wtorek, 9 czerwca 2020

Drzewa w złocie.


Na horyzoncie widać już coraz wyraźniej nowy album Throneum, nim jednak pojawi się fizycznie w naszych domach, warto poznać nowy materiał Solium, projektu personalnie mocno związanego ze wspomnianymi weteranami sceny. Stoją za nim dwaj doświadczeni muzycy – lider Throneum, tu znany jako Motor Immobilis, oraz – uwaga! - Diabolizer, człowiek, który za jakiś czas będzie pewnie musiał podwoić liczbę rąk i nóg, by podołać wszystkim swoim muzycznym wyzwaniom (tu także odpowiada za teksty). Nowe dzieło nosi tytuł „Urwerk”, trwa dziewiętnaście minut i możemy trzymać je w rękach dzięki Old Temple.


Nie jest to pierwszy materiał Solium, bo projekt ma na koncie demo i pełniaka z 2017 roku. Pierwszego nie znam, drugi obił mi się gdzieś, kiedyś o uszy, ale nie mogę powiedzieć, że znam go doskonale. Wrócę jednak do tamtego materiału, bo „Urwerk” przypadł mi do gustu i Solium jest w moich oczach projektem wartym uwagi. Cztery kompozycje składające się na nową epkę to surowy black metal, często utrzymany w wolnych tempach i lekko podbity ciężarem death. Nie brakuje tu ani smoły, ani siarki, ani gęstej i brudnej atmosfery. Wszystko to przetacza się z piwnicznym majestatem przez głośniki, wspomagane wokalem bliższym rejonom death metalu, trudno jednak określić go potężnym growlem. Solium potrafi także przyspieszyć i wychodzi z tego obronną ręką, mnie jednak przekonuje najbardziej, gdy zwalnia. Jest wtedy najciekawsze, potrafi bardzo dobrze wykorzystać klasyczne środki by uczynić swą muzykę interesującą. Bryluje tu utwór otwierający materiał, który pomimo swego wolnego tempa, zajmuje uwagę dużo bardziej, niż kolejna, szybsza kompozycja. Duża w tym zasługa świetnie użytego basu, który słychać wyraźnie i nie ogranicza się on jedynie do współpracy z perkusją. Zaskoczyć może też ilość melodii wpleciona w ten materiał i kilka szaleństw gitarowych, przywodzących na myśl wczesne lata dziewięćdziesiąte. Wszystko to dodaje uroku i sprawia, że „Urwerk” nie nuży. Bardzo dobre są momenty, gdy panowie lekko przyspieszają, wpadając w średnie tempo a wszystko prowadzi bas. To dla mnie jeden z elementów charakterystycznych tego krążka i jego bardzo duży plus. Generalnie jednak trudno jest znaleźć jakiekolwiek minusy, choć z drugiej strony, takie granie po prostu trzeba lubić, bo nie jest to muzyka na szczyty popularności, nawet tej podziemnej. Jest brudno, jest surowo a to nie każdemu przypadnie do gustu. Wszystko co tu najlepsze, potrzebuje czasu na odkrycie, nie znajdziecie tego w pierwszym, pobieżnym odsłuchu a pewnie nie wszyscy dadzą temu materiałowi aż tyle czasu i uwagi. A szkoda, bo choć nie jest to w żadnym wypadku dzieło wybitne, to w swojej niszy na tyle oryginalne i ciekawe, że warto dać mu kilka spotkań. Ja nie żałuję. 

Oprawa graficzna, na czele z okładką, jest oszczędna, ale bardzo klimatyczna i estetyczna. Dobrze dopełnia całość co tylko potęguję przyjemność obcowania z „Urwerk”. Samo wydanie, jak zwykle w przypadku Old Temple, na najwyższym poziomie. Standardowy już chyba dla tej wytwórni, złoty dysk, robi tu, w połączeniu z wydrukowaną na nim grafiką, bardzo dobrą robotę. Nie zawsze się to sprawdzało, tym razem to jednak strzał w dziesiątkę. 


Solium - „Urwerk”. Old Temple, marzec 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza