wtorek, 12 stycznia 2021

Trzy razy tak.

 

Finlandia nie daje o sobie zapomnieć. Ten kraj to prawdziwy fenomen, bo nie dość, że co wioska to co najmniej dwa zespoły black metalowe, to jeszcze większość z nich prezentuje naprawdę bardzo wysoki poziom. Czekam akurat na książkę poświęconą historii fińskiego black metalu, może ona wyjaśni mi to nadzwyczajne zjawisko. Czekając, można słuchać a ja właśnie słucham nowej epki Sielunvihollinen. „Veren äänet” ukazała się co prawda w maju poprzedniego roku, mam więc lekkie opóźnienie, ale co tam – takie detale nie mają znaczenia, gdy obcujemy z dobrą muzyką.

Dla tych, którym nazwa Sielunvihollinen jest obca, krótka notka biograficzna: zespół powstał w 2011 roku, ma na koncie trzy pełniaki i kilka mniejszych wydawnictw. I jest lekko niepoprawny politycznie, co tylko działa na plus. Panowie parają się klasycznym fińskim black metalem, z domieszką elementów „ludowych” - trochę w stylu Goatmoon, jednak moim zdaniem robią to dużo lepiej, poza tym – i to najważniejsze – nie nadużywają ich. Dla nich to po prostu wyrazista, przewodnia melodia, charakterystyczny element, który niesie utwór do przodu, ale na pewno nie główna treść kompozycji. I tak też jest na „Veren äänet”. Trzy bardzo wyraziste kompozycje, z zapadającymi w pamięć motywami przewodnimi. Całość daje osiemnaście minut muzyki, wydanej dotąd tylko na kasecie i winylu, co oczywiście mnie boli. Dwa pierwsze numery to romantyzm i piękno melodii zmieszane z agresją i zapałem, godnym marszu na barykady. Przy tych utworach aż chce się chwycić za sztandar i miecz, ale zarazem skłaniają do refleksji i mogą służyć za doskonały podkład pod leśne spacery. Tak, ci panowie potrafią odpowiednio zmieszać emocje, by otrzymać efekt niebanalny. Melodie przewodnie są piękne, trudno przestać je nucić. Trzecia kompozycja to już zupełnie inna para kaloszy, bo można by nazwać ją balladą. To wolna, dość smutna i podniosła pieśń, w której gitary już nie rwą do boju, raczej wspominają, raczej wiodą nas ku zadumie. Opłakują stratę, za czymś tęsknią. Finowie tą kompozycją pokazali, że czują się dobrze w szerokim wachlarzu emocji i nastrojów. Dla mnie ten materiał, pomimo iż trwa tylko osiemnaście minut, ma w sobie wszystko, by nazwać go kompletnym. Takie epki mają sens, choć oczywiście wolałbym by materiał był dłuższy, ale spokojnie poczekam na kolejnego długograja. To co najbardziej boli, to brak wydania na srebrnym krążku. To wszystko nie zmienia faktu, że to jedna z najlepszych epek 2020 roku i choć nie zamieściłem jej w podsumowaniu rocznym, to była naprawdę blisko. A to przecież tylko osiemnaście minut. Tylko i aż. Polecam. 


Sielunvihollinen - „Veren äänet”. Wydanie własne (kaseta, winyl, digital), maj 2020.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz