czwartek, 25 czerwca 2020

Czar prysł.


Doceniam konsekwencję Białorusinów w kwestii oprawy graficznej swoich wydawnictw. Człowiek bierze do ręki ich płytę i od razu jasnym jest, że to Ljosazabojstwa. I tak jak nie lubię digipaków, trochę żałuję, że ich pełnowymiarowy debiut - „Głoryja śmierci” - nie ukazał się w takim formacie. Pięknie wyglądałby obok dwóch poprzednich materiałów. Nie można mieć wszystkiego, poza tym, jewel case to jewel case, no i krążek wydany jest doskonale, więc kompletnie nie ma powodów do narzekań. Ot, taka fanaberia. Miłym zaskoczeniem było pojawienie się, wraz z albumem, koszulki, która, z tego co wiem, sprzedaje się świetnie. To nie dziwi, pokazuje jedynie, że Ljosazabojstwa to zespół ceniony w podziemiu. I to również nie może dziwić.

Białorusini zapracowali na uznanie swymi dwoma pierwszymi wydawnictwami (o nich tu), które obskurny dość death/black metal, wrzucały w opary wschodniego mistycyzmu, ludowej trwogi i zabobonu, gdzieś pośród zapomniane knieje, zapadłe wsie i uroczyska. Klimat tamtych wydawnictw był niepowtarzalny, magiczny i wciągający. Siekiera, wódka, diabeł i mroczne bory. Zapadnięte chaty i podupadłe cerkwie. I wszechobecne zło. Momentami był to film, momentami sen na jawie, momentami namacalny horror. Za to ich polubiłem i dlatego też, wyczekiwałem niecierpliwie tego krążka. „Głoryja śmierci” porzuca niestety tę formę i styl opowieści, co w pierwszej chwili bardzo mocno mnie uderzyło i zasmuciło. Owszem, znajdziemy kilka momentów przywodzących na myśl atmosferę poprzednich dzieł, ale jest to kropla w morzu, bo album jest przecież najdłuższym wydawnictwem zespołu, trwa czterdzieści pięć minut. Demo miało w sobie tej ludowej grozy pięć razy więcej a jest przecież trzy razy krótsze. No ale nic, otrząsnąłem się z pierwszego zawodu i odpaliłem album po raz kolejny. A potem jeszcze raz i jeszcze raz, dziś notuję już pewnie ze dwudziesty odsłuch. Bo pomimo wszystko jest to bardzo dobry krążek. Nadal bardzo posępny i mroczny, i gdyby był to pierwszy materiał Ljosazabojstwa – lub nie słyszałbym wcześniej poprzednich – pewnie też by mnie urzekł. Ale ponieważ nie jest, to po prostu bardzo mi się podoba. Żal że Białorusini porzucili sporo ze swej wcześniejszej toporności, prymitywizmu, brudu i prostoty, ale z drugiej strony, możemy dzięki temu docenić ich na pewno rozwinięte zdolności kompozytorskie i aranżacyjne. Pod tym względem bez wątpienia ewoluowali, wszyscy więc, którzy szukają w muzyce trochę więcej złożoności, nie będą zawiedzeni. „Głoryja śmierci” to album ciekawy i choć utrzymany jest w standardowych tempach zespołu, o nudzie nie ma mowy. Brzmi też lepiej od poprzednich wydawnictw, co mnie akurat nie cieszy, natomiast nie ma mowy o jakimś totalnym wygładzeniu. Nadal sporo tu szorstkości, jednak poziom nie ten sam. Dobrze, że wciąż jest moc i siła, momentami wręcz potęga. To imponowało u nich wcześniej, imponuje nadal. W ucho co pewien czas wpadają dość chwytliwe momenty, co też można uznać za novum w muzyce Białorusinów, bo dotąd chcieli raczej odbiorcę zniechęcić do swej twórczości, robiąc wszystko by była jak najbardziej odpychająca. Paradoksalnie to był jej ogromny czar. Nowy album to chyba krok w stronę szerszej publiczności, na szczęście wciąż z zachowaniem choć części swej tożsamości. Tożsamości, która była największą atrakcją Ljosazabojstwa, pokazali jednak, że i bez tej wisienki – w każdym razie nie tak soczystej i dojrzałej - potrafią nagrać świetny krążek. Bo odkładając na bok moje oczekiwania, brak pewnego klimatu itp., trudno określić go inaczej. Nie zmienia to faktu, że częściej będę pewnie wracał do dwóch pierwszych wydawnictw. 

Pełnowymiarowy debiut, w moich oczach, otwiera zespołowi drogę na szersze wody. Czy tak się stanie, nie wiem, natomiast na pewno dobrym krokiem było wydanie go w Godz Ov War, bo jak wszyscy wiemy Grzegorz dba o podopiecznych. Jeśli więc Białorusini myślą o zawojowaniu kontynentu, są na właściwym kursie. Oby tylko w tej swojej wyprawie na zachód, nie zgubili całego swego wschodu, bo stracą też swą największą siłę. 


Ljosazabojstwa - „Głoryja śmierci”. Godz Ov War Productions, czerwiec 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza