poniedziałek, 4 stycznia 2021

Siła melodii.

 

Ukraina ponownie w natarciu, ponownie za sprawą Werewolf Promotion. Jakiś czas temu pisałem o Colotyphus (tu), dziś zajmiemy się Totenrune, nową nazwą na mapie ukraińskiego podziemia. Ptaszki ćwierkają, że zespół tworzą weterani tamtejszej sceny, niestety nie udało mi się znaleźć konkretów w tym temacie. Mogę jednak przyjąć, iż tak jest, bo to co słyszę na „Towards the Universe”, brzmi naprawdę dobrze. Tak czy siak, jest to ich debiut i rozpatrując go w tych kategoriach, należy uznać, że bardzo udany to start. 

Okładka albumu i jego tytuł, mogą sugerować, iż mamy do czynienia z kolejnym atmosfercznym, płaczliwym rzępoleniem, ale nie dajcie się zwieść. Totenrune nie ma zamiaru podcinać sobie żył, nie chce też nikogo zanudzić na śmierć. Wprawdzie jest tu dużo klimatu, atmosfery, ale to raczej stary, zaśnieżony las a nie kłopoty osobiste nastolatka. Panowie nie smęcą, tempa są taneczne, choć melodie już nie do końca. Wysunięta gitara to element najbardziej charakterystyczny dla tego krążka. Nie jest wesoła, raczej smutna i ku zadumie, ale w połączeniu ze standardowym podkładem muzycznym, daje to świetny efekt. I sprawia, że melodią ten album stoi. Dzięki temu jest to naprawdę ciekawy krążek, którego słucha się z przyjemnością. Bo poza tym Totenrune nie odkrywa Ameryki, nie proponuje żadnych eksperymentów. Stawia jednak na jeszcze jedną, ciekawą rzecz. Otóż bardzo udanie łączy tę lekko leśną, mistyczną atmosferę, z ciężarem. To oczywiście nadal black metal, po prostu lekko podbudowany, trochę cięższy niż to bywa na ogół. Ten zabieg jeszcze mocniej uwypukla wspomnianą już wcześniej gitarę. Wszystko to razem daje bardzo ciekawy efekt. Biorąc pod uwagę te aspekty twórczości zespołu, dobrze, że panowie zdecydowali się nagrać album, bo nie jest to na pewno kolejny, generyczny krążek, jakich tysiące. On po prostu w troszkę inny sposób wykorzystuje wszystko to, co już dobrze znamy. Całość trwa trzydzieści minut i za każdym razem, gdy go słucham, łapię się na tym, że zaskakuje mnie koniec. Mam wrażenie jakby upłynęło dopiero dziesięć, maksymalnie piętnaście minut. To pokazuje, że nudy tu nie uświadczycie. Ukraińcy wiedzą, jak zaczarować melodiami, proponując zarazem spora dawkę agresji i gniewu. A ponieważ oni nie przynudzają, ja tez już nie mam zamiaru. Zakończę krótko – polecam, bo w natłoku nowych wydawnictw, nowych zespołów, Totenrune jawi się jako jeden z ciekawszych projektów. Jeden z tych, które choć w pewnym stopniu chcą mówić swoim językiem. A propos języka – niech nie zwiodą Was angielskie tytuły utworów, bo angielskiego tu nie usłyszycie. 


Totenrune - „Towards the Universe”. Werewolf Promotion, październik 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza