piątek, 3 lipca 2020

Duch gór.


Nie było dane widzieć mi szczytu Śnieżki o brzasku, wyobrażam sobie jednak, że może być to piękny, lekko surrealistyczny i niesamowity widok. Ta charakterystyczna góra, najwyższy szczyt Karkonoszy i Sudetów, z budynkiem obserwatorium na swym szczycie, przywodzącym na myśl stację kosmiczną, od wielu lat robi na wędrowcach wrażenie. Nie sposób pomylić jej z innym szczytem, dlatego też okładka debiutanckiego demo, enigmatycznego zespołu Brzask, także zapada w pamięć. Sam zespół mocno podkreśla swój związek z Sudetami, nie dziwi więc, że obraz zdobiący debiut przedstawia szczyt tejże właśnie góry.

Ale nie tylko ona podkreśla pochodzenie zespołu. Brzask swoim symbolem uczynił najstarsze graficzne wyobrażenie Liczyrzepy, zwanego także Duchem Gór, czy Karkonoszem. Postać to mityczna i legendarna, kiedyś postrzegana jako demon, marginalizowana, teraz wraca do łask. Jak podkreśla sam zespół, sudecki folklor jest nieodłączną częścią tożsamości Brzasku i nie ma się co dziwić, bo panowie są ze Szklarskiej Poręby. Buduje to fajny klimat i atmosferę wokół krążka jak i samej grupy. Doceniam i popieram takie akcenty w twórczości i wizerunku, oby w przyszłości zespół się tego trzymał. Muzycznie sprawa nie jest taka oczywista, bo sam Brzask określa siebie jako black metal, w moim odczuciu nie jest to jednak do końca prawda. Owszem, jest go tu sporo, jednak dużo bardziej trafne byłoby określenie ich muzyki jako black/death, choćby ze względu na wokale, bo dominuje tu growl. Poza tym, dość dużo się dzieje i nie zawsze są to rzeczy, które mają dużo wspólnego z black metalem. Muzyka na tym demo to mieszanka, bo znajdziemy tu nawet chwile atmosferyczne, zbliżające się do ambientu. Wszystko rozpoczyna się krótkim, aczkolwiek sugestywnym intro, by po chwili zaatakować dość energetycznymi i melodyjnymi gitarami. I ten początek robi na mnie spore wrażenie. Później bywa z tym już różnie, bo nie zawsze Brzask potrafi utrzymać poziom mojej koncentracji, ale bez wątpienia robi na tyle dużo, bym nie mówił o nudzie. Gitary to największy atut tego szesnastominutowego materiału. Riffy riffami, ale Brzask potrafi tworzyć bardzo udane melodie, które zyskują jeszcze dzięki odpowiedniemu brzmieniu. To naprawdę dobrze rokuje na przyszłość. A jak do tego dorzucimy umiejętność mocniejszego uderzenia oraz płynnego i naturalnego przechodzenia pomiędzy emocjami (szczególnie widoczne w najlepszym, zamykającym demo utworze „Brzask III – Crimson Dawn Ritual”), to o ile Śnieżka im na głowy nie spadnie, mają szansę stać się mocnym punktem rodzimego podziemia. 

Bardzo solidny debiut, bez fajerwerków (choć jest kilka rozbłysków) ale pokazujący spory potencjał zespołu. Warto czekać na kolejne materiały, mam też nadzieję, że zainteresuje się nimi jakaś wytwórnia. Demo Brzask możecie znaleźć w sieci oraz wciąż chyba zamówić CD bezpośrednio u zespołu. Polecam. 


Brzask – „Brzask”. Wydanie własne (digital, CD), maj 2020.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza