wtorek, 1 września 2020

Łabędzie.


Wraz z ukazaniem się splitu Sivyj Yar (Сивый Яр) / Stworz, konkurs na okładkę roku został rozstrzygnięty. Wkładka tego wydawnictwa wam tego nie powie, ale jest to dzieło Jarosława Kirilenki, polskiego malarza urodzonego w 1913 roku. W oryginale był to czarno-biały linoryt, tu ktoś gustownie dodał kolorów. Dzieło zatytułowane jest „Łabędzie”, to informacja dla tych, którzy myśleli o gęsiach, bo i takie komentarze się pojawiły. Split „Wiecznica / Неизбежность” przyciąga uwagę okładką i oprawą graficzną, bo generalnie wydany jest pięknie, ale nie jest to jedyny powód by się nim zainteresować. Muzyka jest tym najważniejszym.

Sivyj Yar (nie będę was męczył cyrylicą, poza tym sam zespół używa tej formy zapisu), to projekt muzyków death metalowego zespołu Jassa (pisałem o nich tu). Rosyjski duet ma na koncie sześć pełniaków i kilka pomniejszych wydawnictw, grają od 2006 roku. Dla mnie to pierwsze z nimi spotkanie, będę musiał nadrobić. Tak, musiał, bo to co usłyszałem na „Wiecznicy”, przypadło mi do gustu. Rosjanie otwierają ten split, dając nam dwa długie utwory (każdy ponad dziesięć minut). Przeczytałem w jakiejś recenzji, że wokalisty słuchać się nie da, bo drze się jak opętany. Cóż, jeśli ktoś oczekuje opery, idzie do opery. A poważnie – faktycznie, wokale są charakterystyczne, wysokie, momentami histeryczne, ale nie jest to nic takiego, co na człowieku, który słyszał tysiące black metalowych płyt, zrobiłoby większe wrażenie a tym bardziej odrzuciło. Przeciwnie wręcz – uważam, że dobrze komponują się z muzyką zespołu, w której dużo smutku, tęsknoty i nostalgii. Swoją drogą tak tęsknota jak i nostalgia to słowa klucze dla tego wydawnictwa. Sivyj Yar to przede wszystkim średnie tempa, choć momenty szybkie też tu znajdziemy. Dużo melodii, ale bardzo klimatycznych, dalekich od wesołości. Obie kompozycje są rozbudowane i ciekawe. Ale ich największa siła to atmosfera. Wspomniana już tęsknota, nostalgia, samotność pośród natury. To wszystko czuję słuchając rosyjskiej części. I naprawdę mnie ona przekonuje, ma ta muzyka duszę. 

To samo mogę powiedzieć o kolejnych trzech utworach, autorstwa olsztyńskiego Stworz, ale to nic nowego w ich przypadku. Zespół podąża drogą znaną z ostatniego, bardzo dobrego, krążka - „Mój kraj nazywa się śmierć” (o nim tutaj). Dużo tam było melodii, tak jest i tu. Różnica jest tylko w nastroju, bo na „Wiecznicy” mniej radosnych chwil, trochę więcej wspomnianej już nostalgii (choć u nich tego zawsze sporo) i smutku, ale nie do przesady. Wystarczy posłuchać melodii drugiego numeru, by dać się ponieść. To hit na miarę tytułowego utworu z ostatniego pełniaka. Ale pozostałe dwie kompozycje są również bardzo dobre, Stworz trzyma wysoką formę. Niczym nie zaskakuje, ale po raz kolejny udowadnia, że w tej swojej formule ma nadal sporo do powiedzenia, bez zjadania własnego ogona. To w końcu jeden z najbardziej charakterystycznych polskich zespołów, mający wyraźny styl i swą tożsamość. Oby jej nie stracił, bo to co robią w ostatnich latach naprawdę zasługuje na brawa. 

Ma to wydawnictwo klimat. Decyduje o tym oprawa, teksty, muzyka. Wszystko w jakimś stopniu wpływa na końcowy efekt i odbiór. Tu każdy element skomponował się z pozostałymi wyśmienicie. Jestem pod wrażeniem, proszę więcej takich inicjatyw. Prawie pięćdziesiąt minut bardzo dobrej muzyki i „Łabędzie” Kirilenki. Czego chcieć więcej? 


Sivyj Yar / Stworz - „Wiecznica / Неизбежность”. Werewolf Promotion, czerwiec 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza