niedziela, 28 lutego 2021

Gniew wilka.

 

Ostrzyłem sobie kły na ten materiał, jak głodny wilk. Wypuszczony przedpremierowo utwór, nie pozwalał zachować się inaczej. Jestem wielbicielem charakterystycznego, polskiego black metalu lat dziewięćdziesiątych a taką właśnie muzykę zwiastował singiel (nie posłużę się tytułem, bo już nie pamiętam, który to był numer, ale to bez większego znaczenia). Po usłyszeniu całości, wiem już, że Szary Wilk to coś więcej, ale to tylko i wyłącznie działa na plus, bo dzięki temu pełnowymiarowy debiut zespołu z Ostrołęki, wypada naprawdę doskonale.


piątek, 26 lutego 2021

Bogu i ludziom.

 

Po pierwszym odsłuchu, pełnowymiarowy debiut Pagan Forest miał powędrować na półkę i nie opuścić jej prędko. Coś mnie jednak tknęło i tak się nie stało. Przede wszystkim trudno rzetelnie ocenić materiał po jednym spotkaniu, po drugie – dostrzegłem w tym krążku sporo dobrego, stricte metalowego grania. Tym co mnie w pierwszej chwili najbardziej zniechęciło, była pozorna przaśność „Bogu”, niepotrzebne moim zdaniem elementy folkowe, które zalatywały za bardzo „cepelią”. Dziś jestem już po kilkunastu odsłuchach i szczerze mówiąc diametralnie zmieniłem zdanie co do muzyki Pagan Forest – a w każdym razie tego wydawnictwa, bo zespół istnieje od 1995 roku i ma na koncie kilka demówek.

wtorek, 16 lutego 2021

Świątynia agresji.

 

Człowiek zawsze coś przegapi. Za dużo tych wszystkich albumów wychodzi. Albo po prostu jestem już za stary, by wszystko zauważyć i sprawdzić. Nie wiem, w każdym razie są potem problemy, bo trzeba korygować podsumowanie roku. Trzeba, bo debiutancki krążek Temple of Decay to po prostu petarda! Nie wiem jakim sposobem mi umknął, ale umknął. Dostałem go dopiero niedawno do recenzji i z miejsca się zakochałem. Ukazał się we wrześniu 2020 roku i bez wątpienia zasługuje na miejsce w dziesiątce najlepszych, krajowych wydawnictw.


czwartek, 11 lutego 2021

Dzwony, zaklęcia i stary, dobry diabeł.

 

Kiedy wchodzisz do restauracji, by zjeść schabowego, oczekujesz schabowego, dostajesz go i – co najczęściej się zdarza, bo trudno go zepsuć – jesteś zadowolony. Gdy przychodzi nowy materiał Hell’s Coronation, oczekujesz smolistego, powolnego, diabelnie bluźnierczego black metalu – i zawsze takowy dostajesz. A najważniejsze, że zawsze jesteś zadowolony, bo ci panowie opanowali swoją sztukę do perfekcji.


środa, 10 lutego 2021

Litera K.

 

Długo szła do mnie ta płyta. Podjętych zostało kilka prób doręczenia, aż wreszcie po bodajże dwóch tygodniach perypetii z kurierami, udało się. Okazuje się, że skrzynki na listy to nadal bardzo przydatna rzecz. Kiedy już dotarła, musiałem się z nią oswoić, bo to materiał dziwny i na pierwszy rzut ucha, wręcz oczywisty. Skojarzenia nasuwają się momentalnie. Ale tylko na pierwszy, dlatego dałem jej czas. I czas ten zmienił moje postrzeganie debiutu Königreichssaal, choć nie zmienił faktu, iż zespół powinien mocno popracować nad swoim własnym, oryginalnym stylem.

czwartek, 4 lutego 2021

Sto procent naturalności.

 

Dziś znowu „kasetujemy” z Analög Ragnarök. Tym razem przyjrzymy się bliżej debiutowi amerykańskiego Bicephalic. „Nihilistic Dreams of an Empty Forest” to trwająca prawie dwadzieścia minut epka, która oferuje nam spotkanie w piwnicy, brudnej i obskurnej, z widokiem na las. Materiał ukazał się w marcu 2020 roku w wersji cyfrowej oraz na srebrnym krążku. Kaseta pojawiła się w kilka miesięcy później, w listopadzie. Nie jest powszechną praktyką, by tak krótkie debiuty wychodziły w aż trzech formatach, ale w tym przypadku nie dziwię się. Pomimo całej swej obskurności, wręcz punkowego momentami prymitywizmu, ma ta muzyka swój urok.

wtorek, 2 lutego 2021

Certyfikat bękarta.

 

Taran powrócił! Co prawda „Devilish Storm” nie przynosi premierowego materiału, bo jest to kompilacja najstarszych dokonań zespołu, ale to tylko drobny szczegół, który nie powinien nam psuć przyjemności, jaką daje obcowanie z tym wydawnictwem. Na jednym krążku znalazło się, pochodzące z 2004 roku, pierwsze demo, czyli „Storming the House of God”, oraz utwory z wydanego w 2005 roku splitu z Moontower. Wisienką na torcie jest zamykający wydawnictwo, nigdy wcześniej niepublikowany w tej wersji, utwór „Popioły”. Razem daje to prawie pięćdziesiąt minut muzyki, dzięki czemu słucha się tego jak wyśmienitego pełniaka.