czwartek, 24 grudnia 2020

Młodzi starym.

 

Niemiecka Ewiges Eis Records, to wytwórnia dość mocno zakopana pod ziemią, stąd trochę musiałem nabiegać się za pełnowymiarowym debiutem Wartödd. Jasne, „Pagan Pride” można było dostać w pewnym momencie w kilku polskich distrach, ale mistrz Bartek przegapił. Nawet zespół nie mógł pomóc, bo swoje kopie już dawno wyprzedał. W końcu jednak udało się, więc choć z opóźnieniem, to mam zamiar napisać o tym wydawnictwie kilka słów, gdyż na to zasługuje.


Zanim jednak o samej muzyce i jej otoczce, warto poświęcić ze dwa zdania samemu zespołowi. Wartödd to projekt bardzo młody, w marcu tego roku wypuścili pierwsze demo a dwa miesiące później, wspomniany już „Pagan Pride”. Domyślam się, że wszystko było gotowe wcześniej, choć z drugiej strony wcale tak być nie musiało – pomiędzy marcem a majem jest dość czasu by skomponować, nagrać i wydać materiał, który powinien powstać w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, gdzieś na Dolnym Śląsku. Wtedy często właśnie tak się to odbywało. Wiemy już zatem, że mamy do czynienia z kolejnym zespołem przywracającym pamięć o starym, polskim black metalu. Istny ich wysyp w tym roku, ale w tym przypadku, kłopot bogactwa nie jest żadnym kłopotem. Szczególnie, gdy wszystkie trzymają wysoki poziom. W przypadku Wartödd najbardziej cieszy fakt, że tworzą go ludzie bardzo młodzi, którzy nie mogli być świadomymi słuchaczami black metalu we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. Pomimo tego jednak, obrali tamtą drogę, co mnie niezmiernie cieszy i podnosi na duchu. I są w tym szczerzy i wiarygodni, oraz naprawdę dosłowni. Wystarczy spojrzeć na okładkę „Pagan Pride” i wszystko jest jasne. Jest nawet bluza Veles. Bardziej dosadnie chyba się nie dało, ale to dobrze, po co owijać w bawełnę. Poza tym, dzięki temu nikt kto nie docenia tamtego starego, polskiego grania, widząc to zdjęcie, po sam materiał nie sięgnie. To jest po prostu dobitne oświadczenie co do zawartości. I tak oczywiście jest. Panowie naprawdę zrobili wszystko, by brzmiało to bardzo piwnicznie, garażowo i prymitywnie a zarazem strasznie, mrocznie i z dużą dawką grozy. Czyli tak jak powinno. Wielokrotnie podkreślałem znaczenie atmosfery, tego prymitywnego zła, na starych polskich materiałach. Tu też się to udało. Nic tu nie zaskakuje, niczego nie jest za dużo, wszystko się zgadza. Oczywiście mamy intro i outro a na dokładkę cover Graveland. Serio, mógłbym tu pisać wiele, odnosić, odwoływać, ale po co? To po prostu jest stara szkoła polskiego black metalu. Tyle. Kropka. Dodam tylko, że naprawdę fajnie zagrana, może jest tu kilka rzeczy do poprawy, momentów, które można by lepiej zaaranżować, ale to drobnostki. Pamiętajmy poza tym, że to dzieło naprawdę młodych ludzi, przed którymi jeszcze długa twórcza droga. A potencjał jest naprawdę spory. Brawo chłopaki, oby tak dalej, nawet takim starym dziadom jak ja, ten krążek robi naprawdę dobrze. 

Szkoda, że demo jest tylko w wersji cyfrowej, bo też chętnie bym nabył. Może choć pokusicie się o wypuszczenie 100 egzemplarzy na Cdr? 


Wartödd - „Pagan Pride”. Ewiges Eis Records, maj 2020.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz