niedziela, 14 czerwca 2020

Uważajcie na duszę!


Kiedy wydawca – na dwa tygodnie przed premierą – pyta cię z jakimi zespołami kojarzysz muzykę projektu, którego debiut ma wydać, nie lekceważ tego pytania, bo przecież już dawno powinien to wiedzieć. Zadaj sobie kolejne, bo na tamto i tak nie potrafiłeś odpowiedzieć. Dlaczego on to robi? Co jest grane? Na to odpowiesz, bo słuchałeś już tego materiału i wcale nie dziwisz mu się, że szuka pomocy a każdy, kogo zapyta, udziela innej odpowiedzi. Bo Weresoul to kocioł, diabelska mieszanka, muzyczna mikstura, której nie da się jednoznacznie określić, zważyć i odnieść. Każdy znajdzie tu co innego – jedni radość, inni łzy. Strach lub odwagę, zwycięstwo albo śmierć – jak ta pani, rozpaczliwie przed kimś, lub czymś, uciekająca. Od jej przerażonego oddechu wszystko się zaczyna…

A potem, na pół godziny, lądujemy w świecie magii, czarów, śmierci, bestii i zabobonu. Sześć opowieści, wyrazistych tak muzycznie jak i lirycznie, przenosi nas w realia bliskie średniowiecznym, czy też fantastycznym. Piszę o opowieściach i nie są to słowa na wyrost, bo ten album jest pełen treści jak książka i plastyczny jak obraz. To jeden z tych krążków, które odbiera się wszystkimi zmysłami, nie wystarczy tylko słuch, tu – przy co najmniej pierwszym odsłuchu – zalecam skupienie i podążanie za muzyką jednocześnie śledząc słowa. Szklanka dobrego alkoholu, przyciemnione światło i jesteście na dobrej drodze do podróży w inną rzeczywistość. Każdy z sześciu rozdziałów to zamknięta opowieść, pozornie nie tworzą całości, jednak wszystkie spina muzyka oraz unoszący się tu duch śmierci. W moim odczuciu to ona jest tu głównym bohaterem, ale zdaję sobie sprawę, że możliwych interpretacji jest dużo więcej. Jest w każdym razie dużo uniwersalizmu w tych opowieściach, dzięki czemu każdy może znaleźć tu coś, co do niego przemówi. No i jest oczywiście muzyka, która przemawia najwyraźniej. Czas wrócić do pytania ze wstępu, bo nawet jeśli będę przed nim uciekał, jak zdyszana pani z pierwszych sekund albumu, to i tak mnie dopadnie. Długo myślałem nad tym jak ją Wam opisać, byście szybko dostali właściwy drogowskaz, ale wierzcie mi, to trudne. Wreszcie, po długich bojach z samym sobą, napiszę tak: Weresoul to łagodniejsza wersja Cultes Des Ghoules. Łagodniejsza, bo to jak nałożyć na CdG heavy metalowy filtr, czyszczący i nadający trochę innej motoryki. Ale nie traktujcie tego odniesienia jako słowa objawionego, bo tak naprawdę mógłbym tu przywołać dziesiątki kapel. Weresoul to po prostu Weresoul. Muzykę pisał człowiek doświadczony, w którego sercu i głowie wpływów są setki, trudno więc uniknąć aż tylu odniesień. Łatwo jednak jest powiedzieć jedno – to są tylko wpływy, bo muzyka zespołu jest jak najbardziej oryginalna. Dawno nie słyszałem czegoś tak świeżego, tak bardzo przepływającego pomiędzy stylistykami, odczuciami i odniesieniami. Nie wszystko co Evil (tu występuje jako Rituals) stworzył było dla mnie dobre, ale debiut Weresoul uważam za jego dzieło życia. Nie byłoby jednak tak mocnego czaru tego krążka gdyby nie drugi członek zespołu, odpowiedzialny za wokale i znany Wam z Eerie. Marcin pokazał tu swoje możliwości dużo bardziej niż na „Into Everlasting Death”, choć przecież i tam był naprawdę wysoko. Tu jednak szaleje z czystymi wokalami i to jest, proszę państwa, coś pięknego. Doskonale panowie się dopełnili i zgrali, oddając wzajemnie swoje własne możliwości i tworząc jeden dla drugiego pole do popisu. I dzięki temu dostaliśmy krążek zamknięty, dopełniony, któremu nie brakuje niczego. Bo wspomnieć jeszcze trzeba o doskonałej oprawie graficznej, towarzyszącej każdemu rozdziałowi a zaczynającej się już na okładce. Właśnie dlatego, biorąc wszystkie te składowe pod uwagę, jest to dla mnie album koncepcyjny, choć definicji takowego nie wypełnia. Na szczęście nie formułki i definicje są tu ważne, tylko uczucia i klimat a w tych kategoriach, debiut Weresoul to czołówka ekstraklasy w ostatnim okresie. Czy debiut roku? Za wcześnie by o tym mówić i wyrokować, ale podium widzę dla niego bardzo wyraźnie. Brawo Artur, brawo Marcin, mam nadzieję, że Weresoul nie umrze i dacie nam kolejne tak ciekawe i oryginalne krążki. 

Weresoul - „Weresoul”. Malignant Voices, maj 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza