poniedziałek, 30 listopada 2020

Noc ciemna, noc straszna.

 

Niemcy z Häxenzijrkell nie rozpieszczają nas wydawnictwami. Demo, dwie epki i dwa splity na przestrzeni czterech lat, to niewiele. Z drugiej strony, w ich przypadku, trudno mówić o jakimkolwiek muzycznym pieszczeniu, bo znani są raczej z tworzenia mrocznych rytuałów, głęboko wrzynających się w psychikę. Nie inaczej jest tym razem. Wreszcie wydali pełnowymiarowy krążek i znajdziecie na nim wszystko to, co w twórczości duetu z Nadrenii Północnej – Westfalii, najlepsze.

piątek, 27 listopada 2020

Szwedzi wiedzą jak wracać.

 

Trwający wciąż rok przyniósł nam sporo wrażeń poza muzycznych, zauważyć jednak wypada, że poza nimi dostaliśmy ciekawe szwedzkie powroty (między innymi oczywiście). Po szesnastu latach powrócił Armagedda a po piętnastu Mörk Gryning. Obie nazwy są znaczące, nie są to więc powroty, których byśmy nie zauważyli. Na temat Armageddy już się uzewnętrzniłem (tutaj), dziś więc przyszedł czas na szósty studyjny album Mörk Gryning, zatytułowany „Hinsides vrede”.

środa, 25 listopada 2020

Jeśli lżyć, to właśnie tak.

 

Wydany w 2017 roku „Black Vortex” (o nim tutaj), był albumem bardzo dobrym. Momentami wręcz wyśmienitym. Niestety, wielce niedocenionym zarazem. Dla mnie wciąż jest jednym z lepszych, polskich krążków ostatnich lat i często do niego wracam. Miałem świadomość, że na kolejny materiał UR przyjdzie nam poczekać, bo Grzegorz to człowiek muzycznie (i nie tylko) zapracowany, nie sądziłem jednak, że aż tak długo. Ale wreszcie jest następca. Co prawda nie pełniak a epka, pomimo tego jednak, „Obelga” wynagrodziła mi czekanie w stu procentach.


poniedziałek, 23 listopada 2020

Konsekwencja.

 

Muszę przyznać, iż podziwiam upór Upiora, jeśli idzie o kolejne wydawnictwa Nurtu Ognia. Musi go to mocno kręcić, bo wątpię, by grono odbiorców było duże. Nie jest to muzyka prosta, lekka i przyjemna. W marcu pisałem o pierwszym wydawnictwie pod tym szyldem (tu), dziś już o czwartym. Należy pogratulować wytrwałości, systematyczności i samozaparcia. Czy od marca wiele się zmieniło? Nie, na upartego mógłbym skopiować tamtą recenzję, z niewielką korektą – jest jakby trochę bardziej przystępnie.

piątek, 20 listopada 2020

Wilcza ewolucja.

 

Gdy pierwszy raz ujrzałem gdzieś reklamę książki traktującej o historii Ulver, momentalnie zapragnąłem ją zdobyć. Jak kobietę. Zaraz potem dotarło do mnie, że zapewne będzie dla mnie tak dostępna, jak Monica Bellucci – bo pewnie będzie limitowana edycja, wyprzeda się w preorderze, żadne nasze distro mieć jej nie będzie itd. Jakaż więc była moja radość, gdy „Wolves Evolve. The Ulver Story”, wypatrzyłem w nieocenionym Fallen Temple. Cena nie grała roli, książka momentalnie wylądowała w koszyku a kilka dni później, u mnie w domu. 

środa, 18 listopada 2020

Piwniczne widziadła.

 

Współpraca Rites of Daath z WS Artworks trwa w najlepsze i nie ogranicza się jedynie do pięknych okładek. Słucham właśnie pierwszego demo Throat, zespołu będącego duetem, który tworzy perkusista krakowskiego gruzowiska, oraz Igor, znany choćby z Dagorath, Xarzebaal i właśnie WS Artworks. Piwnica leje się z głośników tak głęboka, że choć mieszkam na wysokim parterze, to widzę przed sobą słoiki z ogórkami sąsiada i kompoty sąsiadki. Jest dobrze.

poniedziałek, 16 listopada 2020

Kwiaty zła.

 

Przyszedł czas na płytę roku spoza metalu, czyli coś co od dwóch lat pojawia się u mnie na blogu. Formalnie, bo nieformalnie od trzech, gdy w dziesiątce najlepszych albumów 2017 roku, znalazł się Ulver ze swym „The Assassination of Julius Caesar” (o nim tutaj). Nie przez przypadek o tym wspominam, bo tegoroczny zwycięzca to następca wspomnianego albumu. Spodziewałem się mocnej konkurencji ze strony Rome, ale niestety Pan Rzym trochę mnie zawiódł i to „Flowers of Evil” zgarniają u mnie całą pulę. 

piątek, 13 listopada 2020

Beznadzieja bytu.

 

Pamiętacie warszawski Cultum Interitum? W kwietniu i maju 2019 roku, pisałem odpowiednio o ich demie i epce (tu znajdziecie te teksty). W tym roku, po długim okresie pętania się po głębokim podziemiu, trafili pod skrzydła Godz Ov War Productions. Zaowocowało to pierwszym pełniakiem o uroczym tytule „Poison of Being”. Udowadnia on, iż zespół zasługiwał, by wreszcie zostać zauważonym przez którąś z tych większych, krajowych wytwórni. Osobiście bardzo cieszy mnie, że trafili do Grega, bo to wytwórnia skrojona pod nich. Nie boi się wypuszczać materiałów trudnych, często nieoczywistych. A taki jest pierwszy długograj Cultum Interitum.


środa, 11 listopada 2020

Północne czary z Warszawy.

 

Zacząć muszę od tego, iż nigdy nie byłem zwolennikiem kultu wikingów na naszych ziemiach. W końcu Polacy nie gęsi, język swój mają. No ale cóż, kiedy w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych wystrzeliła moda na noszenie młotów Thora, tak dziś przybiera ona jeszcze mocniejsze formy i sprawa jest raczej przegrana. Z drugiej strony, lepszy Mjollnir od krzyża. Poza tym, zdaję sobie sprawę, że wobec dostępności źródeł oraz wszechobecnych w popkulturze ludzi północy, nawet w takim dajmy na to, Cieszynie, łatwiej być Ivarem Rudobrodym, niż Mieszkiem. Jestem nawet w stanie to wszystko zaakceptować, o ile rodzą się z tego owoce takie jak Krzywdy (teoretycznie z małej powinno być, ale ja się do takich nowomodnych zabiegów nie umiem przekonać, więc uparcie będę pisał z dużej).

poniedziałek, 9 listopada 2020

Śpiewać każdy może.

 

Właśnie. Każdy. Trochę lepiej, lub trochę gorzej. Ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi. Właśnie, nie o to. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi. A tego byśmy nie chcieli, prawda? Szczególnie w przypadku wokalisty Lekamen Illusionen Kallet, bo to gość, który potrafi nagrać dobry krążek i fajnie jest od czasu do czasu posłuchać jak fałszuje. Lubię piosenki, różne inne dźwięki. Graav też musi je lubić, bo oto zaserwował nam siedem nowych piosenek właśnie, o lekko niechlujnym, garażowym wydźwięku, ale z dużą dawką uroku. Zebrane zostały one pod zbiorczym tytułem „Avgrundspoetens flamma”, który w jakimś stopniu dobrze oddaje zawartość piątego albumu LIK.