czwartek, 4 lutego 2021

Sto procent naturalności.

 

Dziś znowu „kasetujemy” z Analög Ragnarök. Tym razem przyjrzymy się bliżej debiutowi amerykańskiego Bicephalic. „Nihilistic Dreams of an Empty Forest” to trwająca prawie dwadzieścia minut epka, która oferuje nam spotkanie w piwnicy, brudnej i obskurnej, z widokiem na las. Materiał ukazał się w marcu 2020 roku w wersji cyfrowej oraz na srebrnym krążku. Kaseta pojawiła się w kilka miesięcy później, w listopadzie. Nie jest powszechną praktyką, by tak krótkie debiuty wychodziły w aż trzech formatach, ale w tym przypadku nie dziwię się. Pomimo całej swej obskurności, wręcz punkowego momentami prymitywizmu, ma ta muzyka swój urok.

A może właśnie dlatego, bo przecież tak prymitywizm, jak i obskurność, zawsze dobrze robiły black metalowi. Panowie z Portland muszą o tym wiedzieć, co słychać. Zrobili wszystko, by nasze skojarzenia szły ku głęboko zakopanym latom dziewięćdziesiątym i osiemdziesiątym. Dorzucili do tego - w kilku momentach - punkową motorykę i brak dbałości o estetyczne wykończenie i proszę bardzo – efekt końcowy to niesamowicie niechlujny black metal, uderzający wręcz swą prostotą i brudem. Ale brzmi to ciekawie i naprawdę ma urok, ze względu na dwie rzeczy. Po pierwsze, sprawia to wrażenie materiału nagranego ot tak – wiecie, chłopaki, chodźmy do garażu, poimprowizujemy a przy okazji to nagramy. I jak powiedzieli, tak zrobili. Po drugie bardzo to jest wszystko naturalne i szczere. Oczywiście, w dużej mierze wynika to z pierwszego powodu, ale tu aż słychać tę pasję i oddanie dla niczym nieskrępowanego grania. To nic, że gitara czasami brzmi, jakby ją ktoś ściszał, to nic, że wokalista wydaje się nie przejmować niczym i tak, jakby robił wszystko na odlew, bez żadnej presji. To nic, że chwilami mam wrażenie, że panowie nie do końca wszystko wcześniej przećwiczyli. Bo to wszystko, to właśnie tylko moje odczucia, bo okazuje się, że kiedy złożyć to do kupy, potrafi zrobić bardzo pozytywne wrażenie. I dawać radość nie tylko twórcom ale i słuchaczowi. Kompletnie nic to odkrywczego, kompletnie nie wnosi niczego nowego do gatunku, bazuje po prostu na starych, dobrych, sprawdzonych fundamentach i ponad nie nie wyrasta. Nikt tu bez wątpienia nie ma w głowie zawojowania świata, grane jest to, co siedzi w sercu i głowie – i bardzo dobrze. Nie jest to rzecz dla amatorów czystego i wypolerowanego brzmienia, nie jest to też coś dla tych, którzy doceniają kompozytorski kunszt. Ci natomiast, którzy lubią piwnicę, szaleństwo i muzyków z postawą: „mamy wyjebane co sądzicie o naszej twórczości”, powinni tego materiału posłuchać. Nie twierdzę, że zostanie z wami na lata, ale chwilę radości da. Szczególnie w czasach, gdy większość kapel kombinuje i wymyśla zupełnie niepotrzebne nikomu rzeczy, tylko po to by zostać zauważonym. Naturalność to jednak nadal największa zaleta.


Bicephalic - „Nihilistic Dreams of an Empty Forest”. Analög Ragnarök, listopad 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza