piątek, 15 października 2021

Grzybobranie w Finlandii nigdy się nie kończy.

 

Moja miłość i uwielbienie dla fińskiej sceny black metalowej nie jest wielką tajemnicą. Jakiś czas temu zapowiadałem, że tej jesieni będzie dużo Finlandii, i jest. Dziś kolejna, bo tam zespoły wyrastają jak grzyby po deszczu, a ja co pewien czas któryś z nich odkrywam. I oczywiście czuję się zobowiązany przedstawić go szerszemu gronu fanów black metalu. Tym razem to Chamber of Unlight. Może słyszeliście, może nie. Szanse nie są duże, bo i dorobek zespołu skromny. W 2017 roku zadebiutowali demem „Chamber of Unlight”. W sierpniu tego roku wypuścili pełnowymiarowy krążek „Realm of the Night”. Pierwszego wydawnictwa nie słyszałem, drugie już tak. I na tyle mi się spodobało, że postanowiłem o nim napisać.

środa, 13 października 2021

Pierwsza krew.

 

Nawia to debiutant w naszym podziemiu. Gdy pierwszy raz zobaczyłem nazwę i logo, pomyślałem sobie: oho, będzie podpinanie gitary do dziupli i flety plus cepelia! Do tego polskie teksty. Przepis na katastrofę gwarantowany, znowu nasłucham się o rusałkach, południcach i życiodajnym lesie, w którym można nawet gniazdko znaleźć na potrzeby teledysku. Na szczęście wszystkie te obawy okazały się całkowicie niepotrzebne, bo Nawia, choć bez wątpienia związana z rodzimowierstwem, gra czysty black metal. I jest to muzyka dobrze rokująca na przyszłość.

poniedziałek, 11 października 2021

Lovecraft w Finlandii.

 

Dziś w wędrówkach fińskimi lasami będzie nam towarzyszył pisarz, o którym pewnie kilkoro z was słyszało. W zasadzie nie jestem pewien, czy będzie to wycieczka do lasu, czy raczej do krainy snu, bo pisarzem tym jest H.P. Lovecraft, którego powieść „W poszukiwaniu nieznanego Kadath” (występuje też pod tytułem „Ku nieznanemu Kadath śniąca się wędrówka”) stała się inspiracją dla Mooncitadel i to na niej opiera się najnowsze wydawnictwo fińskiego duetu, zatytułowane „Onyx Castles and Silver Keys”.

niedziela, 10 października 2021

[ARCHIWUM90] #4: Ancient Rites - "The Diabolic Serenades".

 

Historią interesuję się już od młodzieńczych lat, gdy więc pierwszy raz przeczytałem w którymś z magazynów (mógł to też być zwykły zine) wywiad z nieznanym mi wtedy zespołem Ancient Rites, moje serce zabiło szybciej. Zdjęcia muzyków na tle historycznych budowli, podkreślanie swojego przywiązania do Flandrii i zainteresowanie przeszłością. Ich lider, Gunther, doskonale potrafił opowiadać o ciemnej stronie ducha w aspekcie historycznym. Byłem kupiony. Szybko też kupiłem kasetę z ich pierwszym albumem „The Diabolic Serenades”, którą wydał Morbid Noizz. I przepadłem. Nie będę nikogo oszukiwał: ta miłość trwa do dziś.

piątek, 8 października 2021

Gorąca krew.

 

Jestem bardzo zbudowany kondycją niemieckiego podziemia w ostatnich latach. Praktycznie nie ma miesiąca, bym nie trafił na coś ciekawego, godnego uwagi, czy choćby solidnego na tyle, by zatrzymać się przy tym na dłuższą chwilę. Ostatnim takim odkryciem jest Werwolf. W tej chwili to – jak mniemam – projekt jednoosobowy, ale jeszcze kilka lat temu był to duet. Werwolf istnieje od 2005 roku i jak na taki okres działalności jego dyskografia prezentuje się raczej ubogo. Trzy epki i demo. Spośród tych czterech materiałów znam tylko jeden, ale już sobie obiecałem, że postaram się poznać resztę. „Blutgericht”, epka wydana w czerwcu tego roku, będzie dziś naszym obiektem zainteresowania.

środa, 6 października 2021

Zagłada ludzkości.

 

Phlegein nie jest zapewne pierwszą nazwą, jaka przychodzi nam do głowy, gdy ktoś pyta o fiński black metal. Częściowo wynika to z faktu, iż duet ten pojawia się w zespołach bardziej znanych, częściowo z faktu, iż panowie nie pchają się na pierwszy plan i spokojnie wydają kolejne krążki w zasłużonej, aczkolwiek także nie pchającej się świecznik Northern Heritage. Trzecim powodem jest zapewne dość skromna, jak na ponad dziesięć lat istnienia, dyskografia. Trzy pełnowymiarowe albumy i trzy epki to, przy niektórych fińskich stachanowcach, praktycznie nic. Jakościowo jednak ten zespół ani trochę nie odstaje od bardziej znanych projektów, co udowadnia najnowsza epka, zatytułowana „Labyrinth of Wonder”.

poniedziałek, 4 października 2021

Koniec drogi?

 

Słowacka scena to dla mnie wciąż mocno niezbadany rejon. Niby to nasz sąsiad, mam blisko, ale o tamtejszym black metalu wciąż nie wiem wiele, poza oczywiście kilkoma najbardziej znanymi nazwami, czy też tymi mniej znanymi, odkrytymi w ostatnich latach, głównie dzięki Werewolf Promotion. Dziś kolejny taki przypadek. Concubia Nocte z Bratysławy. Nigdy wcześniej tej nazwy nie słyszałem, a zespół istnieje już przecież piętnaście lat. Istnieje to za dużo powiedziane, bo właśnie przestał istnieć, ale wrocławska wytwórnia uraczyła nas pośmiertnym prezentem, czyli kompilacją zawierającą prawie wszystko, co do tej pory stworzył słowacki projekt.

niedziela, 3 października 2021

[ARCHIWUM90] #3: Storm - "Nordavind".

 

Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi…”. Tak śpiewał kiedyś Jerzy Stuhr i trudno odmówić mu racji. Kto z nas nie lubi sobie ponucić czy pośpiewać, choćby pod tym banalnym prysznicem. W połowie lat dziewięćdziesiątych okazało się, że kilku Norwegów, znanych do tej pory ze zdzierania gardła, też lubi zaśpiewać czystym głosem. Mało tego, okazało się, że im to wychodzi! W 1995 roku ukazały się dwa krążki, które mocno przewartościowały moje postrzeganie norweskich idoli. Na plus oczywiście. „Bergtatt” i „Nordavind”. Dziś o tym drugim, choć obiecuję, że do pełnowymiarowego debiutu Ulver kiedyś wrócimy.

piątek, 1 października 2021

Fiński nóż.

 

Finlandia powraca jak bumerang. I to się zapewne prędko nie zmieni. Lubię sobie w wolnym czasie pogrzebać w czeluściach tamtejszej sceny, bo wiem, że zawsze znajdę coś ciekawego. Nie ma innej możliwości. Ostatnio też trochę wolnego czasu poświęciłem na wykopki, i udało mi się odkryć bardzo ciekawy projekt, za którym stoi Graf Werwolf. Jako że Satanic Warmaster milczy, trzeba sprawdzać inne twory (a jest ich sporo) tego utalentowanego pana. Ten konkretny nazywa się Knife i ma na koncie demo oraz tegoroczny, pełnowymiarowy debiut zatytułowany „The Eye of Infernal Wisdom”, i to o nim skreślę dziś kilka słów.

środa, 29 września 2021

Poza czasem i przestrzenią.

 

Beyond Time, nowa nazwa w naszym podziemiu, wystartowała z przytupem. Co prawda w pierwszej chwili, widząc okładkę i czytając na Metal Archives, że to atmosferyczny black metal, lekko się przeraziłem – w końcu wszyscy wiecie jakie mam podejście do tego określenia. Zupełnie jednak niepotrzebnie. Z kilku powodów. Po pierwsze, to faktycznie jest atmosferyczny black metal, ale przede wszystkim black metal, a nie smętne zawodzenie niezrozumianego nastolatka. Po drugie, to po prostu wyśmienity album. Dlaczego? O tym poniżej.

poniedziałek, 27 września 2021

Prosto i do przodu.

 

Holenderski Standvast chyba już na dobre zakotwiczył w Werewolf Promotion, gdyż w czerwcu ukazał się materiał będący następcą krążka „Oersymboliek” (pisałem o nim tutaj), wydanego w 2020 roku, także pod sztandarem wrocławskiej wytwórni. „Allenig” to epka, zawiera siedem kompozycji i nie jest bardzo wymagająca. Zespół postawił tym razem na prostotę wyrazu, oszczędne środki i aranżacje. Tym niemniej jest to materiał, który bez wątpienia znajdzie swoich fanów, bo muzyka ma w sobie spory ładunek energii.

niedziela, 26 września 2021

[ARCHIWUM90] #2: Hödur - "The Majesty" / "Salve Satanas".

 

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami… Jakoś tak to szło, choć pewien nie jestem, poza tym, akcja dzisiejszego tekstu dzieje się (a raczej działa) w Gdyni, od której lasy mnie dzielą, ale góry już nie bardzo. Zaczniemy więc jeszcze raz: dawno temu w Gdyni było mocne podziemie black metalowe. Były to lata dziewięćdziesiąte, wszystko było inne, na sklepowych półkach przestał dominować ocet, papier toaletowy był już dostępny bez kolejek i zapisów, a w skali ogólnokrajowej rodziła się i rozrastała scena black metalowa. Wtedy było to oczywiście głębokie podziemie i to nie do końca takie jak dziś, bo ówczesne realia nie były sprzyjające. Pomimo tego młodzieńcy z poczuciem misji tworzyli. Trzech z nich powołało do życia zespół Hödur i to o nim traktował będzie dzisiejszy tekst.

piątek, 24 września 2021

Norwegia 1994, Finlandia 2021.

 

Znacie to uczucie, gdy odpalając album momentalnie przenosicie się do innej epoki muzycznej? Epoki doskonale wam znanej, w końcu ona was ukształtowała, nadała kierunek na przyszłość, ciągle w was siedzi i poniekąd do dziś wyznacza standardy tego, co dobre, czy wręcz najlepsze. Ja czasami tak miewam, raz mocniej, raz słabiej, ale zawsze budzi to we mnie entuzjazm i powoduje gęsią skórkę. Niedawno znowu doświadczyłem tego uczucia. Było bardzo silne, bo debiutancki krążek Kirottu to bezpośrednia podróż do pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Panowie są z Finlandii, ale grają jak pierwsza liga Norwegii.


środa, 22 września 2021

True Piano Satanic Non-Metal*.

 

Milion lat się do tego zabierałem, ale wreszcie się zabrałem. Zawsze było coś ważniejszego, a nie powinno. Na początku lutego, dostałem od dobrego kolegi płytę, którą nagrał w zaciszu domowym. Płyta nieoczywista, oryginalna i bardzo ładnie wydana. Samego artystę znać możecie z bardzo dobrej strony na fejsbuku, której nazwa to „Solidnymi płytami piekło jest wybrukowane”. Jak ktoś nie czytuje, nie zna, to polecam. Dziś jednak o muzyce, bo projekt Pan Kubuś to coś, czego nie spotkacie codziennie, a album „Black Metal na Pianinie” jest bez wątpienia wyjątkowy.

poniedziałek, 20 września 2021

Black Metal z Bukowiny.

 

Ukraiński Granskog świętuje swoje piętnastolecie potężnym wydawnictwem zatytułowanym „Carpathian Outlaws – 15 Years of Bukowinian Pagan Madness”. Długość tytułu doskonale oddaje zawartość płyty, bo po pierwsze: materiał zawiera osiemnaście kompozycji i trwa prawie godzinę, po drugie: jest to wydawnictwo przekrojowe, bowiem znajdziemy tu trzy dema zespołu (a właściwie jednoosobowego projektu), pochodzące z różnych okresów działalności. Powoduje to lekki bałagan i chaos, ale udało mi się to wszystko jakoś uporządkować.

niedziela, 19 września 2021

[ARCHIWUM90] #1: Sacrilegium / North - "Jesienne Szepty".

 

Wydane w 1996 roku „Jesienne Szepty” to split wyjątkowy. Rzadko bowiem zdarza się, by dla obu zespołów wydawnictwo tego typu było jednym z najlepszych w dyskografii. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że tak Sacrilegium, jak i North zamieściły tu po jednym utworze. Są to jednak utwory wyjątkowe, nagrane specjalnie na to wydawnictwo, które przypadło na najlepszy okres w historii obu zespołów.

piątek, 17 września 2021

Ku przeszłości!

 

Jak już wielokrotnie ustaliliśmy, Werewolf Promotion lubi wydawać splity. Ostatni, o którym pisałem, był prawdziwym gigantem (tu). Dziś pochylę się nad nieco mniejszą kooperacją, bo dzisiejszy split to tylko dwa zespoły, czyli klasyka gatunku. Oba polskie, oba bardzo głęboko zakopane w podziemiu, oba stricte black metalowe. Oba z doświadczeniem wydawniczym i pełnymi albumami w swej historii. Hatefrost i Wolfenburg. To, co powstało z połączenia ich sił, zatytułowane zostało „Tęsknota Przeszłych Czasów”.

środa, 15 września 2021

Wiele luster, wiele dźwięków.

 

Twórczość angielskiego Wode śledzę od pierwszego albumu, choć on wyróżniał się głównie okładką. Przy okazji recenzji drugiego, pisałem już jednak tak: „Pierwszy album Anglików nie wywarł na mnie wielkiego wrażenia. Drugi wysadził mnie w powietrze. Co będzie na trzecim? Nie wiem, ale dam im szansę i na razie tej atomówki na Manchester zrzucał nie będę”. Tak, mam problem z Manchesterem, ale nie będę się powtarzał, tu możecie o tym przeczytać. Nie mam natomiast problemu z trzecim krążkiem Wode, bo po doskonałym drugim nie spodziewałem się, że panowie obniżą loty. Nie obniżyli, wznieśli się jeszcze wyżej, choć czystego black metalu tu mniej.

poniedziałek, 13 września 2021

Dwadzieścia lat szaleństwa.

 

Fiński Korgonthurus celebruje dwudziestolecie swej artystycznej działalności wydawnictwem zatytułowanym po prostu „XX”. W 2001 roku światło księżyca ujrzało ich pierwsze demo „Root of Evil”. Od tamtej pory wydali sporo dobrej muzyki, ze szczególnym naciskiem na ostatni pełnowymiarowy krążek o wdzięcznym tytule „Kuolleestasyntynyt” (o nim tutaj). Jubileuszową epkę bez trudu określić można mianem kontynuacji tamtego, bardzo udanego albumu. I choć trwa tylko niecałe siedemnaście minut (16:46), to energii w niej więcej niż w niejednym czterdziestominutowym albumie.

niedziela, 12 września 2021

[ARCHIWUM90] #0: Intro

 

Pewnie nie musiałbym tłumaczyć o co chodzi z nowym cyklem, który zagości na blogu, ale lubię jasne sytuacje. Poza tym, należy się kilka słów wyjaśnienia, bo sam już chyba zapomniałem po co ta cała pisanina powstała. Na szczęście (albo i nie), przypomniałem sobie i postanowiłem choć w jakimś stopniu nawiązać i powrócić do pierwotnej idei, która stała za powstaniem Przyszłość Przeszłości. Liczę, że wytrwam w tym postanowieniu i że będzie to cykl przydatny dla choć kilku osób, które mogą nie znać wszystkich perełek z przeszłości, bo zwyczajnie nie są tak stare jak ja.

piątek, 10 września 2021

Orzeł i Pogoń.

 

Werewolf Promotion lubi wydawać splity. Tym razem mam przed sobą split splitów, czyli split gigant, czyli cztery zespoły na jednym wydawnictwie, zatytułowanym „Krąg Kryvi”. Jest to współpraca polsko–białoruska, znajdziemy tu bowiem dwa zespoły zza wschodniej granicy: Piarevaracień i Ulvkros, oraz dwa reprezentujące nasze podziemie: Old Leshy i Stworz. Daje to w sumie trzynaście kompozycji i ponad godzinę muzyki. Jest to więc prawdziwy gigant, ale bez obaw – nie nudzi, choć potrafi pod koniec dać się czasowo we znaki, szczególnie, że jego ostatnia część jest w moim odczuciu najsłabsza. Ale do tego dojdziemy.

środa, 8 września 2021

Z wizytą w szwajcarskiej wsi.

 

Ungfell to jeden z ciekawszych szwajcarskich zespołów. Mocno związany z rodzinną ziemią, jej ludowymi podaniami i legendami oraz jej okresem średniowiecznym. Zespół jest także częścią Helvetic Underground Committee, który ma w swoich szeregach choćby takie nazwy jak Dakhma, Kvelgeyst czy Lykhaeon. Jego twórczość jest bardzo zróżnicowana, choć podstawę stanowi black metal. Zdarzają się im jednak eksperymenty muzyczne, sporo u nich fragmentów akustycznych czy też odgłosów wsi. Nie inaczej jest na doskonałym, najnowszym krążku „Es grauet”. Mniej tu co prawda eksperymentowania (w zasadzie nie ma go wcale), ale za to można usłyszeć kury, koguta czy na przykład krowę.

poniedziałek, 6 września 2021

Mądrość klawiszy.

 

Order of Nosferat to projekt międzynarodowy. Duet, składający się z obsługującego perkusję Fina i zajmującego się całą resztą Niemca (udziela się także w Slagmark, Sarastus i Sarkrista), wydał w tym roku dwa albumy, oba pod sztandarem Purity Through Fire. W lutym dostaliśmy „Necuratul”, w czerwcu „Arrival of the Plague Bearer”. O ile ten drugi nie rzucił mnie na kolana, o tyle ten pierwszy pozamiatał mną konkretnie. I to nim zajmiemy się dzisiaj, bo jest to krążek zdecydowanie godny polecenia wszystkim fanatykom podziemnego black metalu, którzy nie uciekają na dźwięk słowa "klawisze".



piątek, 3 września 2021

Nordycka nawałnica.

 

Znowu Finlandia. Dziś Diaboli, które – chcąc nie chcąc – jest już swego rodzaju legendą tamtejszej sceny. Jednoosobowy projekt powraca po sześciu latach, choć w jego przypadku to, począwszy od piątego albumu „The Antichrist”, normalna praktyka. Tak długie przerwy w moim odczuciu wykluczają sens porównań do poprzednich wydawnictw, bo sześć lat to naprawdę szmat czasu. Nie będę więc dziś porównywał „Awakening of Nordic Storm” do wydanej w 2015 roku „Wiking Division”, skupię się po prostu na zawartości najnowszego krążka. A warto poświęcić mu kilka zdań, bo to dzieło udane.

środa, 1 września 2021

Otchłań.

 

Wszyscy wiemy, że Ameryka Południowa bezkompromisowością stoi. Nie wiem, z czego to wynika, nie mam jednak zamiaru się nad tym zastanawiać, przyjmuję to jako fakt. Nigdy jeszcze nie słyszałem czegokolwiek nieagresywnego, co pochodziłoby z tamtego kontynentu. Nie inaczej jest dzisiaj, bo pochylimy się nad najnowszym wydawnictwem Black Ceremonial Kult. Panowie są ze stolicy Chile, Santiago, i serwują czystą muzyczną otchłań. Najnowszy krążek zatytułowany jest „Crowned in Chaos” i znajduję ten tytuł wielce adekwatnym do zawartości muzycznej.

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Francja znowu zachwyca.

 

Jakiś czas temu pisałem o nowym krążku francuskiego Elitism (tu). Dziś pochylam się nad najnowszym wydawnictwem innego francuskiego, niepoprawnego politycznie zespołu, Vermine. Poza tym, że za wydanie obu odpowiada Werewolf Promotion, podobieństw jest więcej i szczerze mówiąc tę recenzję mógłbym zacząć dokładnie tak jak tamtą. Na upartego mógłbym w tamtym tekście zmienić tylko nazwę zespołu i wszystko prawie by grało. Prawie, bo jednak Vermine nie ma w swej twórczości tak dużej dawki ambientu, tu króluje Black Metal. Doskonały, francuski Black Metal.

piątek, 27 sierpnia 2021

Klasyczne dzieło fińskiego diabła.

 

Dziś Finlandia. Nic to zaskakującego, bo kraj to w zespoły obfitujący. Finlandii tejże będzie w najbliższej przyszłości więcej, bo uzbierało mi się na półce kilka nowości z kraju łosi i reniferów, a wszystkie ciekawe. Na pierwszy ogień idzie Malum, zespół w skład którego wchodzą muzycy doświadczeni, znani także z innych, rozpoznawalnych projektów. W połowie kwietnia, nakładem wspaniałej Purity Through Fire, ukazał się ich czwarty krążek (mają na koncie także sporo pomniejszych wydawnictw), zatytułowany „Devil’s Creation”. Bardzo udane to dzieło i dziś przyjrzymy mu się bliżej.

środa, 25 sierpnia 2021

Grecja w Miami.

 

Czcić starą, muzyczną Grecję można (poza tym, że trzeba!) na różne sposoby. Są zespoły, które czynią to bardzo bezpośrednio, podążając dokładnie tym szlakiem, zapoczątkowanym w latach dziewięćdziesiątych, są też takie, które w mniejszym lub większym stopniu do tamtych kanonów nawiązują. Do tych drugich zalicza się amerykański Gnosis, kolejny ciekawy zespół zza oceanu, w kolekcji niestrudzonego Grega. Jego Godz Ov War Productions coraz śmielej zapuszcza się w te dalekie rejony, co czyni z tej wytwórni ewenement na krajową skalę. Należy to docenić, bo Greg nie bierze pierwszego lepszego plumkania, tylko skupia się na naprawdę ciekawych projektach. Gnosis bez wątpienia do takich się zalicza.

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Oby nie ostatnie bluźnierstwo.

 

Weterani z Moontower powrócili. Tym razem jako duet, co chyba dodało im sił i nieco odświeżyło wolę twórczą, bo „The Last Blasphemy” – tak zatytułowany jest najnowszy materiał – to jedna z lepszych rzeczy jakie w ostatnich latach wypuścili. Co prawda to tylko szesnaście minut, ale akurat w ich przypadku to nic nowego. Nie będę tu wymieniał wszystkich poprzednich wydawnictw, bo nie dobrnęlibyście do końca (ale polecam zapoznać się z dorobkiem zespołu na Metal Archives), tym bardziej nie mam zamiaru się do nich odnosić w kontekście najnowszego. Skupimy się na tych szesnastu minutach, bo w mojej skromnej opinii, warto.


wtorek, 29 czerwca 2021

Eksplozja szaleństwa.

 

Toruński Occultum zawsze był dla mnie gdzieś z boku sceny. Nie do końca potrafię wytłumaczyć dlaczego, takie po prostu odnoszę wrażenie. Oczywiście zauważałem ich wydawnictwa, bo były to dobre materiały (o „In Nomine Rex Inferni” przeczytacie tu), trochę im jednak brakowało do ścisłej czołówki naszego podziemia. Sprawa zmieniła się wraz ze splitem „Under the White Flame” (tu), gdzie znalazły się dwie kompozycje zespołu. Jedna doskonała, druga wybitna. Od tamtej chwili, z niecierpliwością wypatrywałem kolejnego pełniaka torunian. Doczekałem się. I to jest, moi drodzy parafianie, cios totalny.

niedziela, 27 czerwca 2021

Nic nowego a cieszy.

 

Co można napisać odkrywczego, po premierze każdego nowego krążka Clandestine Blaze? Nic. Projekt istnieje już tyle lat, że chyba nawet ostatnie amazońskie plemiona, wiedzą doskonale jaką muzykę tworzy Mikko. Można by skupić się na okładce, ale da to może kilkuzdaniowy akapit, którego i tak nikt nie będzie chciał czytać. Po co więc ta recenzja? Zdecydowałem się ją napisać chyba tylko dlatego, że „Secrets of Laceration” zwyczajnie mi się podoba a słyszałem kilka nieprzychylnych opinii. No i okładka też jest fajna.

niedziela, 20 czerwca 2021

Tożsamość potwierdzona.

 

Dwa lata temu, także w czerwcu, miałem przyjemność pisać o pierwszym dużym krążku Rivers Like Veins (tutaj). Dziś także jest czerwiec, za oknem skwar i wielkimi krokami zbliża się premiera (jutro!), drugiego albumu krakowskiego projektu. Wtedy, w 2019 roku, stwierdziłem, że: „zespół pozbył się chaosu, stworzył dzieło jednorodne, spójne, dające wrażenie pełnoprawnego wydawnictwa i reprezentanta swego czasu w historii projektu. Odpowiedział sobie też na pytanie dotyczące kierunku gatunkowego co zaowocowało znaczącym przesunięciem środka ciężkości w stronę black metalu. O tym albumie nie da się powiedzieć, że jest mieszanką gatunków. To jest płyta stricte black metalowa z niewielkim dodatkiem elektroniki”. Mógłbym powtórzyć te słowa w kontekście drugiego pełniaka, ale on jest po prostu kontynuacją a nie przełomem, tak jak jego poprzednik. Kontynuacją bardzo udaną.

czwartek, 17 czerwca 2021

Do labiryntu wejście drugie.

 

Dziś wejdziemy do labiryntu po raz drugi. Wejście pierwsze, które miało miejsce w 2017 roku, było wyprawą do piekła Dantego, a zarazem dość ciekawą wycieczką muzyczną, zwiastującą narodziny interesującego projektu. Zresztą, tu możecie przeczytać, co pisałem o debiucie Labyrinth Entrance. Cztery lata później Hunger oddaje w nasze ręce następcę „Monumental Bitterness” i pierwsze, co rzuca się w uszy, to to, że faktycznie minęły cztery lata (swoją drogą, to niesamowite jak ten czas leci). „Deplore the Vanity” to krążek dużo bardziej złożony, dużo bardziej rozbudowany, dużo ciekawszy i co tu dużo mówić – po prostu dużo, dużo lepszy. W zasadzie mam wrażenie, jakbym słuchał kompletnie nowego projektu Adama, bo szczerze mówiąc, jedyne co łączy ze sobą te dwa wydawnictwa, to osoba twórcy.

wtorek, 15 czerwca 2021

Wichrowe czary.

 

W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, miałem zespół Wicher. Niczego oficjalnego nie wydaliśmy, mamy na koncie zaledwie jednego reha, ale nie to jest istotą rzeczy. Istotą jest bowiem sama nazwa. Nie sądziłem, że przyjdzie czekać tak długo, aż ktoś wreszcie wykorzysta ten piękny wyraz, jako nazwę swego zespołu. Czas oczekiwania minął wraz z pojawieniem się „Czarów i Czartów”, sygnowanych tymże właśnie słowem. Nie jest to co prawda black metal, ale kto wie, może taka nazwa do folku pasuje nawet lepiej?

niedziela, 13 czerwca 2021

Odraza dla zarazy.

 

Jak powszechnie wiadomo, nie jestem wielkim fanem Odrazy, by ująć to delikatnie. Kompletnie nie rozumiem całego tego szumu wobec kolejnych wydawnictw zespołu, ale, co sam przyznaję, nie muszę wszystkiego rozumieć. Dlatego, gdy Greg podesłał mi cyfrową wersję nowego wydawnictwa, nie podskoczyłem z radości, nie odtańczyłem triumfalnego tańca, jakiego można by się spodziewać po większości polskich fanów black metalu, na wieść o nowej Odrazie. Jednak, zaintrygowany okładką, postanowiłem choć raz przesłuchać, by wiedzieć, co znowu będę mógł krytykować. Kilka godzin później byłem po dziesiątym odsłuchu i nie miałem najmniejszej ochoty na krytykę.

niedziela, 23 maja 2021

Dokądś.

 

Trochę sam się z siebie śmieję, bo 21 listopada 2018 roku, przy okazji recenzji debiutu toruńskiego Angrrsth, pisałem tak: „Znikąd? Nie, z Torunia. Donikąd? Oby nie, bo debiut wróży dobrze i bardzo chciałbym się przekonać co panowie zaprezentują na swoim kolejnym materiale. I koniecznie muszę ich kiedyś zobaczyć na scenie...”. Dziś piszę o „Donikąd” właśnie, więc sam sobie wykrakałem, ale tylko tytuł, bo nie jest to krążek wiodący w pustkę. Od tamtego czasu zdążyłem poznać panów osobiście (pozdrowienia!), zobaczyć na żywo i po prostu polubić jako ludzi. Tym bardziej niecierpliwie czekałem na pełnowymiarowy debiut, który nie tylko spełnił moje oczekiwania, on je przerósł.


niedziela, 9 maja 2021

Z wizytą w Innlandet.

 

Kiedy jakiś czas temu przyszła paczka z nowościami z Werewolf Promotion, to odsłuchy zacząłem od tego albumu. Tak się jednak jakoś złożyło, że z tego ostatniego rzutu od Szymona, Likvann doczekał się recenzji jako ostatni. Nie mam pojęcia dlaczego, bo primo – bardzo się ucieszyłem, że wyszedł drugi pełniak (pierwszy to rok 2014), secundo – bo „Bumerke” to bardzo dobry krążek, niebanalny, nieszablonowy, choć do bólu klasyczny i kompletnie nie odkrywczy. I właśnie dlatego tak mi się podoba, bo ja lubię piosenki, które już kiedyś słyszałem, jak inżynier Mamoń. A poważnie – jego największą siłą jest prostota, doprawiona regionalnymi przyprawami budującymi klimat. O co chodzi? Poniżej znajdziecie odpowiedź.

czwartek, 6 maja 2021

W słowackiej krainie mgły.

 

Nie często piszę o słowackim black metalu, bo scena to mała, choć przyznaję, znajdziemy tam ciekawe nazwy. Do tej pory popełniłem trzy teksty dotyczące tamtejszych zespołów black metalowych (Malokarpatan to inna bajka), jednak nawet pomimo tak małej ilości, tekst dzisiejszy, czwarty, będzie o albumie zespołu, o którym już pisałem. Co prawda przy okazji splitu („Ešte jedle rastú...” - o nim tutaj), który gościł jeszcze dwa inne słowackie zespoły, ale to Krajiny Hmly są najbardziej aktywne i najbliżej mi do nich, bo wydają materiały w Werewolf Promotion. Inna sprawa, że swoją drogą najbardziej do mnie trafiają, bo to naprawdę solidny zespół.


wtorek, 4 maja 2021

Zabrze górą.

 

Dziś wracamy do roku 2020 a konkretnie do października. Wtedy też, trzydziestego dnia tego miesiąca, ukazał się split brazylijskiego Whipstriker z naszym Hate Them All. Piszę o nim dopiero teraz, gdyż niedawno dotarła do mnie z Old Temple płyta. Myślę jednak, iż to żaden problem, gdyż wiadomo doskonale czego się spodziewać po obu zespołach i żadnego przełomu gatunkowego nie przeoczyłem. I tak jest w istocie - „Strike of Hate” słucha się przyjemnie, ale gdyby nie powstał, pewnie nikomu krzywda by się nie stała.

niedziela, 2 maja 2021

Szlak przeszłości.

 

Szybki rzut okiem do Metal Archives i już wiem, że coś mnie ominęło. Pripegal to żaden debiutant, bo „Na Ostatnim Szlaku” to ich – a właściwie jego, gdyż to projekt solowy – trzeci album. Fakt, debiut pochodzi z 2004 ("Slavia Antiqua"), a drugi krążek z 2008 roku ("Ziemia gromadzi prochy"), no ale i tak mi trochę głupio. Szczególnie, że jest to twór Mścisława a więc człowieka znanego z wielu innych zespołów i gwarantującego poziom co najmniej przyzwoity. „Na Ostatnim Szlaku”, wydany po długiej przerwie, zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, trzeba więc będzie braki nadrobić.

czwartek, 29 kwietnia 2021

Rycerz, Diabeł i Święta Śmierć.

 

Jak wszyscy wiemy, Old Temple lubi wznawiać. Najczęściej są to pozycje warte tego uczynku, czasami trochę bardziej, czasami trochę mniej. Dziś o krążku, który bez wątpienia był i jest bardziej. Nie wiem jak dobrze znacie nazwę Holy Death, dla mnie osobiście, w latach dziewięćdziesiątych, był to dość istotny zespół. Szczególnie demo „Abraxas”, wydane w epickim stylu na kasecie (Baron Records), posiadające bardzo oryginalną okładkę. Nie o nim dziś jednak będzie, a o ostatnim pełniaku krakowskiego zespołu, pochodzącym z 2005 roku „The Knight, Death and the Devil”.

wtorek, 27 kwietnia 2021

Zielona Warmia.


Aūkels to solowy projekt W., lidera Stworz. Informację tę podaję jedynie z recenzenckiego obowiązku, gdyż wystarczy usłyszeć wokal, by nie mieć wątpliwości kto odpowiada za ten nowy twór z Warmii. Bez wątpienia jednak, bazowanie tylko i wyłącznie na tym odniesieniu i tym „pokrewieństwie”, byłoby błędne, bo choć i w sferze muzycznej, czuć dobrze znaną rękę autora, to Aūkels podąża inną ścieżką. To brat przyrodni, o podobnych poglądach, ale innym charakterze.

środa, 21 kwietnia 2021

Francuska elita.


Lubię francuski black metal. Szczególnie, gdy śpiewany jest po francusku. Ten język niejako wymusza melancholię i rozpacz w brzmieniu wokalu. To chyba kwestia akcentów. Chyba, bo nie mam zamiaru tworzyć na ten temat pracy naukowej, szczególnie, że na francuskim się nie znam. Nie zmienia to faktu, że bardzo mnie to ujmuje. Jest to jeden z powodów, dla których nowy album Elitism tak bardzo mi się podoba. Jeden, ale nie jedyny.

wtorek, 13 kwietnia 2021

Nostalgia.

 

Stworz to zespół nieszablonowy i bardzo oryginalny. Jeden z najbardziej charakterystycznych jeśli idzie o nasze podwórko, choć pewnie i poza nim. Pisałem już o tym kilka razy, dziś jednak jest ku temu szczególna okazja, bo panowie nagrali materiał całkowicie akustyczny. Zdarzało im się to w przeszłości, teoretycznie więc to nic nowego, jednak zawsze gdy to robią, ma to w sobie sporą dawkę magii. Tym razem nie są sami, bo towarzyszy im angielski projekt Wapentake. Współpraca ta zrodziła wydawnictwo o tytule „Duchy Ziemi / Ghosts of the Soil”.

niedziela, 11 kwietnia 2021

Krótko i treściwie, część druga.

 

Po raz pierwszy pisałem o Evulse, w lutym 2019 roku, przy okazji ich pierwszego demo (przeczytacie o nim tutaj). I gdy tak czytam tamte słowa, wiem, że odnośnie drugiego materiału, mógłbym w zasadzie napisać dokładnie to samo. Nie byłoby w tym nic złego, bo panowie po prostu trzymają poziom, nie zmieniło się u nich nic na gorsze, jeśli już, to na lepsze. A to co cieszy najbardziej, to to, że Gregowi udało się ten solidny zespół utrzymać w swojej stajni.

czwartek, 8 kwietnia 2021

Podróż do serca Geldrii.

 

Nie zawsze po drodze mi z wydawnictwami Ván Records, bo jest to wytwórnia, która lubi często wypuszczać rzeczy – idące jak dla mnie – za daleko w eksperymenty. Pomimo tego jednak, sprawdzam ich nowości, bo to przecież gracz w podziemiu uznany. Tym sposobem trafiłem na :Nodfyr:, holenderski zespół, który ma już na koncie wydawnictwo z 2017 roku, ale nie było dane mi go poznać. Panowie wypuścili właśnie pełnowymiarowy debiut, który w jakimś stopniu dobrze wpisuje się w katalog Ván Records, z drugiej strony jest na tyle klasycznym graniem, że doskonale odnajduje się w kręgu moich upodobań.

piątek, 2 kwietnia 2021

Niemiecki split roku.

 

Dziś wreszcie zamykamy podsumowanie poprzedniego roku. Ostatnią pozycją, która znalazła się na liście a nie była jeszcze przeze mnie zrecenzowana, jest split dwóch niemieckich, podziemnych zawodników wagi ciężkiej: Mavorim i Ad Mortem. „Iudicium Ultimum” ukazał się ostatniego dnia października 2020 roku, płyta jednak dotarła do mnie dopiero kilka dni temu, stąd delikatne opóźnienie. Nic się jednak nie zmieniło w mojej ocenie tego wydawnictwa – wciąż uważam, że to najlepszy split poprzedniego roku.

środa, 31 marca 2021

Mały chłopiec nad Hiroszimą.

 

Nim jeszcze zdążyłem usłyszeć „Blightmarch”, debiut warszawskiego Chainsword, naczytałem się, że to „polski Bolt Thrower”, bo wiadomo – death metal i wojna kojarzy się właśnie tak. Podszedłem ze spokojem do tych opinii, bo przecież lubimy takimi porównaniami rzucać, często na wyrost, bo po prostu dobrze brzmią, poza tym chłopaki od nas, to niech mają. Dziś, gdy już osłuchałem się z tym krążkiem, wiem, że nie było w nich wielkiej przesady i to nie tylko ze względu na tematykę tekstów, czy oprawę graficzną.

piątek, 26 marca 2021

Jak w starym horrorze.

 

Dead Dog’s Howl, projekt, który można jedynie kochać lub nienawidzić, powrócił. Polsko-amerykański duet tworzy muzykę tak plugawą, złą ale przede wszystkim prymitywną (w tym przypadku, nie jest to pod żadnym pozorem określenie pejoratywne), że nie może ona dać się po prostu lubić. To jedna z tych rzeczy, które wywołują skrajne emocje. I takie też opinie słyszę na temat pierwszego długograja zespołu, niektóre dość zabawne, inne wręcz komiczne, potwierdzające jednak skalę problemu. „Black Circle Transcendency” gości u mnie w odtwarzaczu od jakiegoś czasu i choć to nadal dzieło bardzo surowe, to trochę od czasu „Mausoleum of Confessed Thoughts” (pisałem o nim tutaj, dokładnie rok temu), się w muzyce DDH zmieniło.


środa, 24 marca 2021

Krigeist śmierci zaprzysiężony.

 

Krigeist powraca z nowym materiałem Belliciste. Nowozelandczyk, zwiedzający Europę, aktualnie (wedle mej najlepszej wiedzy) mieszka w Serbii, gdzie zdążył już zakotwiczyć w kilku projektach, nie zapomina jednak o jednym ze swych podstawowych. „Deathsworn” to teoretycznie demo, ale biorąc pod uwagę czas jego trwania (trzydzieści siedem minut!) oraz jakość, bez problemu mógłby to być pełniak. Nie zdziwię się, jeśli tak się niedługo stanie, przede wszystkim jednak, chciałbym by ktoś ten materiał wydał na CD (w tej chwili jedynie w wersji cyfrowej), bo bez żadnych wątpliwości na to zasługuje.

czwartek, 18 marca 2021

Długi, czarny korytarz.

 

Morbid Winds, niekwestionowany lider okładek w polskim podziemiu, wypuścił wreszcie pełnowymiarowy materiał. Czekałem na ten krążek niecierpliwie, bo pochodzące z 2020 roku demo „The Ruin of Forgotten Desolation”, bardzo przypadło mi do gustu (o nim tutaj). Nowy materiał potwierdza, że Morbid Winds to jeden z oryginalniejszych zespołów na naszej scenie i nie mam tu na myśli tylko okładki, choć ta tradycyjnie już, przyciąga uwagę. Diabolizer nie został wymieniony jako jej autor, ale jego styl jest niepowtarzalny i rozpoznawalny, wątpliwości więc nie mam. Jest jednak jeszcze coś, mianowicie budowa samego albumu, którego tytuł może ją w jakimś stopniu odzwierciedlać.

wtorek, 16 marca 2021

Dzieło diabła w czterech częściach.

 

Pomorski Trup powrócił i jak na trupa przystało, od swego ostatniego pojawienia się, stał się jeszcze bardziej ohydny. Może pamiętacie jeszcze, że panowie w 2019 roku wypuścili pełniaka (o nim tutaj), który był kawałkiem solidnego bluźnierstwa, pełnym pierwotnej dzikości dawnej szkoły metalu. Bez kompromisów. Pod tym względem nasz nieboszczyk się nie zmienił, ma tylko w sobie jeszcze więcej szaleństwa, dzikiej mocy i bezkompromisowej, muzycznej demolki. Generalnie jednak idzie swoją drogą, nie oglądając się na mody, trendy, nawet na lata upływające w kalendarzu. Dla tych ludzi ekstrema ma oblicze dekad dawno minionych. I bardzo dobrze.


niedziela, 14 marca 2021

Norweskie tradycje.

 

Choć umieściłem ten album w podsumowaniu 2020 roku, piszę o nim dopiero teraz, bo czekałem na fizyczny nośnik. Wcześniej słuchałem go jedynie w wersji cyfrowej, co jednak wystarczyło, by znalazł się wśród najlepszej dziesiątki minionego roku. Nie potrzebował na to wiele czasu, bo premierę miał pod koniec listopada. Czekałem z recenzją do momentu posiadania go na srebrnym krążku, bo czasami bywa tak, że warunki odsłuchu zmieniają odbiór. W przypadku pełnowymiarowego debiutu Varde, tak jednak się nie stało.

czwartek, 11 marca 2021

Diabeł pośród lasów i jezior.

 

Pisząc te słowa, słucham Fatherland, zespołu, o którym Tero Ikäheimonen, w swej książce - „The Devil’s Cradle: The Story of Finnish Black Metal” - nie wspomniał. Nic dziwnego, gdyby chciał wymienić wszystkich wykonawców, z krainy lasów i jezior, jego dzieło nie miałoby pięciuset a kilka tysięcy stron. Tero musiał o tym wiedzieć, skoro ja o tym wiem a bez wątpienia jego znajomość tamtejszej sceny jest dużo bogatsza. Skupił się więc na tych najważniejszych, na tych, którzy bądź wszystko rozpoczęli, bądź wnieśli coś nowego, w każdym razie wyróżnili się w znaczący sposób. Ta książka to nie tylko ich historia, to także - a może przede wszystkim - złożony im hołd.

wtorek, 9 marca 2021

Wodnik w piekle.

 

Mieliśmy już w historii muzyki Erę Wodnika, niedawno, za sprawą Godz Ov War Productions, otrzymaliśmy Erę Anty-Wodnika. Za obie odpowiadają Amerykanie, o ile jednak ta pierwsza kojarzy się z hippisami, druga została stworzona przez zespół, który z pacyfizmem nie ma raczej wiele wspólnego, o czym świadczy choćby jego nazwa. Phalanx Inferno nie przywodzi na myśl kwiatów we włosach, kolorowych ubrań i starych Volkswagenów, pełnych zjaranej młodzieży. Nie, Phalanx Inferno (swoją drogą, ciekawe, czy nazwa pochodzi od falangi, czy od systemu artyleryjskiego, instalowanego na okrętach) to death metal, dlatego też Wodnik w tytule nie do końca jest Wodnikiem.

niedziela, 7 marca 2021

Duch Bannockburn ciągle żywy.

 

Jeśli choć trochę znacie historię Szkocji, wiecie kim był Robert The Bruce, nie jest wam obca szkocka walka o niepodległość, lub choć widzieliście „Braveheart” i ujęła was niezłomna postawa tamtejszych górali, którym przewodził William Wallace, to debiut Càirdeas Fala jest dla was. Wszystko tu jest szkockie, poza samymi wykonawcami, bo zespół pochodzi z Australii (nie można oczywiście wykluczyć szkockich korzeni jego członków). Szczerze mówiąc, by polubić „Sons of the North”, nie musicie być tak naprawdę wielbicielami szkockiej historii i orędownikami ich sprawy – wystarczy, że lubicie dobry black metal.

czwartek, 4 marca 2021

Rzeź wznowiona.

 

Dziś nie będzie za dużo o muzyce, bo od wielu lat, nie słucham już dźwięków z kręgu death/grind, jednak nie jestem ignorantem i wiem, jak ważnym materiałem w latach dziewięćdziesiątych był pierwszy album Damnable. Wydany w 1996 roku „Inperdition”, był, w swoim gatunku, albumem bardzo dobrym i sam go wtedy docenić potrafiłem, choć już głęboko siedziałem w black metalu. Niedawno ukazało się wznowienie, co uważam za bardzo dobry krok, bo takie krążki nie mogą zniknąć w pomroce dziejów.

wtorek, 2 marca 2021

Gdy Szwecja spotyka Amerykę.

 

Jestem w szoku. Byłem pewien, że po wpisaniu w Metal Archives, nazwy Abominated, dostanę co najmniej kilka wyników, ale nie – jest tylko jeden! I to ten, o którym dziś piszę. Serio, że żaden death metalowy zespół nie wykorzystał tej nazwy wcześniej, zakrawa na – tfu – cud. Przecieram oczy ze zdumienia. Jest jednak jak jest, mamy więc Abominated z Warszawy, kwartet, który właśnie zadebiutował demówką „Decomposed” i którego muzycy też pewnie byli tą sytuacją zaskoczeni.

niedziela, 28 lutego 2021

Gniew wilka.

 

Ostrzyłem sobie kły na ten materiał, jak głodny wilk. Wypuszczony przedpremierowo utwór, nie pozwalał zachować się inaczej. Jestem wielbicielem charakterystycznego, polskiego black metalu lat dziewięćdziesiątych a taką właśnie muzykę zwiastował singiel (nie posłużę się tytułem, bo już nie pamiętam, który to był numer, ale to bez większego znaczenia). Po usłyszeniu całości, wiem już, że Szary Wilk to coś więcej, ale to tylko i wyłącznie działa na plus, bo dzięki temu pełnowymiarowy debiut zespołu z Ostrołęki, wypada naprawdę doskonale.