piątek, 4 grudnia 2020

Czarny metal z Dolnej Saksonii.

 

W styczniu 2018 roku, niemiecki Meuchelmord, wypuścił swój czwarty pełniak, zatytułowany „Niedersachsen Schwarzmetall”. Ukazał się on na kasecie, oraz CD, wydanym przez sam zespół. Oznaczało to raczej niewielki nakład, oraz kiepską dostępność. W 2020 roku, Purity Through Fire, niemiecka wytwórnia mająca bardzo udany ostatni okres, o czym już wielokrotnie wspominałem, postanowiła wypuścić ten krążek na srebrnym nośniku, raz jeszcze. Tak oto otrzymaliśmy „Schwarzmetall aus Niedersachsen”. 

Został on ponownie nagrany, zmienił się nie tylko tytuł, ale i zawartość – pojawił się nowy utwór, trzy zaś zostały usunięte. Tak więc zamiast dziesięciu, mamy osiem. Krążek dostał też nową oprawę graficzną, włączając w to okładkę. Czy takie zabiegi mają sens, czy nie lepiej po prostu wznowić album w jego pierwotnej wersji? Trudno na to pytanie odpowiedzieć, gdy nie słyszało się krążka z 2018 roku. Szukałem, ale nie znalazłem (czyli pismo kłamie). Wystarczy mi jednak wersja tegoroczna, by stwierdzić, że to był dobry ruch ze strony zespołu (właściwie to jednoosobowego projektu) oraz wytwórni, bo „Schwarzmetall aus Niedersachsen” to solidny black metalowy album. Kolejny, który potwierdza dobrą formę niemieckiego podziemia. Nic wielkiego ani odkrywczego, nic co przedefiniuje gatunek, czy zmieni jego postrzeganie. Ot, po prostu dobry black metal na wysokim poziomie. Album, jakich były już setki, czy wręcz tysiące. Po co więc o nim pisać? W moim odczuciu, w dzisiejszych czasach, pełnych nikomu niepotrzebnych wynalazków muzycznych, właśnie o takich krążkach warto pisać. Bo to one potwierdzają, że ten gatunek wciąż żyje, wciąż są ludzie, którzy czują go takim, jaki być powinien. Jest jeszcze jeden powód – utwór tytułowy, choć już nie do końca, bo nosi on tytuł pierwszej wersji, czyli „Niedersachsen Schwarzmetall”. Bardzo dobra kompozycja, można wręcz powiedzieć, że hitowa. Jest to na pewno najlepszy moment krążka, który trwa trzydzieści pięć minut. Pomimo tego, iż nie jest to dzieło wybitne, w żadnym momencie nie nudzi. Kompozycje są zróżnicowane, choć generalne odczucie to wojna, nienawiść i duma. Atmosfera jest bojowa, nic tylko na koń i do szarży, jak pan z okładki. Muzyczne skojarzenia wędrują ścieżkami bliskimi do takich zespołów jak Totenwache czy Slagmark, czyli naprawdę dobrych przedstawicieli niemieckiej sceny. Meuchelmord nie jest tak przebojowy jak ci pierwsi, ale momentami da się takie zapędy wyczuć. Irytuje jedynie brzmienie, które mogłoby być trochę bardziej naturalne, szczególnie w przypadku gitar i perkusji (tu oczywiście nie jest to takie proste, bo za bębnami siedzi automat). Nie jest to jednak nic, co mogłoby w większym stopniu zepsuć całościowy odbiór „Schwarzmetall aus Niedersachsen”. Za dużo tu fajnych melodii i dobrego, szybkiego i bojowego black metalu. Meuchelmord nigdy zapewne nie stanie się jedną z moich ulubionych kapel, jednak potwierdza, że w podziemiu jest cała masa solidnych projektów, które kompletnie nie mają się czego wstydzić, bo potrafią nagrać album na bardzo przyzwoitym poziomie. I dlatego uważam, że wznowienie tego krążka, czy wręcz – jak w tym przypadku – ponowne jego nagranie, było dobrym ruchem. Powinien on zainteresować wszystkich tych, którzy lubią prosty, szczery i lekko nostalgiczny black metal. Ja lubię, więc kupiłem i nie narzekam. Purity Through Fire, dobrze, że jesteście. Za ten rok należy się Wam medal. 


Meuchelmord - „Schwarzmetall aus Niedersachsen”. Purity Through Fire, maj 2020.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz