poniedziałek, 1 czerwca 2020

Niespodzianka.


Perunwit w mym muzycznym świecie obecny jest od bardzo dawna. Jako młody zapaleniec łykałem z ideologicznym zapałem materiały „Perkunu Yra Dang”, choć nie oszukujmy się, były dość prymitywne. Ale nie o wyrafinowanie wtedy chodziło. Dużą zmianę przyniósł album „Wszystkie odcienie szarości”, najbardziej metalowy i rozwinięty pod względem instrumentarium. Był zarazem ostatnim, któremu poświęciłem uwagę i czas. Od tamtej pory zdążyli wydać dwa krążki, ale ich kompletnie nie znam. Teraz trzymam w ręku split z Krainą Ziemi, który zadziwił mnie niezwykle pozytywnie. Dla mnie Perunwit powrócił.

Wyciągając ten krążek z paczki, która przyszła z Wrocławia, nie miałem dużych oczekiwań. Gdzieś tam w głowie, Perunwit funkcjonował wciąż jako projekt będący bardziej efektem pasji do muzyki, niż dziełem profesjonalnych muzyków. Nic w tym oczywiście złego, serce w tym wszystkim jest najważniejsze, ale dodając do tego fakt, iż folk nigdy nie był moim priorytetem, nie trudno zrozumieć, dlaczego puls mi nie przyspieszył, widząc ten pięknie wydany digipack. Byłem jednak ciekaw, bo obudził się sentyment i to właśnie on dość szybko skierował płytę do odtwarzacza. Bogowie, jak dobrze, że tak się stało! Przecież to jest zupełnie inny zespół! Bo faktycznie, choćby personalnie, jest. Piszę tu ciągle o Perunwit a to przecież split i wielki wkład w jego obie części miała kobieta, Alruna (możecie kojarzyć z Lord Wind). Nie dość, że odpowiada za Krainę Ziemi, do której jeszcze wrócimy, to widnieje też w składzie Perunwit, co bez wątpienia miało ogromny wpływ na muzykę tego zespołu. Pani ta gra na instrumentach smyczkowych i jest w tym naprawdę dobra. Wniosła masę bogactwa i głębi do muzyki niegdyś zdominowanej bębnami Arka. Wreszcie mogę ten projekt określić jako w pełni folkowy, oczywiście jest to także zasługa reszty składu. Słychać rozwój, nawet te wszystkie kotły i bębny brzmią lepiej. Perunwit prezentuje tu cztery utwory, wszystkie, poza ostatnim są ich autorstwa. Piękny, klimatyczny folk, momentami z lekkim rytualnym zacięciem (ale to zawsze w ich muzyce występowało, dzięki bębnom), pełen mistycyzmu i atmosfery dawnych czasów, który może bez wstydu stawać w szranki z tuzami gatunku. Swoją część zamykają interpretacją kompozycji Satyricon. Pochodzący z albumu „Dark Medieval Times” - „Min Hyllest Til Vinterland” - wykonany został wyśmienicie! Gitarę zastąpiły smyczki i daje to wspaniały efekt. Brawa, jestem pod wrażeniem. 

Kraina Ziemi to dla mnie nazwa kompletnie nowa ale z tego co udało mi się ustalić, jest to ich debiut. Projekt ma w składzie więcej muzyków (jest i Aro z Perunwit), szersze instrumentarium ale Alruna gra tu pierwsze skrzypce. To ona odpowiada za muzykę a że ma talent do dźwięków dawnych i regionalnych, Kraina Ziemi brzmi bardzo profesjonalnie. Żaden ze mnie specjalista, ale jednak trochę takiej muzyki w życiu usłyszałem i tutaj naprawdę jest bardzo bogato, bardzo melodyjnie, bardzo celnie. To jest właśnie ten talent, ten nos i serce Alruny do muzyki, która nie wystarczy, że będzie dobrze brzmiała, że będzie spełniała wszystkie wytyczne takiego grania. Tu musi być coś więcej, by przekonać do siebie ludzi, żyjących w zupełnie innych czasach i otoczonych zupełnie innym przekazem medialnym. Musi być ten czar, serce i pasja. Sama technika czy chęci nie wystarczą. Alruna i jej zespół mają to wszystko i dzięki temu nawet mnie, człowiekowi od folku dalekiemu, słucha się tego wyśmienicie. Warto zainteresować się tym projektem a jeśli jesteście fanami takiego grania, to zapiszcie sobie w kajetach nazwę Kraina Ziemi dużymi literami. 

Bardzo dobry split. Oba zespoły teoretycznie poruszają się w tym samym świecie, jednak prezentują lekko odmienne podejście do tematu. Kraina Ziemi jest dużo bardziej ludowa, podczas gdy Perunwit mistyczny i rytualny. Dobrze się ich kompozycje dopełniają, dzięki czemu czterdzieści minut opatrzone tytułem – skądinąd bardzo celnym - „Roots”, mija bardzo szybko. I gdy milkną ostatnie dźwięki, chcę jeszcze raz – co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. No i w wymiarze osobistym jest to także ogromne zaskoczenie, bo wierzcie mi – nie sądziłem, że kiedykolwiek jeszcze będę zachwycał się muzyką Perunwit. Fajnie, że tym razem nie przegapiłem. 


Perunwit / Kraina Ziemi - „Roots”. Werewolf Promotion, marzec 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza