piątek, 2 października 2020

Demo z przeszłości, choć dzisiejsze.

 

Gdyby Great Executor poszedł za ciosem i chciał się trochę pobawić z nami konwencją, ten materiał byłby pewnie zatytułowany „Solium”. Tak się jednak nie stało i debiut Urwerk nosi tytuł „Dämonstranz”. A czemu „Solium”? Bo „Urwerk” to tytuł ostatniego wydawnictwa Solium (o nim tutaj), innego projektu lidera Throneum. Małe zamieszanie? Wszystko wynika z faktu, że pan ten jest ostatnio bardzo aktywny i wydawnictw się namnożyło. Urwerk to kolejny projekt black metalowy, tym razem jednak wspomagają Executora dwaj inni, doświadczeni muzycy, którzy również nie próżnują. Diabolizer to wręcz tytan pracy, ale i Bloodwhip do bumelantów nie należy.

Nie wiem czy Urwerk ma być – z racji swej nazwy – jakkolwiek powiązany z Solium (poza oczywiście muzykami, bo – ależ zaskoczenie – w tym drugim również znajdziemy Diabolizera), jeśli już to może tekstowo, bo muzycznie to inny świat. Niestety, teksty na „Dämonstranz” są w języku niemieckim a ja w mowie odwiecznego wroga biegły nie jestem. Nie będę więc mędrkował i podpierał się tłumaczem google, bo to jak podpierać się kulawym. Wróćmy zatem do muzyki, bo tu na szczęście coś jestem w stanie powiedzieć. Pierwsze demo Urwerk to black metal prosty, surowy i przywodzący na myśl polskie lata dziewięćdziesiąte, te wczesne. Przypomina o nich szczególnie brzmienie perkusji, które jest po prostu bezbłędne, wręcz mnie rozczula. Ale nie tylko. Melodie, atmosfera, klimat i ta charakterystyczna surowość, której nie da się określić po prostu mianem piwnicznego prymitywizmu. Nie, w tym zawsze było coś więcej, coś bardzo pierwotnego, coś kojarzącego się z surową aurą, coś co tylko duchem można poczuć i odebrać. Pisałem już o tym przy okazji dema Teufelsberg czy Morbid Winds. Tak na marginesie – fajnie, że coraz więcej zespołów powraca do tamtego grania, bo w jakimś sensie, można powiedzieć, że to taka polska szkoła black metalu. „Dämonstranz” utrzymany jest w średnich tempach, bez przesadnej agresji, ale trudno ten materiał nazwać łagodnym. W dużej mierze wpływa na to ekspresja wokalna Executora. Jest ona też czynnikiem, który oddala muzykę Urwerk od wspomnianych już wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Ale to fajnie, bo staje się kontrą dla reszty dźwięków i dzięki temu dostajemy coś trochę innego, coś co trudno nazwać wiernym oddaniem tamtego stylu. Ja to kupuję, szczególnie w czasach, gdy black metal niebezpiecznie skręca w rejony, których wolałbym nie nazywać po imieniu. Nie jest to materiał długi, bo trwa zaledwie dwadzieścia trzy minuty (co oczywiście, jak na demo, nie jest wynikiem złym), ale ma w sobie więcej uroku od niejednego, przekombinowanego kloca. Z przyjemnością odpalam go po raz kolejny i liczę, że panowie pod tym szyldem jeszcze coś stworzą, bo słychać, że mają do tego serce. Bardzo udany debiut, polecam. 


Urwerk - „Dämonstranz”. Werewolf Promotion, czerwiec 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza