą, żę wielokrotnie zachwycałem się tamtejszą sceną i że jestem jej fanem. Wiedzą także, że od dawna poszukuję odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie – skąd ten fenomen Finlandii, dlaczego akurat tam zespoły wyrastają jak grzyby po deszczu i są tak dobre? Liczyłem, że ta książka da mi odpowiedź. Cóż, dostałem ją jedynie połowicznie, gdyż autor skupił się na innych aspektach tamtejszego podziemia i inaczej postanowił zbudować swe dzieło (co mnie nie dziwi, każda inna forma skończyłaby się albo cegłą wielkości Wawelu, albo rozprawą filozoficzną), nie zmienia to jednak faktu, że „The Devil’s Cradle”, to absolutny mus dla każdego, kto kocha black metal. Nie tylko fiński. Ja swej odpowiedzi szukam nadal, wy czytajcie. Koniecznie!

Suomi Finland Perkele!


Tero Ikäheimonen - „The Devil’s Cradle: The Story of Finnish Black Metal”. Svart Publishing, 2017/2021.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza