czwartek, 18 czerwca 2020

Na piwie z Czortem.


Z wokalistą Czorta znamy się od lat. Kiedy więc ukazał się „Apostoł”, drugi album zespołu (o nim tutaj), obiecaliśmy sobie wywiad. Nie od razu udało się zgrać terminy, bo obaj jesteśmy ludźmi zajętymi pracą i rozrywką, wreszcie jednak spotkaliśmy się w naszym rodzinnym mieście i zasiedliśmy przy kuflu. A co może wyniknąć ze spotkania dwóch starych kolegów, mających zrobić profesjonalny wywiad? Na pewno nie to ostatnie. Raczej luźna rozmowa. Zapis takowej znajdziecie poniżej. Ukłony dla tych, którzy dobrną do końca.



Zdjęcie: WiosnaFoto


PP: Dzień dobry! Czy apostoła powinien ludziom zsyłać czort? 

M: Dzień dobry. Już na starcie mnie zagiąłeś. W jakim sensie? 

Te dwa pojęcia nie do końca ze sobą współgrają… 

O! O to właśnie chodzi. Cała płyta dotyczy dualizmu wszechświata. Już na samej okładce widzisz dwa przeciwstawne wyrazy: apostoł i czort. Druga sprawa to znaczenie słowa apostoł. Apostoł czyli uczeń. Ktoś kto uczy się stopniowo tego dualizmu i dąży do zrozumienia tego, że nie ma tej jasnej strony, bez ciemnej. To był główny zamysł. 

Do tego dualizmu jeszcze wrócimy, ale najpierw powiedz mi, czy lirycznie Wasz nowy krążek to album koncepcyjny, czy może osiem nie związanych ze sobą opowieści? 

Proces powstawania tekstów w Czorcie, wygląda tak, że dostaję kawałki, słucham ich i wtedy tworzę. Gdzieś tam w głowie mam jakiś wstępny, główny koncept, ale nie działa to na zasadzie wcześniejszego planu. Piszę głównie spontanicznie, tak jak pasuje mi pod dany utwór, by słowa jak najlepiej zgrywały się z muzyką. 

Czyli tak naprawdę nie jesteś do końca wolny w tej swojej pisaninie, bo tekst w jakiś sposób wymuszony jest muzyką? 

Słucham kawałka w kółko i pod niego piszę tekst, ale nie ograniczam się myślą o czym miałby być. Przy pierwszych przesłuchaniach rodzą się jakieś wizje i obrazy w głowie. Muzyka nasuwa skojarzenia i na ich podstawie piszę. 

Dużo w Twoich tekstach jest przeciwieństw, zagadnień wykluczających się, przeciwstawnych, lub walczących ze sobą. To jest jakiś Twój styl, sposób na to by dobrze wyrazić to, co chcesz przekazać? Czy to może przypadek, że praktycznie w każdym utworze spotkamy się z takim zabiegiem? 

To był główny zamysł. Płyta miała dotyczyć dualizmu, tej iluzji, z której żaden człowiek nie jest w stanie się wyzwolić. Bo to jest iluzja, tak naprawdę świat jest neutralny, tylko ludzie jako istoty świadome postrzegają wszystko w sposób pozytywny lub negatywny. To było główne założenie, ale nie było od samego początku rozpisanego jakiegoś planu, że wiesz – w tym kawałku użyję takich sformułowań, w tym takich itd. To co mi pasowało – jakaś dana wymyślona historia – pod kawałek , tak pisałem. 

Rozumiem. Wróćmy jeszcze do kwestii samego apostoła. Wspomniałeś, że chodziło też o znaczenie tego słowa, o ucznia. Chciałbyś może, byśmy wyciągnęli jakieś nauki z tego co śpiewasz? Masz takie oczekiwania od słuchaczy? 

Nie. Niczego takiego nie oczekiwałem, nie chodzi też o narzucanie jakiejkolwiek nauki. Ten album jest dla mnie bardzo osobisty. Pewne sformułowania mogą brzmieć naiwnie lub infantylnie, z tego powodu, że ja wiedziałem o co mi chodzi, bo to czułem. Przelałem to na papier, mając świadomość, że może to być odebrane nie do końca tak, jak chciałbym by było. Ale bazowałem na własnych doświadczeniach, moim podejściu do życia. 

A propos doświadczeń życiowych. W „Schodach podświadomości” padają słowa o tym, by diabła nie szukać w opowieściach, że wystarczy kawałek lustra, by go znaleźć. Zaglądałeś w to lustro? Znalazłeś? 

Zdarzyło się. Są takie momenty, szczególnie w odmiennych stanach świadomości, wywołanych przez używki. Uświadamiasz sobie, że najgorszym wrogiem są twoje własne przekonania. Nie świat zewnętrzny. 

Przekonania, czy może charakter, osobowość? 

Przekonania, charakter… czasami jakaś wewnętrzna wola, która Cię prowadzi i ciągnie w tę ciemną stronę. O tym też było w „Grając w szachy z diabłem”, że każdą z istot ciągnie do światła, ale za plecami stoi mrok i nigdy nie da Ci do końca szansy, na całkowite oddanie się światłu, bo jedno bez drugiego nie istnieje. 


Zdjęcie: Dariusz Hermiersz


Ale czy ludzie związani z black metalem, tworzący go, słuchający, przesiąknięci w jakimś stopniu mrokiem, chcą tak naprawdę iść do światła? 

Wydaje mi się, że każdy dąży do tego by mieć dobrze. Nihilizm w czystej postaci wśród ludzi nie istnieje. Zawsze gdzieś tam, jest jakaś mała cząstka, która chce dla nas samych dobrze. 

Tak, ale to, że chcemy dla siebie dobrze, nie wyklucza tego, iż będzie to zarazem złem dla innych. Są takie jednostki, dla których ich własne zaspokojenie jest dla innych cierpieniem. 

Zdaję sobie z tego sprawę. Nie namawiam tu do zła. Najlepiej gdy każdy odniesie to do swoich własnych doświadczeń a może nawet nie będzie w stanie, bo może być to dla niego stek bzdur. Nie ukrywam, nie jestem mistrzem świata w pisaniu tekstów, daleko mi do tego. 

Nie chodzi mi w tej chwili o samo pisanie tekstów, czy ich formę. Do niej jeszcze wrócimy. Teraz skupiamy się na tym, co chcesz przekazać. Wróćmy do tego światła. Wiadomo, że wszyscy chcemy być dobrzy, bo wtedy jesteśmy dobrze odbierani… 

No właśnie, ale często też sami się oszukujemy. Coś co nam wydaje się dobre, niekoniecznie jest dobre dla innych, czy odbierane, jako dobre. I na odwrót. Często złe uczynki mogą prowadzić do czegoś dobrego. W „Apostole” chodzi o ciągłe przenikanie się, nigdy nie wiesz jaki będzie efekt twoich zamiarów i działań. Prosty przykład – czy zabicie małego Hitlera byłoby czymś dobrym? Teoretycznie to zbrodnia, ale ile istnień można by ocalić? Łatwo jest nam oceniać z własnej perspektywy, czy coś jest dobre czy złe, ale tak naprawdę, zewnętrznie, wobec świata, nie wiemy czy to nie jest tylko nasza własna iluzja. 

Nie znamy też zawsze prawdziwych ocen naszych działań, nie zawsze są one szczere. To prowadzi do pytania o formę Twoich tekstów. Rozmawialiśmy wcześniej i powiedziałeś mi, że niektórzy nazywają Twoje liryki „infantylnym satanizmem”. Ja na przykład doceniam prostotę Twoich tekstów, walenie w ryj prostymi słowami, bo są tematy nad którymi nie trzeba się poetycko rozwodzić. Ale czy pisząc teksty nie zastanawiasz się nad ich odbiorem, nie boisz się, że ludzie będą reagowali śmiechem? Czy masz to głęboko? 

Mam to głęboko. Nie mam nic przeciwko zespołom, wręcz bardzo szanuję wiele z nich, które w lirykach używają wielu metafor, jakiegoś ukrytego przekazu. Piszą je w sposób poetycki. Ale uważam, że black metal – jako muzyka, moim zdaniem, wywodząca się z rock’n’rolla – powinna być czasem infantylna, naiwna, czy wręcz głupia. Uwielbiam GG Allina, jego teksty nie były, umówmy się, zbyt górnolotne, ale uważam, że są zajebiste. Jest po prostu czas i miejsce aby pojechać totalnie naiwnym, głupim gadaniem w tej muzyce. Zastanówmy się, kto jest głupszy? Czy ja, pisząc takie infantylne liryki, czy ludzie, którzy szukają głębszej filozofii w muzyce, która powinna nieść zniszczenie i być prostacko szczera, zamiast w mądrych książkach. To tak jakbyś był wyznawcą zdrowej diety, ale kupował sałatki w makdonaldzie. Black metal niekoniecznie jest dobrym miejscem do szukania prawd życiowych i głębszych filozofii. 

Czyli ci co piszą poetyckie teksty, robią to na siłę? 

Nie, nie, tak jak powiedziałem wcześniej, nie mam nic przeciwko takim zespołom, aczkolwiek – ja nie uważam się za dobrego pisarza tekstów, więc gdybym próbował to robić w taki bardziej filozoficzny sposób, to byłoby to nieszczere. To byłoby na siłę. Nie wiem, może mnie kiedyś natchnie i popłynę czymś głębszym, ale wątpię, bo naturę mam prostaka. 

Dla mnie w Twoich tekstach mieszają się elementy poetyckie, z prostym językiem wiejskiego kaznodziei… 

Bardzo podobało mi się porównanie, którego użyłeś w recenzji, że poezja miesza się z szambem, tak jak w życiu. 

Bo tak to brzmi, ale pokazuje zarazem, że masz zadatki na autora, który mógłby napisać cały tekst poetycki. 

Mógłbym, ale wydaje mi się, że nie czułbym się z tym dobrze. Nie czułbym, że to jestem ja. 

Przejdźmy do muzyki. Mam wrażenie, że „Apostoł” jest albumem łagodniejszym od debiutu, bardziej – dźwiękowo – przystępnym. Zgodzisz się? 

Zgodzę się z tym. Nie miałem wpływu na pisanie muzyki, nie wiem też, co nasz gitarzysta w okresie tworzenia jej, miał w głowie. A on zawsze tworzy tak jak czuje, nigdy nie będziemy robili niczego na siłę. Żadnej chłodnej kalkulacji, wymyślania, więc to łagodniejsze oblicze jest całkowicie naturalne. 

Czyli nie było takiego pomysłu, by stworzyć coś przystępniejszego? 

Nie, nie było. Przy tworzeniu muzyki, często wpływ na nią ma to czego aktualnie słuchasz i być może nasz gitarowy… 

Słuchał więcej popu? 

Ha, ha, ha, nie wiem, być może, być może… Nie wgłębialiśmy się jakoś w ten temat, po prostu pisał jak czuł. Wiem jednak, że nie było żadnego ustalania, że drugi album robimy łagodniejszy i chwytliwszy. Ja te numery, by napisać teksty, dostałem już w skończonej, gotowej formie. Proces przebiega w taki sposób: on komponuje wszystko sam, przygotowuje i dopiero pokazuje nam to gdy się spotkamy na próbie. I wtedy my dokładamy swoje cegiełki. 

Czyli proces twórczy, w zakresie dźwięków, należy do jednej osoby? 

Tak. 

Bywa tak, że on coś zaproponuje, ale reszta mówi – nie, to jest gówno, tego nie będziemy grać? 

Zdarza się, ale on jest strasznym dyktatorem, ha, ha. Trochę oczywiście żartuję. Był jeden kawałek, który został z „Apostoła” wyrzucony a na jego miejsce wskoczył inny. Po czasie po prostu stwierdziliśmy, że on nie będzie pasował do reszty albumu, był dużo bardziej rock’n’rollowy. Ale jesteśmy na tyle zgranymi ludźmi, bo znamy się lata, dogadujemy się bardzo dobrze i prywatnie i w kwestiach muzycznych, że to co on tworzy, praktycznie zawsze nam odpowiada. 

Album jest długi. 47 minut to dość dużo jak na black metalową płytę. Są na nim momenty lepsze i gorsze, co jest oczywiście normalne. Czy nie myśleliście jednak by go trochę skrócić, zostawić esencję, by był to jeden wielki hicior? Bo w tej chwili mamy tam kilka dłużyzn… 

Zgodzę się z tym, jest nawet jeszcze jeden kawałek, który bym wywalił, ale reszcie pasował. Granie w zespole polega na kompromisach. Więź jaka jest między nami jest dla nas ważniejsza niż osobiste odczucia. To sanktuarium jakie daje nam Czort jest dla nas priorytetem. 

Drużyna jest ważniejsza od jednostki. 

Tak, dokładnie o to chodzi. Każdy w zespole ma innych faworytów jeśli chodzi o ten krążek. 

Twój wkład w „Apostoła” to nie tylko teksty, bo i wokale. Czy zamierzonym było uczynienie ich tak mało ekspresyjnymi? Nie szalejesz za mikrofonem. 

Fakt. Widocznie, tak jak jestem słabym pisarzem, jestem też słabym wokalistą. W kwestiach wokali jest tak jak w kwestii tekstów – nie zastanawiam się nad nimi zbyt długo. To nie jest tak, że mam to w dupie, ale uważam, że im bardziej pierwotny jest to pomysł, tym lepszy. 

One są niezwykle czytelne i zrozumiałe, co jest rzadkością w tej muzyce. Takie miały być? Łatwiej przyswoić teksty słuchając Ciebie, niż czytając wkładkę ;) 

Spotkałem się z takimi opiniami, wiem o tym. Wkładka to moja wina. Ale tak poza tym, to nie wiem, ciężko mi powiedzieć. Wchodzę do studia i po prostu nagrywam. Taką mam chyba manierę wokalną, bo po premierze debiutu też ludzie zauważali, że są w miarę czytelne te moje wokale. 

Prawda, były, ale nie w takim stopniu jak na „Apostole”… 

To być może dykcja mi się poprawiła ha, ha. 

Może po prostu zmierzacie w stronę muzyki dużo łagodniejszej i trzeci krążek będzie już w konwencji gothic rock… 

Wiesz co, niewykluczone, ale czystym wokalem to ja w życiu nie potrafiłbym śpiewać. Nie dlatego, że bym nie chciał, po prostu nie mam do tego talentu. Ale wiele razy już powtarzałem, że my się nie chcemy zamykać. Jak zechcemy nagrać album grunge’owy i dać wszystkim prztyczka w nos, to to zrobimy. Przede wszystkim nam ma się podobać. 

Jasne, rozumiem, po prostu chodzi mi o to, że na tym krążku słyszalne wpływy są bardzo szerokie i nie zawsze jest to black metal. Chcecie więc w przyszłości pozostać w tej black metalowej konwencji czy jednak będziecie się od niej oddalali? Czy tak naprawdę nie wykluczacie, że za rok, lub dwa Was już w black metalu nie będzie? 

Nie wykluczam tego, aczkolwiek, teoretycznie, naszym celem jest granie black metalu. Ale nie jest nam po drodze z narzucaniem sobie ram w muzyce. Jednocześnie nie ma żadnego planu. Gitarzysta daje nam gotową muzykę a to co siedzi w jego głowie – tego nie wiem ani ja, ani reszta zespołu. Tylko on. 

Może czas zmienić gitarzystę… 

Myślę, że nie, spisuje się bardzo dobrze. 

Jasne, żartowałem oczywiście, materiał skomponowany na „Apostoła” jest bardzo dobry. Zmierzam jednak do tego, czy nie wydaje Ci się niebezpieczne, gdy jedna osoba odpowiada w zespole za proces komponowania muzyki? Zmienią mu się gusta i... 

W naszym przypadku nie mam z tym związanych żadnych obaw. Znamy się na tyle, wiesz, jak znasz kogoś od tylu lat… a reszta chłopaków jest starsza ode mnie, więc w ich wieku to się już raczej w głowach diametralnie nic nie zmienia. Z drugiej strony, gdyby zrobił coś totalnie innego, nowego a wszystkim by się to podobało, to byśmy za tym poszli. 


Zdjęcie: Dariusz Hermiersz


Ale czy wtedy nie lepiej wydać to pod innym szyldem? Znamy przypadki klasycznych kapel, które mają albumy nijak nie pasujące do całej swej twórczości… 

Z jednej strony tak, ale… Kurde, to jest ta kwestia, w której my się nie dogadamy. Kilka razy na te tematy prywatnie rozmawialiśmy i zawsze były zgrzyty. Ja na przykład jestem osobą, która bardzo ceni sobie Samael, do tych dużo późniejszych płyt nawet. Paradise Lost i ich zmiany w muzyce… Mogę zaryzykować twierdzenie, że u nas jest podejście zespołów z lat dziewięćdziesiątych – właśnie Samael, Paradise Lost, Moonspell… 

Masz na myśli pewną ścieżkę rozwoju, ewolucję… 

Tak, dokładnie, tylko chcemy by to było jak najbardziej naturalne. Jeśli wszyscy stwierdzą, że gramy nagle coś innego, to ok. Powstanie materiał, nie będzie black metalem ale nam się będzie podobał, to gramy i ciągniemy kapelę. Czort to nie ramy muzyczne tylko ludzie. 

Ok, jasne… A czy za taką zmianą muzyczną poszłaby też zmiana przesłania? Zmiana lirycznej zawartości? Czy jednak zawsze będziecie stali po tej samej stronie barykady. 

To się nigdy tak mocno nie zmieni, ale pewne zmiany są już dostrzegalne. Już się trochę wyłamałem z tej konwencji, która była na pierwszej płycie. „Czarna Ewangelia” nastawiona była na negowanie jakiejkolwiek religii. Jechałem tam po starym testamencie ale nie tylko. Za to, co religie nawyczyniały w dziejach. Za to chuj im w dupę. I tak będę zawsze uważał. Ale „Apostoł”… czy on jest bluźnierczy? Na pewno już nie tak, próbuje raczej powiedzieć ludziom by skończyli się oszukiwać ale nie w tak mocny sposób. Teksty na splicie też były inne, bo dotyczyły tematyki śmierci, więc te zmiany w przesłaniu już nastąpiły. 

A propos splitu. Nie było pomysłu, by te dwie kompozycje – bardzo zresztą dobre – wrzucić na nowy krążek? 

Nie. Nie chcieliśmy się powtarzać. Kiedyś może, jak uzbiera się więcej takich mniejszych wydawnictw, to zsumujemy je na jednym zbiorczym. 

Można sporo z tego, co powiedziane zostało wcześniej, podsumować tak, że Czort jest tworem plastycznym. Nie ma zamiaru się ograniczać ani patrzeć na reakcje sceny. Idzie swoją drogą. 

Tak, bo nas to, co powiedzą inni nie obchodzi. By zarabiać, wszyscy chodzimy do pracy. Nie łudzimy się, że z zespołu będziemy mogli się utrzymać, więc dzięki temu mamy totalną wolność. Wszyscy kochamy to robić, zarazem jednak jakikolwiek związek na siłę jest bezcelowy. Jeżeli będziemy chcieli przejść na doom metal, to tak zrobimy. Ale tak w ramach uspokojenia fanów – nie spodziewałbym się takiego kroku. Nie chcę też tu jednak opowiadać dyrdymałów pełnych ideologii, że my zawsze będziemy podążali ścieżką black metalu. 

Czyli, trzeci album, który już powoli zaczyna powstawać… 

Bardzo powoli… 

Nie możemy się go spodziewać na listach przebojów RMF-u? 

Nigdy Czorta nie znajdziecie na listach przebojów, bo… wiesz co, my się nie zamierzamy ograniczać, ale mamy też swoją naturę i to ona nam nie pozwoli na tak diametralne zmiany. Byłoby to gównem. A nie o to chodzi. Jak coś kochasz to rób to szczerze. 

Pełna zgoda. Tak to powinno wyglądać. Natomiast różnie z tym czasami bywa. Wam raczej sukces komercyjny nie grozi, ale z drugiej strony, nigdy nic nie wiadomo. Byli tacy, co im nie groził a jednak się udało. Tylko właśnie – czy można to rozpatrywać w kategorii sukcesu? 

Powiem Ci tak, nie mielibyśmy nic przeciwko. Nie deklarujemy się, że chcemy być zawsze w podziemiu, po prostu chcemy robić muzykę. Jeżeli nagramy trzecią płytę, która nam się będzie bardzo podobała i jakimś cudem… 

Nuclear Blast podpisze z Wami kontrakt! 

Ha, ha, ha. Toś teraz dojebał. Ale ok, powiedzmy… 

Hipotetycznie: Nuclear Blast podpisuje z Wami kontrakt. Co się wtedy dzieje? Nagrywacie plastik metal, żeby wydawca był zadowolony? 

Nie. Robimy album po swojemu. A jeżeli przy okazji moglibyśmy grać większe koncerty… A samo ich granie sprawia nam dużą frajdę, im więcej ludzi, tym większa energia. Nie mam też oczywiście nic przeciwko małym, klubowym gigom, dla 50 osób. Zawsze warto jest zagrać. Ale wracając do pytania… czemu nie? Nie widzę powodu dla którego mielibyśmy się ograniczać. 

Czyli podpisalibyście umowę z Nuclear Blast? 

No może z nimi niekoniecznie, to Ty powiedziałeś… 

Wyciągam siekierę… 

Ha, ha, ha. Nie, ale wiesz… jakaś większa wytwórnia, bez konkretnych nazw, to czemu nie? Prosty przykład z zeszłego roku. Misþyrming, który dostał się do Norma Evangelium Diaboli. Moim zdaniem to spełnienie marzeń. Zajebista wytwórnia, która od początku idzie swoją drogą, bo ani ona się nie kurwi ani żaden jej zespół. W czymś takim nie widzę problemu. 

Fascynujący jest tu przykład Mgły, która poza tworzeniem doskonałej muzyki, nie zrobiła nic, by ta kariera tak wybiła. To chyba jest najlepsza ścieżka. 

Właśnie, to jest świetny przykład. Dużo lepszy od Misþyrming. Po prostu muzyka a teraz już są w stanie z tego żyć. To jest piękne i nie widzę w tym żadnego problemu. Kiedy to ty stawiasz warunki, to jest to ok. W Czorcie na pewno nigdy nie napiszemy materiału pod jakąś większą wytwórnię, byle tylko dostać kontrakt. Nie mógłbym patrzeć w lustro. Nie potrzebne mi bogactwo, chodzi tylko o to, by się utrzymać. Ale dlatego chodzę do pracy. Muzykę robię z pasji. Bo jak zaczynasz robić muzykę po to by zarabiać… nie chcę nikogo oceniać, każdy robi po swojemu, ale ja bym nie umiał patrzeć w lustro. 

I znowu pełna zgoda. Ja to nawet uważam, że powinien być zakaz zarabiania na black metalu, on powinien być tworzony tylko i wyłącznie z pasji i powołania… ale ja jestem strasznym ortodoksem jeśli o te sprawy idzie… 

Tak, wiem, to już wielokrotnie stwierdziliśmy ha, ha. Ale... właśnie, jeszcze wracając do przykładu zmian stylistycznych w muzyce kapel. Ja podałem może kiepskie przykłady dla Ciebie, mało przekonujące… Co powiesz o Bathory? Tam zmian było bardzo dużo… 

Tak, tylko zauważ jedną rzecz. Bathory zmieniając, tworzyło coś kompletnie nowego, zarazem jednak pozostając w ramach ekstremalnego grania… 

Tak, jasne, to prawda. Ale Samael też przecież stworzył coś nowego, takiego krążka jak „Eternal”, wcześniej nie było… 

Tak, tylko nadal – zmiany Bathory, miały dużo bardziej pozytywny wpływ na scenę, na sam metal. Wiadomo, działo się to wcześniej, więc w pewnym stopniu nic dziwnego, ale też zostały na pewno lepiej przyjęte. Nie były takim szokiem. „Exodus” czy „Eternal”, to był szok dla ludzi. Wiesz, ja wtedy żyłem, pamiętam te reakcje. Dla nas to było nie do przyjęcia… 

Tak, oczywiście, aczkolwiek… ja jestem jednak od Ciebie trochę młodszy i dla mnie pierwszym albumem Samaela, był „Eternal”. I to pewnie też zaważyło na mojej dzisiejszej opinii… 

To mogło Cię potem bardziej zszokować odkrycie, że „Worship Him” nagrał ten sam zespół… 

W sumie tak, ale bardzo też mi się ten album od pierwszych chwil spodobał. Do dziś uważam go za jeden z najważniejszych dla mnie krążków. Ale wiesz, takie zmiany to także Carcass choćby, przecież „Swansong” był totalnym zaskoczeniem. A solowe albumy Quorthona? Zmierzam do tego, że nie widzę powodów, by stawiać sobie ograniczenia w pasji, w czymś co tak naprawdę robisz dla siebie. 

Tu chyba dochodzimy do najważniejszego pytania… Czy twórca powinien w ogóle, choć przez sekundę, zastanawiać się jak odebrane zostanie jego dzieło? I żeby było trudniej – dorzućmy do tego markę zespołu, nazwę, na która pracował latami? A planuje nagrać coś kompletnie odmiennego… Jak to widzisz? 

Nie, nie powinien ani trochę myśleć i przejmować się tym, jakie mogą być reakcje. Bo robisz to dla siebie. Jaki będzie odbiór fanów, to już jest problem fanów. To, że ktoś ma jakieś oczekiwania wobec zespołów, to jest tylko i wyłącznie problem w głowie słuchaczy. Stary… nie oszukujmy się, tym bardziej dzisiaj – muzyki jest tyle, że jak coś ci się nie podoba, możesz słuchać czegoś zupełnie innego. Wybór jest ogromny. Możesz na którejś płycie skończyć znajomość z zespołem i skupić się na innych kapelach. Kiedyś ta dostępność była dużo mniejsza, kilkanaście kaset na rok i faktycznie – mogłeś być bardziej oburzony totalnymi zmianami stylistycznymi. Tym, że twój ulubiony zespół właśnie dał dupy. 


Zdjęcie: WiosnaFoto


Wiem, bo kilku takich sytuacji doświadczyłem… 

I ja to rozumiem, ale dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. A jeśli jesteś muzykiem i zaczynasz się zastanawiać, jaki będzie odbiór, to jestem przekonany, że nagrasz gówno. Będziesz myślał, że to się przyjmie, ale się nie przyjmie, bo ludzie nie są głupi… znaczy są głupi, ale wiesz o co mi chodzi, mają swoją świadomość. Da się przecież wyczuć, czy krążek był tworzony na siłę, czy jest szczery. I może to jest takie naiwne gadanie, że chcemy być szczerzy, ale naprawdę chcemy… 

Znam Cię od lat i wiem, że nie ściemniasz w tych sprawach… 

Nie mam problemów z ego, nie potrzebuję poklasku od obcych ludzi. Mam tych, na których mi zależy i tyle. Jak komuś się podoba, to fajnie, ale to już jest poza mną, nie mam wpływu na odbiór. Jak się nie podoba, to sam ci mogę polecić inne zespoły. 

Poruszyłeś temat odzewu. „Czarna Ewangelia” została przyjęta dobrze, momentami wręcz bardzo entuzjastycznie. Jak to wyglądało w przypadku „Apostoła”? Jakaś zmiana? 

Mam wrażenie, że ten pozytywny odbiór wzrósł. Szczerze, wydawało nam się, że będzie na odwrót. To jest dobry dowód na to, że mamy to w dupie. Po nagraniu tego albumu spodziewaliśmy się raczej dużego rozczarowania, że wiesz, album łagodniejszy itp. Że pojawią się zarzuty, iż odwróciliśmy się od podziemia. Ale mieliśmy to w dupie, to były takie luźne podejrzenia jedynie. Chcieliśmy nagrać go takim jakim jest i takim go wydać. A paradoksalnie stało się zupełnie odwrotnie. Wiesz, w dwa miesiące na youtube „Apostoł” przebił wiszącą tam od dwóch lat „Czarną Ewangelię”. 

Tak, ale to też tak trochę jest, że debiut zrobił dobry podkład pod dwójkę… 

No tak, wiadomo, coś już wydaliśmy, przez chwilę było o tym głośno, więc to na pewno ułatwiło. A jeśli chodzi o same reakcje, to są głównie pozytywne. I to jest fajne i budujące ale nigdy nie będzie to dla nas wyznacznikiem tego, co mamy robić. 

Dobra, kończymy powoli, bo pewnie i tak nikt do tego momentu nie doczyta. Plany na najbliższą przyszłość? 

Powoli zaczynamy planować koncerty, powoli też zaczynają powstawać nowe utwory. Ale ile to potrwa? Cztery lata, sześć? Cokolwiek ukaże się dopiero wtedy, gdy będziemy z tego zadowoleni. 

Ostatnie słowa należą do Ciebie… 

Hail Satan!




1 komentarz:

  1. Ave tu Marclus. Wbrew obawom autora wywiadu, doczytałem do końca :) poznałem "Czorta" od ludzkiej strony :) Wywiad ciekawy. I zgadzam się z Czort, że kapela powinna grać co w ich duszach (białych czy czarnych) gra :)bazowanie na pomysłach gitarzysty, no cóż, skoro reszcie watahy odpowiada Alfa, podążają za nim, oby nie zaprowadził na skraj urwiska i kazał skakać, a sam pozostanie :) Nie będę rozpisywał się tu o wywiadzie, ale dało wiele światła na Voc.jest wyważony jak jego teksty z Lp "Apostoł" nie ma ukwiecania i ozdobników, to mnie przekonało.Nie będę robił tu krypto reklamy , ale gram z przyjemnością jego kawałki na swoich audio. Teksty też są dojrzałe, nie ma w nich przesadnego patosu. Ok kończę bo moja wypowiedź zamieni się w tyradę :) Ave Alles! Marculus

    OdpowiedzUsuń