niedziela, 24 stycznia 2021

Dwa słowa.

 

To będzie krótka recenzja. Zawsze chciałem taką napisać i wreszcie jest okazja. Bardzo lubię, gdy zespół muzycznie dorasta do swej nazwy, wręcz nią jest. Wiele było kapel, których niesamowicie bojowe, mroczne, złe i mistyczne - niepotrzebne skreślić – nazwy, przyprawiały o gęsią skórkę, a gdy cokolwiek nagrali, ogarniał pusty śmiech. Są jednak zespoły, które dobrze wiedzą, jak nie popełnić tego błędu. Jednym z nich jest niemiecki Bestial Warfare, którego epkę niedawno wypuścił Greg pod sztandarem swojej Godz Ov War Productions. 

Zaznaczyłem na wstępie, że to będzie krótka recenzja. Mam zamiar tego dotrzymać. Nazwa i okładka mówią wszystko, ale przetłumaczyć mogę wam tylko nazwę. Bestial Warfare. Bestialskie działania wojenne. To tak dosłownie, ale może też to być wojenny czy bitewny szał. To w zasadzie tyle, bo taki jest właśnie ten materiał. Z jednym zaznaczeniem – Bestial Warfare nie gra war metalu, gra bardzo bojową odmianę black/death metalu. I robi to dobrze. Kończę, bo i tak wyszło dłużej, niż chciałem. Wszystko miało zamknąć się w dwóch słowach – Bestial Warfare. 

Dobra, muszę jednak napisać coś więcej, bo wydawca wstrzyma przelew a przecież za coś żyć trzeba. Problem w tym, że nie ma tu za bardzo sensu pisanie czegoś długiego, bo to naprawdę jest po prostu potężna dźwiękowa nawałnica. Gdzieś to wszystko ociera się o odkurzacze zwane war metalem, ale jest jednak dużo bardziej klasyczne. Zresztą, gdyby był to war metal, to nie dotrwałbym do końca, naprawdę nie rozumiem jaką przyjemność można znajdować w słuchaniu wirującej pralki. Na szczęście nie wszystko muszę rozumieć. Bestial Warfare, pomimo iż sprawia pozory typowego zespołu war metalowego, gra mieszankę black i death metalu, mnie osobiście przywodzącą na myśl piekielne wyziewy z Ameryki Południowej. Ten sam smolisty diabeł, podobna intensywność, bluźnierstwo i zniszczenie na tym samym poziomie. I co ważne, ma to wszystko znamiona muzyki, tak, muzyki, czyli wiecie - słyszymy dźwięki, poszczególne instrumenty itd. Oczywiście, nie oszukujmy się - to nie jest materiał dla dźwiękowych estetów, czy też słuchaczy poszukujących wirtuozerii. Nie, Bestial Warfare nastawia się na zniszczenie, rzeź, masakrę i muzyczny wpierdol. Bo Bestial Warfare to naprawdę Bestial Warfare. Kozioł jest zadowolony. Oby wydawca też był, pozostaje czekać na przelew.  


Bestial Warfare - „Desecrating Goat Assault”. Godz Ov War Productions, grudzień 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza