poniedziałek, 13 lipca 2020

Po raz drugi.


W natłoku nowości, trudno znaleźć czas by pochylić się nad wznowieniami, nie mówiąc już o napisaniu czegokolwiek, co byłoby dłuższe niż „wyszło dobrze, fajnie, że to wznowili”. Są jednak wznowienia, którym warto poświęcić uwagę. Jednym z nich jest wydany niedawno – powtórnie przez Werewolf Promotion - drugi album ukraińskiego projektu Морок - „In the Dungeons of Mind”. To bardzo dobry materiał, który pierwotnie ukazał się w 2016 roku, trudno więc uganiać się teraz za pierwszym tłoczeniem, bo nie jest dostępne od ręki. Jeśli więc ktoś nie ma tego krążka w swojej kolekcji, jest okazja by ten brak uzupełnić.


Drugi album Морок to w mojej opinii najlepszy materiał jednoosobowego projektu z Dniepru. Severoth ma na koncie jeszcze kilka bardzo dobrych wydawnictw, nie tylko pod szyldem Морок, ale „In the Dungeons of Mind” ma chyba największy czar i po prostu trafia do mnie najmocniej. Krótko mówiąc to moje granie. Druga fala, sporo Skandynawii, las i ciemności. Dziękuję, załatwione. Niby nic wielkiego i oryginalnego, bo tak przecież można scharakteryzować setki albumów, ten jednak posiada jeszcze bardzo urokliwą atmosferę i klimat, oraz naprawdę ciekawe kompozycje. W pierwszej chwili można tego nie usłyszeć, bo nie wszystko jest tu aranżacyjnie i strukturalnie oczywiste. Pewne smaczki są ukryte, dlatego dobrze jest dać mu co najmniej klika odsłuchów. Zresztą, o to jestem spokojny, bo to bardzo dobry black metal, więc ci, którzy kochają czarny gatunek, na pewno nie odrzucą „In the Dungeons of Mind” w kąt. Dla mnie to taki ukraiński hołd dla północnej drugiej fali, bo usłyszymy tu i Emperor (Severoth naprawdę potrafi wykorzystać klawisze) i Darkthrone (budowanie atmosfery zła za pomocą samych gitar) i Burzum, który często przychodzi mi na myśl gdy słucham samej sekcji rytmicznej. Wszystkie te wpływy są bardzo atrakcyjnie wymieszane i dzięki temu – choć skojarzenia nasuwają się momentalnie – nie ma tu ani nudy, ani wrażenia odgrzewania kotletów. Oczywiście to też zasługa talentu Severotha, bo naprawdę dzieje się tu bardzo dużo. Sporo klimatycznych zwolnień, które czasami są jak krajobrazy malowane dźwiękiem, na szczęście daleko im do filmowych dłużyzn, bo autor wie jak mają brzmieć i kiedy należy skończyć. Ta konkluzja prowadzi do kolejnego wniosku – otóż jest to krążek bardzo dobrze wyważony i odmierzony. Mam wrażenie, że twórca miał bardzo dobry plan, bo tu nic nie brzmi przypadkowo, i wykonał go jeszcze lepiej niż sobie założył. Nie zmienia to faktu, że to wciąż rasowy black metal, którego nie powstydziłby się nikt w latach dziewięćdziesiątych. W moim odczuciu, to jeden z najlepszych ukraińskich materiałów w gatunku i dlatego tak cieszy to wznowienie (bo przyznaję, premierowego wydania nie miałem). Dobrze, że tym niektórym, głęboko ukrytym podziemnym klejnotom, co pewien czas ktoś nie daje zginąć w zapomnieniu, bo byłaby szkoda. „In the Dungeons of Mind” to jeden z takich klejnotów, bo choć w żadnym stopniu nie odkrywa niczego nowego, to w doskonałej formie podaje to, co było najlepsze (oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji, bo to jednak nie tamci, legendarni już twórcy). Chcecie ponad czterdziestominutowej wycieczki po tych ciekawszych zakamarkach lat 1992 – 1997? Polecam drugi album Морок. 


Морок - „In the Dungeons of Mind”. Werewolf Promotion (wznowienie), kwiecień 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza