niedziela, 17 stycznia 2021

Ponure miasto.

 

Debiutanckie demo Odium Humani Generis („Zmora”), wydane w 2018 roku, kompletnie mnie nie ruszyło. Powiem więcej, po prostu nie podobało mi się, nie znalazłem tam nic, co mogłoby mnie choć napawać nadzieją, że w przyszłości panowie nagrają coś ciekawego. A jednak, nagrali. Minęły dwa lata i debiutancki pełniak to już zupełnie inna bajka. Dobra, nie powiem, że to jakiś genialny krążek, ale bez wątpienia zespół zrobił niesamowity postęp. „Przeddzień” to materiał, którego słucham z przyjemnością, który mi się po prostu podoba, choć nie jest pozbawiony wad.

W zasadzie jednej wady. Jest po prostu za długi. Dziesięć kompozycji daje ponad pięćdziesiąt minut muzyki a że materiał jest bogaty, zróżnicowany i wymagający od słuchacza uwagi, trudno jest po prostu w skupieniu przebyć cały ten czas. Powoduje to, iż po każdym odsłuchu najlepiej pamiętam kompozycję pierwszą, bardzo zresztą dobrą. Już jej pierwsze dźwięki powiedziały mi, że mam do czynienia z innym, lepszym Odium Humani Generis. I z całą stanowczością, mogę to stwierdzić także po ostatnim dźwięku tego albumu. Szkoda tylko, że nie został rozbity na dwa wydawnictwa, ale zapewne taki był zamysł zespołu, mamy więc jeden, ogromny „Przeddzień”. Akceptując ten fakt, kończę zarazem listę wad pierwszego pełniaka łodzian. Panowie proponują nam dość klasyczny black metal, ze sporą ilością zmian tempa, akustycznymi wstawkami i całą gamą nastrojów. To bardzo życiowy krążek, mocno stojący na ziemi, tak w tekstach jak i w dźwiękach. Jest ponuro, jest boleśnie, ale jest też agresywnie i ku zadumie. Trochę znam Łódź i dla mnie to krążek, który mógłby być dzieckiem spacerów po tym mocno zaniedbanym mieście. On jest zresztą bardzo miejski, bardzo dzisiejszy, co potwierdza oprawa graficzna i teksty. Nie znajdziecie tu lasu, choć momentami muzycznie się tam zespół zapędza. Generalnie jednak jest nieludzko, choć bardzo ludzko, chłodno, posępnie i ponuro. A do tego ciekawie, bo zastosowana tu gama środków wyrazu, aranżacji i kompozycyjna lekkość, pozwalają przebrnąć przez to ohydne, długie miasto, bez większego problemu. Nie jest więc tak, że album nudzi i dlatego powinien być krótszy. On nie nudzi, on po prostu jest za wielki na samego siebie. Nie mam jednak zamiaru wracać do tej kwestii, bo już ją zamknęliśmy. Wrócę natomiast do samej muzyki, bo warto. Mam wrażenie, że muzycy zrobili bardzo duży postęp, każdy wypełnia tu swoje zadanie na piątkę. Gitary pracują bez zarzutu, ale chyba największe wrażenie robi na mnie sekcja rytmiczna, która moim skromnym zdaniem, ciągnie cały album swą mocą. Brzmienie, które udało się wykręcić, dobrze współgra z atmosferą tekstów i oprawy, jest to więc wszystko spójne, trzyma się kupy i prezentuje dobrze. Sądzę, iż panowie mogą być z siebie dumni, bo tym krążkiem mocno zaznaczają swoją obecność w podziemiu. Zobaczymy co przyniesie przyszłość, ale jeśli utrzymają poziom, to mają szansę stać się naprawdę mocnym punktem tegoż podziemia. Dodam jeszcze, że album wydany jest naprawdę świetnie, bardzo dobra robota ze strony niewielkiej wytwórni, która jednak rozwija się i jest o niej coraz głośniej. Oby był to dobry znak dla samego zespołu. Polecam „Przeddzień” wszystkim tym, którzy szanują sobie solidne granie, ale najbardziej tym, którzy tak jak ja, nie mieli do tej pory z Odium Humani Generis, po drodze. Zaskoczą was, obiecuję. 


Odium Humani Generis - „Przeddzień”. Cult of Parthenope, październik 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza