niedziela, 13 czerwca 2021

Odraza dla zarazy.

 

Jak powszechnie wiadomo, nie jestem wielkim fanem Odrazy, by ująć to delikatnie. Kompletnie nie rozumiem całego tego szumu wobec kolejnych wydawnictw zespołu, ale, co sam przyznaję, nie muszę wszystkiego rozumieć. Dlatego, gdy Greg podesłał mi cyfrową wersję nowego wydawnictwa, nie podskoczyłem z radości, nie odtańczyłem triumfalnego tańca, jakiego można by się spodziewać po większości polskich fanów black metalu, na wieść o nowej Odrazie. Jednak, zaintrygowany okładką, postanowiłem choć raz przesłuchać, by wiedzieć, co znowu będę mógł krytykować. Kilka godzin później byłem po dziesiątym odsłuchu i nie miałem najmniejszej ochoty na krytykę.

niedziela, 23 maja 2021

Dokądś.

 

Trochę sam się z siebie śmieję, bo 21 listopada 2018 roku, przy okazji recenzji debiutu toruńskiego Angrrsth, pisałem tak: „Znikąd? Nie, z Torunia. Donikąd? Oby nie, bo debiut wróży dobrze i bardzo chciałbym się przekonać co panowie zaprezentują na swoim kolejnym materiale. I koniecznie muszę ich kiedyś zobaczyć na scenie...”. Dziś piszę o „Donikąd” właśnie, więc sam sobie wykrakałem, ale tylko tytuł, bo nie jest to krążek wiodący w pustkę. Od tamtego czasu zdążyłem poznać panów osobiście (pozdrowienia!), zobaczyć na żywo i po prostu polubić jako ludzi. Tym bardziej niecierpliwie czekałem na pełnowymiarowy debiut, który nie tylko spełnił moje oczekiwania, on je przerósł.


niedziela, 9 maja 2021

Z wizytą w Innlandet.

 

Kiedy jakiś czas temu przyszła paczka z nowościami z Werewolf Promotion, to odsłuchy zacząłem od tego albumu. Tak się jednak jakoś złożyło, że z tego ostatniego rzutu od Szymona, Likvann doczekał się recenzji jako ostatni. Nie mam pojęcia dlaczego, bo primo – bardzo się ucieszyłem, że wyszedł drugi pełniak (pierwszy to rok 2014), secundo – bo „Bumerke” to bardzo dobry krążek, niebanalny, nieszablonowy, choć do bólu klasyczny i kompletnie nie odkrywczy. I właśnie dlatego tak mi się podoba, bo ja lubię piosenki, które już kiedyś słyszałem, jak inżynier Mamoń. A poważnie – jego największą siłą jest prostota, doprawiona regionalnymi przyprawami budującymi klimat. O co chodzi? Poniżej znajdziecie odpowiedź.

czwartek, 6 maja 2021

W słowackiej krainie mgły.

 

Nie często piszę o słowackim black metalu, bo scena to mała, choć przyznaję, znajdziemy tam ciekawe nazwy. Do tej pory popełniłem trzy teksty dotyczące tamtejszych zespołów black metalowych (Malokarpatan to inna bajka), jednak nawet pomimo tak małej ilości, tekst dzisiejszy, czwarty, będzie o albumie zespołu, o którym już pisałem. Co prawda przy okazji splitu („Ešte jedle rastú...” - o nim tutaj), który gościł jeszcze dwa inne słowackie zespoły, ale to Krajiny Hmly są najbardziej aktywne i najbliżej mi do nich, bo wydają materiały w Werewolf Promotion. Inna sprawa, że swoją drogą najbardziej do mnie trafiają, bo to naprawdę solidny zespół.


wtorek, 4 maja 2021

Zabrze górą.

 

Dziś wracamy do roku 2020 a konkretnie do października. Wtedy też, trzydziestego dnia tego miesiąca, ukazał się split brazylijskiego Whipstriker z naszym Hate Them All. Piszę o nim dopiero teraz, gdyż niedawno dotarła do mnie z Old Temple płyta. Myślę jednak, iż to żaden problem, gdyż wiadomo doskonale czego się spodziewać po obu zespołach i żadnego przełomu gatunkowego nie przeoczyłem. I tak jest w istocie - „Strike of Hate” słucha się przyjemnie, ale gdyby nie powstał, pewnie nikomu krzywda by się nie stała.

niedziela, 2 maja 2021

Szlak przeszłości.

 

Szybki rzut okiem do Metal Archives i już wiem, że coś mnie ominęło. Pripegal to żaden debiutant, bo „Na Ostatnim Szlaku” to ich – a właściwie jego, gdyż to projekt solowy – trzeci album. Fakt, debiut pochodzi z 2004 ("Slavia Antiqua"), a drugi krążek z 2008 roku ("Ziemia gromadzi prochy"), no ale i tak mi trochę głupio. Szczególnie, że jest to twór Mścisława a więc człowieka znanego z wielu innych zespołów i gwarantującego poziom co najmniej przyzwoity. „Na Ostatnim Szlaku”, wydany po długiej przerwie, zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, trzeba więc będzie braki nadrobić.

czwartek, 29 kwietnia 2021

Rycerz, Diabeł i Święta Śmierć.

 

Jak wszyscy wiemy, Old Temple lubi wznawiać. Najczęściej są to pozycje warte tego uczynku, czasami trochę bardziej, czasami trochę mniej. Dziś o krążku, który bez wątpienia był i jest bardziej. Nie wiem jak dobrze znacie nazwę Holy Death, dla mnie osobiście, w latach dziewięćdziesiątych, był to dość istotny zespół. Szczególnie demo „Abraxas”, wydane w epickim stylu na kasecie (Baron Records), posiadające bardzo oryginalną okładkę. Nie o nim dziś jednak będzie, a o ostatnim pełniaku krakowskiego zespołu, pochodzącym z 2005 roku „The Knight, Death and the Devil”.

wtorek, 27 kwietnia 2021

Zielona Warmia.


Aūkels to solowy projekt W., lidera Stworz. Informację tę podaję jedynie z recenzenckiego obowiązku, gdyż wystarczy usłyszeć wokal, by nie mieć wątpliwości kto odpowiada za ten nowy twór z Warmii. Bez wątpienia jednak, bazowanie tylko i wyłącznie na tym odniesieniu i tym „pokrewieństwie”, byłoby błędne, bo choć i w sferze muzycznej, czuć dobrze znaną rękę autora, to Aūkels podąża inną ścieżką. To brat przyrodni, o podobnych poglądach, ale innym charakterze.

środa, 21 kwietnia 2021

Francuska elita.


Lubię francuski black metal. Szczególnie, gdy śpiewany jest po francusku. Ten język niejako wymusza melancholię i rozpacz w brzmieniu wokalu. To chyba kwestia akcentów. Chyba, bo nie mam zamiaru tworzyć na ten temat pracy naukowej, szczególnie, że na francuskim się nie znam. Nie zmienia to faktu, że bardzo mnie to ujmuje. Jest to jeden z powodów, dla których nowy album Elitism tak bardzo mi się podoba. Jeden, ale nie jedyny.

wtorek, 13 kwietnia 2021

Nostalgia.

 

Stworz to zespół nieszablonowy i bardzo oryginalny. Jeden z najbardziej charakterystycznych jeśli idzie o nasze podwórko, choć pewnie i poza nim. Pisałem już o tym kilka razy, dziś jednak jest ku temu szczególna okazja, bo panowie nagrali materiał całkowicie akustyczny. Zdarzało im się to w przeszłości, teoretycznie więc to nic nowego, jednak zawsze gdy to robią, ma to w sobie sporą dawkę magii. Tym razem nie są sami, bo towarzyszy im angielski projekt Wapentake. Współpraca ta zrodziła wydawnictwo o tytule „Duchy Ziemi / Ghosts of the Soil”.

niedziela, 11 kwietnia 2021

Krótko i treściwie, część druga.

 

Po raz pierwszy pisałem o Evulse, w lutym 2019 roku, przy okazji ich pierwszego demo (przeczytacie o nim tutaj). I gdy tak czytam tamte słowa, wiem, że odnośnie drugiego materiału, mógłbym w zasadzie napisać dokładnie to samo. Nie byłoby w tym nic złego, bo panowie po prostu trzymają poziom, nie zmieniło się u nich nic na gorsze, jeśli już, to na lepsze. A to co cieszy najbardziej, to to, że Gregowi udało się ten solidny zespół utrzymać w swojej stajni.

czwartek, 8 kwietnia 2021

Podróż do serca Geldrii.

 

Nie zawsze po drodze mi z wydawnictwami Ván Records, bo jest to wytwórnia, która lubi często wypuszczać rzeczy – idące jak dla mnie – za daleko w eksperymenty. Pomimo tego jednak, sprawdzam ich nowości, bo to przecież gracz w podziemiu uznany. Tym sposobem trafiłem na :Nodfyr:, holenderski zespół, który ma już na koncie wydawnictwo z 2017 roku, ale nie było dane mi go poznać. Panowie wypuścili właśnie pełnowymiarowy debiut, który w jakimś stopniu dobrze wpisuje się w katalog Ván Records, z drugiej strony jest na tyle klasycznym graniem, że doskonale odnajduje się w kręgu moich upodobań.

piątek, 2 kwietnia 2021

Niemiecki split roku.

 

Dziś wreszcie zamykamy podsumowanie poprzedniego roku. Ostatnią pozycją, która znalazła się na liście a nie była jeszcze przeze mnie zrecenzowana, jest split dwóch niemieckich, podziemnych zawodników wagi ciężkiej: Mavorim i Ad Mortem. „Iudicium Ultimum” ukazał się ostatniego dnia października 2020 roku, płyta jednak dotarła do mnie dopiero kilka dni temu, stąd delikatne opóźnienie. Nic się jednak nie zmieniło w mojej ocenie tego wydawnictwa – wciąż uważam, że to najlepszy split poprzedniego roku.

środa, 31 marca 2021

Mały chłopiec nad Hiroszimą.

 

Nim jeszcze zdążyłem usłyszeć „Blightmarch”, debiut warszawskiego Chainsword, naczytałem się, że to „polski Bolt Thrower”, bo wiadomo – death metal i wojna kojarzy się właśnie tak. Podszedłem ze spokojem do tych opinii, bo przecież lubimy takimi porównaniami rzucać, często na wyrost, bo po prostu dobrze brzmią, poza tym chłopaki od nas, to niech mają. Dziś, gdy już osłuchałem się z tym krążkiem, wiem, że nie było w nich wielkiej przesady i to nie tylko ze względu na tematykę tekstów, czy oprawę graficzną.

piątek, 26 marca 2021

Jak w starym horrorze.

 

Dead Dog’s Howl, projekt, który można jedynie kochać lub nienawidzić, powrócił. Polsko-amerykański duet tworzy muzykę tak plugawą, złą ale przede wszystkim prymitywną (w tym przypadku, nie jest to pod żadnym pozorem określenie pejoratywne), że nie może ona dać się po prostu lubić. To jedna z tych rzeczy, które wywołują skrajne emocje. I takie też opinie słyszę na temat pierwszego długograja zespołu, niektóre dość zabawne, inne wręcz komiczne, potwierdzające jednak skalę problemu. „Black Circle Transcendency” gości u mnie w odtwarzaczu od jakiegoś czasu i choć to nadal dzieło bardzo surowe, to trochę od czasu „Mausoleum of Confessed Thoughts” (pisałem o nim tutaj, dokładnie rok temu), się w muzyce DDH zmieniło.


środa, 24 marca 2021

Krigeist śmierci zaprzysiężony.

 

Krigeist powraca z nowym materiałem Belliciste. Nowozelandczyk, zwiedzający Europę, aktualnie (wedle mej najlepszej wiedzy) mieszka w Serbii, gdzie zdążył już zakotwiczyć w kilku projektach, nie zapomina jednak o jednym ze swych podstawowych. „Deathsworn” to teoretycznie demo, ale biorąc pod uwagę czas jego trwania (trzydzieści siedem minut!) oraz jakość, bez problemu mógłby to być pełniak. Nie zdziwię się, jeśli tak się niedługo stanie, przede wszystkim jednak, chciałbym by ktoś ten materiał wydał na CD (w tej chwili jedynie w wersji cyfrowej), bo bez żadnych wątpliwości na to zasługuje.

czwartek, 18 marca 2021

Długi, czarny korytarz.

 

Morbid Winds, niekwestionowany lider okładek w polskim podziemiu, wypuścił wreszcie pełnowymiarowy materiał. Czekałem na ten krążek niecierpliwie, bo pochodzące z 2020 roku demo „The Ruin of Forgotten Desolation”, bardzo przypadło mi do gustu (o nim tutaj). Nowy materiał potwierdza, że Morbid Winds to jeden z oryginalniejszych zespołów na naszej scenie i nie mam tu na myśli tylko okładki, choć ta tradycyjnie już, przyciąga uwagę. Diabolizer nie został wymieniony jako jej autor, ale jego styl jest niepowtarzalny i rozpoznawalny, wątpliwości więc nie mam. Jest jednak jeszcze coś, mianowicie budowa samego albumu, którego tytuł może ją w jakimś stopniu odzwierciedlać.

wtorek, 16 marca 2021

Dzieło diabła w czterech częściach.

 

Pomorski Trup powrócił i jak na trupa przystało, od swego ostatniego pojawienia się, stał się jeszcze bardziej ohydny. Może pamiętacie jeszcze, że panowie w 2019 roku wypuścili pełniaka (o nim tutaj), który był kawałkiem solidnego bluźnierstwa, pełnym pierwotnej dzikości dawnej szkoły metalu. Bez kompromisów. Pod tym względem nasz nieboszczyk się nie zmienił, ma tylko w sobie jeszcze więcej szaleństwa, dzikiej mocy i bezkompromisowej, muzycznej demolki. Generalnie jednak idzie swoją drogą, nie oglądając się na mody, trendy, nawet na lata upływające w kalendarzu. Dla tych ludzi ekstrema ma oblicze dekad dawno minionych. I bardzo dobrze.


niedziela, 14 marca 2021

Norweskie tradycje.

 

Choć umieściłem ten album w podsumowaniu 2020 roku, piszę o nim dopiero teraz, bo czekałem na fizyczny nośnik. Wcześniej słuchałem go jedynie w wersji cyfrowej, co jednak wystarczyło, by znalazł się wśród najlepszej dziesiątki minionego roku. Nie potrzebował na to wiele czasu, bo premierę miał pod koniec listopada. Czekałem z recenzją do momentu posiadania go na srebrnym krążku, bo czasami bywa tak, że warunki odsłuchu zmieniają odbiór. W przypadku pełnowymiarowego debiutu Varde, tak jednak się nie stało.

czwartek, 11 marca 2021

Diabeł pośród lasów i jezior.

 

Pisząc te słowa, słucham Fatherland, zespołu, o którym Tero Ikäheimonen, w swej książce - „The Devil’s Cradle: The Story of Finnish Black Metal” - nie wspomniał. Nic dziwnego, gdyby chciał wymienić wszystkich wykonawców, z krainy lasów i jezior, jego dzieło nie miałoby pięciuset a kilka tysięcy stron. Tero musiał o tym wiedzieć, skoro ja o tym wiem a bez wątpienia jego znajomość tamtejszej sceny jest dużo bogatsza. Skupił się więc na tych najważniejszych, na tych, którzy bądź wszystko rozpoczęli, bądź wnieśli coś nowego, w każdym razie wyróżnili się w znaczący sposób. Ta książka to nie tylko ich historia, to także - a może przede wszystkim - złożony im hołd.

wtorek, 9 marca 2021

Wodnik w piekle.

 

Mieliśmy już w historii muzyki Erę Wodnika, niedawno, za sprawą Godz Ov War Productions, otrzymaliśmy Erę Anty-Wodnika. Za obie odpowiadają Amerykanie, o ile jednak ta pierwsza kojarzy się z hippisami, druga została stworzona przez zespół, który z pacyfizmem nie ma raczej wiele wspólnego, o czym świadczy choćby jego nazwa. Phalanx Inferno nie przywodzi na myśl kwiatów we włosach, kolorowych ubrań i starych Volkswagenów, pełnych zjaranej młodzieży. Nie, Phalanx Inferno (swoją drogą, ciekawe, czy nazwa pochodzi od falangi, czy od systemu artyleryjskiego, instalowanego na okrętach) to death metal, dlatego też Wodnik w tytule nie do końca jest Wodnikiem.

niedziela, 7 marca 2021

Duch Bannockburn ciągle żywy.

 

Jeśli choć trochę znacie historię Szkocji, wiecie kim był Robert The Bruce, nie jest wam obca szkocka walka o niepodległość, lub choć widzieliście „Braveheart” i ujęła was niezłomna postawa tamtejszych górali, którym przewodził William Wallace, to debiut Càirdeas Fala jest dla was. Wszystko tu jest szkockie, poza samymi wykonawcami, bo zespół pochodzi z Australii (nie można oczywiście wykluczyć szkockich korzeni jego członków). Szczerze mówiąc, by polubić „Sons of the North”, nie musicie być tak naprawdę wielbicielami szkockiej historii i orędownikami ich sprawy – wystarczy, że lubicie dobry black metal.

czwartek, 4 marca 2021

Rzeź wznowiona.

 

Dziś nie będzie za dużo o muzyce, bo od wielu lat, nie słucham już dźwięków z kręgu death/grind, jednak nie jestem ignorantem i wiem, jak ważnym materiałem w latach dziewięćdziesiątych był pierwszy album Damnable. Wydany w 1996 roku „Inperdition”, był, w swoim gatunku, albumem bardzo dobrym i sam go wtedy docenić potrafiłem, choć już głęboko siedziałem w black metalu. Niedawno ukazało się wznowienie, co uważam za bardzo dobry krok, bo takie krążki nie mogą zniknąć w pomroce dziejów.

wtorek, 2 marca 2021

Gdy Szwecja spotyka Amerykę.

 

Jestem w szoku. Byłem pewien, że po wpisaniu w Metal Archives, nazwy Abominated, dostanę co najmniej kilka wyników, ale nie – jest tylko jeden! I to ten, o którym dziś piszę. Serio, że żaden death metalowy zespół nie wykorzystał tej nazwy wcześniej, zakrawa na – tfu – cud. Przecieram oczy ze zdumienia. Jest jednak jak jest, mamy więc Abominated z Warszawy, kwartet, który właśnie zadebiutował demówką „Decomposed” i którego muzycy też pewnie byli tą sytuacją zaskoczeni.

niedziela, 28 lutego 2021

Gniew wilka.

 

Ostrzyłem sobie kły na ten materiał, jak głodny wilk. Wypuszczony przedpremierowo utwór, nie pozwalał zachować się inaczej. Jestem wielbicielem charakterystycznego, polskiego black metalu lat dziewięćdziesiątych a taką właśnie muzykę zwiastował singiel (nie posłużę się tytułem, bo już nie pamiętam, który to był numer, ale to bez większego znaczenia). Po usłyszeniu całości, wiem już, że Szary Wilk to coś więcej, ale to tylko i wyłącznie działa na plus, bo dzięki temu pełnowymiarowy debiut zespołu z Ostrołęki, wypada naprawdę doskonale.


piątek, 26 lutego 2021

Bogu i ludziom.

 

Po pierwszym odsłuchu, pełnowymiarowy debiut Pagan Forest miał powędrować na półkę i nie opuścić jej prędko. Coś mnie jednak tknęło i tak się nie stało. Przede wszystkim trudno rzetelnie ocenić materiał po jednym spotkaniu, po drugie – dostrzegłem w tym krążku sporo dobrego, stricte metalowego grania. Tym co mnie w pierwszej chwili najbardziej zniechęciło, była pozorna przaśność „Bogu”, niepotrzebne moim zdaniem elementy folkowe, które zalatywały za bardzo „cepelią”. Dziś jestem już po kilkunastu odsłuchach i szczerze mówiąc diametralnie zmieniłem zdanie co do muzyki Pagan Forest – a w każdym razie tego wydawnictwa, bo zespół istnieje od 1995 roku i ma na koncie kilka demówek.

wtorek, 16 lutego 2021

Świątynia agresji.

 

Człowiek zawsze coś przegapi. Za dużo tych wszystkich albumów wychodzi. Albo po prostu jestem już za stary, by wszystko zauważyć i sprawdzić. Nie wiem, w każdym razie są potem problemy, bo trzeba korygować podsumowanie roku. Trzeba, bo debiutancki krążek Temple of Decay to po prostu petarda! Nie wiem jakim sposobem mi umknął, ale umknął. Dostałem go dopiero niedawno do recenzji i z miejsca się zakochałem. Ukazał się we wrześniu 2020 roku i bez wątpienia zasługuje na miejsce w dziesiątce najlepszych, krajowych wydawnictw.


czwartek, 11 lutego 2021

Dzwony, zaklęcia i stary, dobry diabeł.

 

Kiedy wchodzisz do restauracji, by zjeść schabowego, oczekujesz schabowego, dostajesz go i – co najczęściej się zdarza, bo trudno go zepsuć – jesteś zadowolony. Gdy przychodzi nowy materiał Hell’s Coronation, oczekujesz smolistego, powolnego, diabelnie bluźnierczego black metalu – i zawsze takowy dostajesz. A najważniejsze, że zawsze jesteś zadowolony, bo ci panowie opanowali swoją sztukę do perfekcji.


środa, 10 lutego 2021

Litera K.

 

Długo szła do mnie ta płyta. Podjętych zostało kilka prób doręczenia, aż wreszcie po bodajże dwóch tygodniach perypetii z kurierami, udało się. Okazuje się, że skrzynki na listy to nadal bardzo przydatna rzecz. Kiedy już dotarła, musiałem się z nią oswoić, bo to materiał dziwny i na pierwszy rzut ucha, wręcz oczywisty. Skojarzenia nasuwają się momentalnie. Ale tylko na pierwszy, dlatego dałem jej czas. I czas ten zmienił moje postrzeganie debiutu Königreichssaal, choć nie zmienił faktu, iż zespół powinien mocno popracować nad swoim własnym, oryginalnym stylem.

czwartek, 4 lutego 2021

Sto procent naturalności.

 

Dziś znowu „kasetujemy” z Analög Ragnarök. Tym razem przyjrzymy się bliżej debiutowi amerykańskiego Bicephalic. „Nihilistic Dreams of an Empty Forest” to trwająca prawie dwadzieścia minut epka, która oferuje nam spotkanie w piwnicy, brudnej i obskurnej, z widokiem na las. Materiał ukazał się w marcu 2020 roku w wersji cyfrowej oraz na srebrnym krążku. Kaseta pojawiła się w kilka miesięcy później, w listopadzie. Nie jest powszechną praktyką, by tak krótkie debiuty wychodziły w aż trzech formatach, ale w tym przypadku nie dziwię się. Pomimo całej swej obskurności, wręcz punkowego momentami prymitywizmu, ma ta muzyka swój urok.

wtorek, 2 lutego 2021

Certyfikat bękarta.

 

Taran powrócił! Co prawda „Devilish Storm” nie przynosi premierowego materiału, bo jest to kompilacja najstarszych dokonań zespołu, ale to tylko drobny szczegół, który nie powinien nam psuć przyjemności, jaką daje obcowanie z tym wydawnictwem. Na jednym krążku znalazło się, pochodzące z 2004 roku, pierwsze demo, czyli „Storming the House of God”, oraz utwory z wydanego w 2005 roku splitu z Moontower. Wisienką na torcie jest zamykający wydawnictwo, nigdy wcześniej niepublikowany w tej wersji, utwór „Popioły”. Razem daje to prawie pięćdziesiąt minut muzyki, dzięki czemu słucha się tego jak wyśmienitego pełniaka.

niedziela, 31 stycznia 2021

Zaklęcie ze wschodu.

 

Białoruski Zaklon to dla mnie zespół nowy, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszałem. Po raz kolejny więc, Werewolf Promotion, pełni rolę mojego nauczyciela, za co jestem wdzięczny. Jest to wytwórnia, która niestrudzenie penetruje wschodnie sceny, dając nam często prawdziwe perełki. Sam Zaklon może takową nie jest, ale bez wątpienia prezentuje wysoki poziom, dlatego warto mu się przyjrzeć bliżej. Nie wiem, czy ta konstatacja dotyczy całej twórczości zespołu, bo jej nie znam, ale na pewno można ją odnieść do ostatniego krążka, zatytułowanego „Zychod”.

środa, 27 stycznia 2021

Duch lasu.

 

Jakiś czas temu mocno zainteresowałem się niemieckim podziemiem. Wcześniej traktowałem je po macoszemu, co zapewne było błędem, cieszę się jednak bardzo, że zmieniłem ten stan rzeczy, bo co chwilę odkrywam tam jakąś perełkę. Końcówka ubiegłego roku nie była pod tym względem inna, bo trafiłem na Asenheim. Nie jest to zespół debiutujący, bo istnieją od 2007 roku, co tylko dowodzi, iż powinienem był dużo wcześniej zainteresować się zachodnimi sąsiadami. Panowie w lipcu 2020 roku (wersja cyfrowa, fizyczne kopie przyszły później), wydali swój piąty pełny album, ja usłyszałem go w końcówce listopada i tak mnie urzekł, że trafił do najlepszej dziesiątki zeszłego roku (tu znajdziecie całe podsumowanie). 

wtorek, 26 stycznia 2021

Finowie i analogowy koniec świata.

 

Nie wiem jak głęboko siedzicie w kasetach, ale dzisiejszy tekst skierowany będzie do tych, którzy choć wiedzą, jak takowe ustrojstwo wygląda. Ja kiedyś siedziałem po sam czubek głowy, ale to były wczesne lata dziewięćdziesiąte, czyli głębokie średniowiecze. Od tamtej pory wiele się zmieniło, są jednak tacy, którzy nadal bardzo szanują ten nośnik. Jednym z nich jest bez wątpienia człowiek stojący za wytwórnią Analög Ragnarök. To nasz krajan, ale działający na emigracji. Wydaje tylko na kasetach i jakiś czas temu zagaił w sprawie recenzji. I właśnie dlatego dziś przyjrzymy się materiałowi z 2018 roku, wydanemu także na CD, przez wrocławską Wolfspell Records.

niedziela, 24 stycznia 2021

Dwa słowa.

 

To będzie krótka recenzja. Zawsze chciałem taką napisać i wreszcie jest okazja. Bardzo lubię, gdy zespół muzycznie dorasta do swej nazwy, wręcz nią jest. Wiele było kapel, których niesamowicie bojowe, mroczne, złe i mistyczne - niepotrzebne skreślić – nazwy, przyprawiały o gęsią skórkę, a gdy cokolwiek nagrali, ogarniał pusty śmiech. Są jednak zespoły, które dobrze wiedzą, jak nie popełnić tego błędu. Jednym z nich jest niemiecki Bestial Warfare, którego epkę niedawno wypuścił Greg pod sztandarem swojej Godz Ov War Productions. 

czwartek, 21 stycznia 2021

Throneum 2016 – 2018.

 

Old Temple lubi wznawiać. I bardzo dobrze, bo często są to pozycje klasyczne czy wręcz kultowe, którym warto przywrócić dawny blask. Dziś słów kilka o dwóch wznowieniach. Pozycje te nie są co prawda klasykami, dobrze jednak, że gliwicka wytwórnia pokusiła się o ich ponowne wydanie, bo bez wątpienia nie powinny te krążki przepaść w odmętach czasu. Przenosimy się więc do lat 2016 – 2018 i przyglądamy bliżej temu, co wtedy rodziło się pod nazwą Throneum. 



wtorek, 19 stycznia 2021

Mężczyzna i kobieta.

 

W listopadzie 2020 roku, Werewolf Promotion zafundował nam split dwóch jednoosobowych projektów, zatytułowany „Void of Primitive Howls”. Projekty te to Zawrat i Fleam. O ile ten pierwszy znam, drugi jest dla mnie nowością a z pewnych względów, okazuje się być bardzo ciekawy. Tytuł samego wydawnictwa wiele mówi. Jest to pozycja przede wszystkim dla zatwardziałych miłośników podziemia, bo progresywnych czarów tu nie znajdziecie.

niedziela, 17 stycznia 2021

Ponure miasto.

 

Debiutanckie demo Odium Humani Generis („Zmora”), wydane w 2018 roku, kompletnie mnie nie ruszyło. Powiem więcej, po prostu nie podobało mi się, nie znalazłem tam nic, co mogłoby mnie choć napawać nadzieją, że w przyszłości panowie nagrają coś ciekawego. A jednak, nagrali. Minęły dwa lata i debiutancki pełniak to już zupełnie inna bajka. Dobra, nie powiem, że to jakiś genialny krążek, ale bez wątpienia zespół zrobił niesamowity postęp. „Przeddzień” to materiał, którego słucham z przyjemnością, który mi się po prostu podoba, choć nie jest pozbawiony wad.

wtorek, 12 stycznia 2021

Trzy razy tak.

 

Finlandia nie daje o sobie zapomnieć. Ten kraj to prawdziwy fenomen, bo nie dość, że co wioska to co najmniej dwa zespoły black metalowe, to jeszcze większość z nich prezentuje naprawdę bardzo wysoki poziom. Czekam akurat na książkę poświęconą historii fińskiego black metalu, może ona wyjaśni mi to nadzwyczajne zjawisko. Czekając, można słuchać a ja właśnie słucham nowej epki Sielunvihollinen. „Veren äänet” ukazała się co prawda w maju poprzedniego roku, mam więc lekkie opóźnienie, ale co tam – takie detale nie mają znaczenia, gdy obcujemy z dobrą muzyką.

niedziela, 10 stycznia 2021

Wojna trwa.

 

Totenwache to bardzo ciekawy zespół. Biorąc pod uwagę jakość ich muzyki, fakt, iż wciąż wydają sami siebie, zaskakuje mocno. Właśnie wypuścili epkę „Kriegswesen”, oczywiście własnymi siłami, co po tak dobrym albumie, jakim był „Der Schwarze Hort” (o nim tutaj), może szokować. Niejedna wytwórnia chciałaby ich pewnie mieć w swoim portfolio. Najwyraźniej Niemcy tak po prostu chcą i szczerze mówiąc – należy im się za to wielki szacunek. Ideały podziemia stały się ciałem. A najnowszy materiał? Cóż, to po prostu kontynuacja poprzedniego wydawnictwa, czyli jest bardzo dobrze. 


sobota, 9 stycznia 2021

Fińscy królowie, norweskie wilki i magiczny Toruń, czyli podsumowanie 2020 roku.

 

Pod wieloma względami nie był to rok lekki, łatwy i przyjemny, na szczęście mamy muzykę. A ta odporna jest na wszelkiego rodzaju kataklizmy, czego artyści dowiedli, nawet w tak pokręconym roku, jaki dopiero co pożegnaliśmy. Poniżej znajdziecie zestawienie moich ulubionych materiałów (mieszają się na tych listach demówki, albumy i epki), z tradycyjnym rozgraniczeniem na Polskę i Świat. Listę najlepszych dziesięciu wydawnictw zdominowały krążki zagraniczne, nie znaczy to jednak, że i u nas nie ukazało się sporo dobrej muzyki (Mag to zaskoczenie wręcz ogromne). Każda pozycja to link do recenzji, poza trzema, o których jeszcze nie zdążyłem napisać.

środa, 6 stycznia 2021

Zimowe lasy Finlandii.

 

Bardzo śmieszą mnie wszelkie podsumowania roku, czynione w listopadzie, czy nawet grudniu. To trochę tak, jakby w meczu nie liczyć już bramek strzelonych po osiemdziesiątej minucie. A przecież listopad i grudzień potrafią przynieść bardzo dobre albumy. Tak było choćby w dopiero co pożegnanym 2020 roku. Finowie z Ymir i Valravn, Niemcy z Totenwache czy Norwegowie z Varde, dostarczyli naprawdę świetne krążki, przy których należy zatrzymać się na dłużej. Co najmniej dwa z nich znajdą się w moim podsumowaniu roku. Dziś zajmiemy się powrotem Ymir, bo to zespół, który milczał czternaście lat, by wreszcie wypuścić album zatytułowany po prostu „Ymir”. 


poniedziałek, 4 stycznia 2021

Siła melodii.

 

Ukraina ponownie w natarciu, ponownie za sprawą Werewolf Promotion. Jakiś czas temu pisałem o Colotyphus (tu), dziś zajmiemy się Totenrune, nową nazwą na mapie ukraińskiego podziemia. Ptaszki ćwierkają, że zespół tworzą weterani tamtejszej sceny, niestety nie udało mi się znaleźć konkretów w tym temacie. Mogę jednak przyjąć, iż tak jest, bo to co słyszę na „Towards the Universe”, brzmi naprawdę dobrze. Tak czy siak, jest to ich debiut i rozpatrując go w tych kategoriach, należy uznać, że bardzo udany to start. 

niedziela, 3 stycznia 2021

Prima sort.

 

Muzyczna Estonia to dla mnie głównie Loits. Uwielbiam ten zespół i to dzięki niemu zacząłem trochę głębiej eksplorować tamtejszą scenę. Trafiłem wtedy na Sorts, który polecił mi też sam wokalista Loits, Ahto. Wiedział co robi, bo enigmatyczny estoński duet z bardzo ciekawym wizerunkiem (te stroje i maski!), to naprawdę dobra rzecz. Nie wydali co prawda zbyt wiele a to co wydali, nie jest łatwo dostępne, trafiają się jednak w życiu prezenty nawet tym mniej grzecznym chłopcom. Takim bez wątpienia było wydanie przez Werewolf Promotion albumu „Schwarze Estnische Schweinerei”. 

piątek, 1 stycznia 2021

Grecja w Brazylii.

 

Nie jestem fanem koncertówek. Krótko mówiąc – uważam, że na koncerty się chodzi a nie słucha ich w domu. Oczywiście, bywają naprawdę dobre, których lubię czasami posłuchać, szczególnie gdy potrafią odtworzyć emocje, których sam na koncertach doznałem. Tak jednak dzieje się w przypadku albumów koncertowych zespołów, na których gigach byłem. Greckiego Varathron nigdy na żywo nie widziałem, pomimo tego postanowiłem nabyć „Glorification Under The Latin Moon”. Bo Varathron uwielbiam. Nie żałuję.